Ludzie nie przeżyją bez przyrody

    Ludzie nie przeżyją bez przyrody

    Hanna Wieczorek

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Rozmowa z Radosławem Gawlikiem, liderem partii Zieloni 2004 i szefem Stowarzyszenia Eko-Unia
    Komisja Europejska opublikowała sprawozdanie o objęciu ochroną ponad 1150 gatunków i 200 typów siedlisk. Dlaczego ochrona siedlisk jest taka ważna?

    Hmmm. Posłużę się porównaniem. Siedliska i gatunki zamieszkujące je są podobne do koszuli utkanej z różnych, krzyżujących się nici. Jeżeli będziemy wyciągać poszczególne nitki ( gatunki i siedliska), koszula rozpadnie się. A my nie wiemy, ile nici można wyciągnąć, żeby nie zniszczyć koszuli. Ta koszula to jest nasza tkanka - środowisko przyrodnicze - bez niej nie przeżyjemy, zamarzniemy. Gatunek ludzki nie przeżyje bez przyrody. Jest jej częścią. Ginie przyroda - my z nią. Bez przyrody, tego, co nas otacza, nie istniejemy.
    Dlatego zachowanie równowagi ekologicznej jest takie ważne. Ważne m.in. z utylitarnego powodu: dla przetrwania gatunku ludzkiego. Smutne, jak mało ludzi to rozumie. Jak wielu ludzi uwierzyło, że jesteśmy tak wyjątkowi, że możemy bezkarnie swoim małym i krótkim interesom podporządkowywać świat.

    Ale przecież to naturalne, że różne gatunki zwierząt i roślin wymierają, a na ich miejscu pojawiają się inne.


    To prawda. Zawsze pewne gatunki ginęły, inne się pojawiały. Tyle tylko, że to był proces rozłożony na tysiące czy miliony lat. W XX i w obecnym wieku nastąpiło ogromne przyspieszenie tego procesu ze względu na rozwój jednego gatunku - człowieka - i jego zachłanność, zawłaszczanie zasobów ziemi i zasobów przyrodniczych. Inne gatunki zaczęły masowo ginąć. Naukowcy oceniają, ze każdego dnia może ginąć ponad 300 gatunków! To tempo jest 40 000 razy większe niż przed pojawieniem się człowieka. Można powiedzieć, że obecny okres to masowe ginięcie gatunków i to często takich, których nawet nie zdążyliśmy odkryć. Na przykład zamieszkujących lasy deszczowe w Amazonii. Lasy niszczone przez rabunkowy wyrąb. Tracimy nie tylko gatunki, ale także bezcenne dla gatunku ludzkiego informacje zawarte w ich kodach genetycznych. Trzeba przypomnieć, że na bazie roślin konstruowana jest około połowa obecnych leków. Bardzo prawdopodobne jest, że właśnie giną gatunki, które pozwoliłyby zmierzyć się człowiekowi z nieuleczalnymi chorobami.

    W Europie są nieznane gatunki?

    Trzeba byłoby o to spytać przyrodników, ale myślę, że są w Europie jeszcze miejsca, w których można odkryć nieznane dotąd gatunki czy odmiany. Zresztą nauka nas ciągle zaskakuje i dowiadujemy się coraz to nowych rzeczy o wydawałoby się rozpoznanych do końca miejscach...
    Sprawozdania wysyłane do KE zawierają dane o 1182 gatunkach. Tyle gatunków jest zagrożonych?
    To oznacza, że Unia Europejska monitoruje tyle właśnie gatunków. Unia przyjęła zasadę, że monitoruje tak zwane gatunki parasolowe. Oznacza to, że jeśli chronimy ten gatunek i jego siedlisko, to ochronie podlegają również inne gatunki. Działa to w taki sposób, że jeśli chronimy np. bociana i jego mokradła, to też chronimy różne gatunki, np. ptaków brodzących, owadów i roślin, które żyją w tych ekosystemach.

    Podstawą raportu KE są sprawozdania składane co 6 lat przez kraje członkowskie. Czy ta sprawozdawczość jest naprawdę potrzebna?

    Myślę, że dla nich jest to ważne potwierdzenie, że kraje członkowskie pilnują realizacji dyrektyw - siedliskowej i ptasiej. Jeżeli ze sprawozdań wynika, że coś gdzieś szwankuje, to Komisja ma materiał do interwencji, jeśli sprawozdania nie są do końca prawdziwe, to Komisja tym bardziej ma powód, by interweniować. Sprawozdania nie są tajne, każdy może tam zajrzeć i zobaczyć, czy są prawdziwe, czy nie. A przecież rządom patrzą na ręce organizacje pozarządowe, naukowcy.

    To i Pan się cieszy z tych sprawozdań?


    Tak, cieszę się. Będę mógł zajrzeć do nich i zobaczyć. Jestem bardzo ciekawy, jak państwo polskie opisuje realizowanie dyrektywy na Helu, bo, według moich informacji, urzędy i urzędnicy są kompletnie bezradni wobec łamania prawa, naruszania dyrektywy siedliskowej, zasypywania trzcinowisk, słonorośli i miejsc wylęgu narybku (wyjątkowych na Bałtyku) tylko po to, by zarobić na turystach, mieszkających w nielegalnych kempingach. Hel, absolutnie wyjątkowe miejsce w Polsce i na Bałtyku, jest rozkradany mimo interwencji i próśb o pomoc naukowców ze Stacji Morskiej na Helu. My, czyli kilka organizacji pozarządowych, chcemy się na tę sytuację poskarżyć do Komisji Europejskiej. W Zatoce Puckiej ten skandal przybrał już takie piramidalne rozmiary, że chyba tylko interwencja Komisji jest w stanie zdopingować urzędników do zdecydowanej reakcji.

    Czy na Dolnym Śląsku dzieje się coś, co Pana tak samo oburza?

    Nie, na szczęście nie widziałem tak drastycznych spraw. Bo na Helu to są po prostu kpiny z prawa. Dzierżawca, nie właściciel (!), przywozi tysiąc wywrotek piasku i nielegalnie formuje plaże, zasypując chronione dyrektywą i polskim prawem trzcinowiska - siedliska Natura 2000, a wszystko pod nosem urzędów. I nikt nie jest w stanie go ruszyć.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama