Bogdan Ziobrowski i szalona wyprawa po podpis Anny...

    Bogdan Ziobrowski i szalona wyprawa po podpis Anny Walentynowicz

    Hanna Wieczorek

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Bogdan Ziobrowski zrezygnował z przedłużenia zagranicznego kontraktu, bo dowiedział się, że we wrocławskim PKS-ie organizują kursy dla kierowców. Był czerwiec 1979 roku, Ziobrowski miał wtedy 23 lata. I uśmiecha się, mówiąc, że nie żałuje zagranicznego kontraktu, bo zawsze chciał prowadzić autobus
    Zaczynał w warsztatach. Potem był kurs i czekanie na własny autobus. Siedzieli z kolegami na ławce rezerwowych. Starzy kierowcy niechętnie oddawali im, szczawikom, swoje wozy.

    26 sierpnia 1980 roku Ziobrowski wracał do Wrocławia z nocki. W bazie przy Kościuszki wszyscy mówili o strajku, ale nikt nie wiedział, co tak naprawdę się dzieje.

    Kolega wziął nyskę i we dwóch pojechali na ulicę Grabiszyńską, do zajezdni MPK. Tam usłyszeli: strajk solidarnościowy z Wybrzeżem. Wrócili do bazy, opowiedzieli, co się dzieje w mieście.

    Wtedy ktoś rzucił: zamykamy bazę. Kierowcy zablokowali autobusami wjazd od ulicy Prądzyńskiego. Wyjazd na Kościuszki zamknęli szlabanem. Wyszedł dyrektor, otworzył bramę i kazał wracać do pracy. Ziobrowski nie zastanawiał się długo - pobiegł do sklepu żelaznego. Kupił łańcuch i dwie kłódki. Zamknął na amen bazę wrocławskiego PKS.

    W bazie było z pięćdziesięciu pracowników. Ciągle zjeżdżali nowi kierowcy. Kiedy przyszło do wyboru delegata do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, załoga wybrała Bogdana Ziobrowskiego.

    Do strajku przyłączały się coraz to nowe zakłady. Przyjeżdżali strajkujący górnicy z Wałbrzycha. Przychodziła inteligencja, z politechniki, uniwersytetu.

    - Nam, robotnikom, dodawało to wiary - opowiada. - Pojawili się też łącznicy z Wybrzeża. Tak dotarły na Grabiszyńską postulaty ze Stoczni Gdańskiej.

    Z łącznikami wiąże się zresztą inna historia. Krzysztof Turkowski zaklina się, że w zajezdni pojawił się Jarosław Kaczyński. Władysław Frasyniuk mówi: "To niemożliwe, nie pamiętam go, a przecież wszyscy goście trafiali wtedy do mnie. Może przyjechał do Wrocławia, ale do zajezdni nie dotarł".
    A potem była msza święta. Tego nie zapomni nikt, kto był wtedy w zajezdni. Tłum ludzi pod bramą.

    Krzyż to były dwie zbite deski. Kiedy zobaczyłem księdza Orzechowskiego, trochę się przestraszyłem. Był potężny- Krzyż to były dwie zbite deski. Kiedy zobaczyłem księdza Orzechowskiego, trochę się przestraszyłem. Był potężny, a tam wszystko to taka prowizorka. Choćby schodki, z warsztatu, mocno niepewne. Pomyślałem: byleby tylko nie spadł - wspomina Ziobrowski.

    30 sierpnia Szczecin podpisał porozumienie. W zajezdni zdecydowano - przerwiemy strajk, kiedy Gdańsk podpisze porozumienie. Ale strajkujący chcieli mieć dowód. I wysłali delegację do stoczni. Pojechali Hubert Hanusiak, Antoni Skinder i Bogdan Ziobrowski (Hanusiak już nie żyje, Skinder wyprowadził się z Wrocławia. Ziobrowski prowadzi obecnie firmę przewozową).

    Jechali rozklekotaną skodą octavią. Kluczyli przez pół Polski. Najważniejsze było, żeby nie zatrzymała ich milicja, tak jak dwie wcześniejsze delegacje.

    - Pod stocznią zebrał się taki tłum, że nie dało się przejść. Mówimy, że jesteśmy z Wrocławia. Nie zorientowałem się nawet, kiedy ludzie podali nas górą i rozpłaszczyłem policzek o bramę - opowiada.

    Trafili do Wałęsy. Mówią, że Dolny Śląsk stoi, przerwie strajk dopiero, kiedy wrócą z porozumieniem. Było trochę zamieszania, w końcu zaprowadzili ich do Anny Walentynowicz. Podpisała jeden z egzemplarzy.

    - O to nam chodziło - wspomina Ziobrowski. - Przecież to o nią strajkowała stocznia.

    Trzeba było wracać do Wrocławia. Ale kierowca ze skodą zagubił się. W końcu wojewoda gdański dał im samochód z kierowcą. Pruł jak szatan. Do Wrocławia dojechali o 4 rano.

    Ziobrowski wrócił do PKS. Potem poszedł do domu przespać się. Kiedy wstał, dowiedział się, że MKS przeniósł się na plac Czerwony. Zajrzał tam.

    - Już myśleliśmy, że cię zgarnęli - usłyszał od kolegów z MKS. - Trzeba brać się do roboty.
    Tekst porozumienia z podpisem Anny Walentynowicz zachował się do dzisiaj. Jest w zbiorach Ossolineum.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama