Nowa książka Tadeusza Różewicza "Wycieczka do muzeum"

    Nowa książka Tadeusza Różewicza "Wycieczka do muzeum"

    Katarzyna Kaczorowska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    "Jestem człowiekiem, który łatwo ulega nastrojowi, więc i tutaj ta sceneria jakby poruszyła we mnie pamięć o dawnych dziejach" - napisał Tadeusz Różewicz w mikropowieści "Śmierć w starych dekoracjach" z 1969 roku. Proza ta jest jednym z elementów puzzli najnowszego tomu opowiadań poety, prozaika i dramaturga "Wycieczka do muzeum". Zbiór właśnie trafił do księgarń nakładem wrocławskiego Biura Literackiego.
    Różewicz w "Wycieczce do muzeum" sięga po swoje wcześniejsze utwory, na czele z opowiadaniem tytułowym (1959 r.) i przeplata je z nowszymi - tymi, które ukazały się w latach 90. i tym dziesięcioleciu. Opisuje więc w tomie swoje życie (a tym samym polskiego everymana z pokolenia osiemdziesięciolatków) i choćby casus Dostojewskiego, zmagającego się z uzależnieniem od hazardu.
    W tej literackiej układance uderza wszechobecna śmierć.
    Wyłania się z różnych kątów, daje o sobie znać dramatycznie, głupio, nagle i zwyczajnie. Nieodłączna towarzyszka każdego życia, o której próbuje się zapomnieć, a która i tak prędzej czy później zapuka do naszych drzwi. "Żyjemy umarli. Obrotni, złośliwi, podstępni, uczynni, rozkładający się umarli. (...) Podobno zbuntowani poeci i artyści w końcu XIX wieku uciekali do Afryki... A my możemy się buntować? Czy widzisz tych cichych ludzi z głupim wyrazem twarzy? To też wielcy buntownicy, ale nikt o tym nie wie. Są już spokojni, poskromieni, czekają na ulicy na znak milicjanta, na zielone światło. (...)" - pisze autor tomu.
    Różewiczowska śmierć nosi znamię groteski i dramatu wojny. Tak jak w przypadku śmierci Maksa, który "na patrolce", wracając ze wsi, zabija sam siebie, potykając się w lesie o kawałek korzenia, i umiera we flanelowym szlafroku w purpurowe kwiaty ("Trzeba dbać o zdrowie. Flanela utrzymuje ciepło. Idziemy, proszę pana! Niech obywatel się nie gniewa!"), czy też Henryka, uciekającego z łapanki wprost na niemieckiego żołnierza, ginącego na oczach własnego brata. Idzie za tą śmiercią pustka, której nie sposób wypełnić, tak jak w bardzo osobistym opowiadaniu "Tylko tyle", napisanym w 1992 roku, w którym artysta wraca do śmierci swojego brata i opisuje spotkanie z matką Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.Wrocławianin układa świat w zbiorze opowiadań z drobnych zdarzeń, okruchów życia

    Wrocławianin układa świat w zbiorze opowiadań z drobnych zdarzeń, okruchów życia. Czasem ironicznie, z odrobiną satyry, ale nawet gdy się robi zabawnie, śmiech grzęźnie gdzieś w gardle. Bo na przykład monolog matki z opowiadania "Na placówce dyplomatycznej" śmieszny jest tylko z pozoru i tylko z pozoru kpi z naszego wstydu z powodu - w tym wypadku - chłopskich korzeni.
    Czy "Wycieczka do muzeum" to portret odhumanizowanego świata? Nie wiem. Ale wiem, że jeśli książka Tadeusza Różewicza trafi do rąk człowieka, który czasem pyta sam siebie "po co?", nie pozwoli mu zarazić się od innych obojętnością i głupotą.

    T. Różewicz, "Wycieczka do muzeum", Biuro Literackie, cena: 34 zł

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama