Wpis pozytywny dwudziesty dziewiąty

    Wpis pozytywny dwudziesty dziewiąty

    Marcin Rybak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    O tym jak biznes spożywczo - piekarniczo - ciastkarski zażądał stanowczo, żeby redaktor Rybak przestał się wiecznie wszystkiego czepiać. A także o tym, że kiedy redaktor zapragnął właśnie przestać się czepiać to mu biurokracja zaczęła kłody pod nogi rzucać. O!
    Wpis pozytywny dwudziesty dziewiąty
    W skrócie i od początku to było tak!:

    - Rybak!!!!!! - wrzasnął swego czasu na całe gardło mój sympatyczny redakcyjny kolega jeden. - Biznes się na ciebie uskarża!!!
    - Na mnie? Biznes? Zrobiłem minę faceta, który jest kompletnie i całkowicie niewinny, ma mocne alibi i nic na niego nie mają. - Jaki biznes?
    Spożywczo - piekarniczo - ciastkarski - odparł kolega jeden. - A ściślej pewien przedstawiciel owego biznesu, bardzo znany.
    - Ale ja przecież nigdy o żadnych ciastkach ani piekarnictwie nie pisałem.

    - Rybak!!!!!!!! - kolega jeden zdenerwował się nie na żarty. - Co ty sobie myślisz, że biznes nie patrzy dalej niż czubek własnego nosa?
    Ano właśnie wyobraź sobie, że się patrzy i w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu zauważył, że się wiecznie wszystkiego czepiasz. A to stadion ci jest za drogi, a to, że się niby budowa spóźnia. A to mercedesów się czepiasz co to sobie szefowie jednej miejskiej spółki własnym sumptem wykombinowali do jeżdżenia. A to do dziury w ziemi przy stadionie zaglądasz. A im bardziej zaglądasz tym bardziej nie ma w niej galerii handlowej Śląska Wrocław. Zamiast żeby była. Biznes Rybak życzy sobie żebyś wreszcie coś pozytywnego napisał. A nie tylko czepiać się i czepiać.

    Natychmiast więc - w odpowiedzi na życzenie biznesu - jąłem się zastanawiać, co by tu można pozytywnie konstruktywnego zaproponować. Tyle, że - wstyd się przyznać - przyzwyczajenie jest drugą naturą. Ciężko tak rzucić czepianie się po tylu latach. Jak się człowiek czepiał tak ze dwie paczki dziennie. I to bez filtra.
    Bo każdy pozytywny pomysł wydawał mi się nazbyt banalny i lizusowsko oczywisty.

    Na przykład żeby zaproponować by nie kończyć budowy stadionu tylko zostawić wszystko tak jak jest. Z tą zastygłą w niemym zdziwieniu koparką tuż prawie przed głównym wejściem, tymi genialnymi stalowymi kontenerami na niedokończonym parkingu. No bo przecież zbudować stadion do końca to każdy głupi potrafi. A nie do końca to nawet na San Siro nie mają. I byłby to genialny i nowatorski wkład w światową architekturę. Coś jak słynny dom na dachu.

    Guzik tam. No nie wychodziło i już. To nieczepianie się. Aż wreszcie mój kumpel Marcin Torz mnie natchnął. Że aż zakrzyknąłem z radości na całą redakcję. No bo okazało się, że nasz ukochany wiceprezydent Michał Janicki poszukuje pomysłu na jakąś reklamę. Która zasłoni ową dziurę w ziemi. Co to w niej ciężko dopatrzyć się owej galerii handlowej Śląska.
    No i natychmiast przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Zalejemy dziurę wodą, upiększymy brzegi, sitowie jakieś zasadzimy czy tatarak i zrobimy naturalnej wielkości reklamę Stawów Milickich i słynnych w Europie karpi z owych stawów pochodzących.
    - Pogięło cię - oznajmił poważnie redaktor Marcin Torz mój kumpel.

    Wcale, że nie pogięło. Zaraz ci załatwię oficjalną wypowiedź z urzędu od marszałka. Oni będą zachwyceni moim pomysłem konstruktywnym. No bo nasz Marszałek Rafał Jurkowlaniec to powszechnie wiadomo, że jego kręcą trzy rzeczy najbardziej:
    - rowery
    - pociągi
    - Stawy Milickie i karpie.

    Dalejże więc do urzędu dzwonić. Dotarłem do Uroczej i Miłej Osóbki z najbliższego otoczenia Samego Pana Marszałka.
    - Wiem, wiem! - krzyczę do słuchawki. - Jest dziura w ziemi koło stadionu. Zróbcie tam na czas Euro 2012 reklamę Stawów Milickich. Karpie wpuścicie, mapkę by się zrobiło. Turyści z Rosji, Grecji i Czech dowiedzą się i tłumnie tam zjadą do tych stawów. Karpi nie nastarczycie.
    - Karpi się nie da wpuścić bo dziura za głęboka - oznajmiła oschle Osóbka. - Się puknij w głowę co ty w ogóle wygadujesz. Ja po Akademii Rolniczej jestem i się znam.
    - No to wodę samą wpuśćcie, tataraku nasadźcie i mapkę z reklamą po rosyjsku - wołam nadal jeszcze pełen entuzjazmu.
    - Woda za droga, tatarak się nie przyjmie a mapka po co. W ogóle to mi nie zawracaj głowy jakąś dziurą - oznajmiła Osóbka tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Koniec rozmowy.

    No. I to by było tyle jeśli chodzi o nieczepianie się.
    O!

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Dziura w ziemi to jeszcze

      anunnaki (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 29 / 34

      kojarzy się z latryną. A że stadion deczko do rolki papieru podobny, to... czy aby na pewno Kantor oprócz wielkiego krzesła nie zaprojektował ogromniastej latryny?

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama