Jak Lubin bawi się w podchody

    Jak Lubin bawi się w podchody

    Piotr Kanikowski

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Obóz prezydenta próbował przejąć władzę w radzie. Są sprawy, których bez tego nie przeforsuje.
    Od układu sił w radzie miasta zależy kilka istotnych dla mieszkańców spraw. Jeśli ster przejmie opcja prezydenta, przestanie obowiązywać bojkotowana przez niego - ale ważna - uchwała o dopłatach do wody dla wszystkich odbiorców indywidualnych. Przesądzona zostanie sprawa lokalizacji hali sportowo-widowiskowej przy kompleksie obiektów OSiR-u (a nie przy stadionie Zagłębia).

    Zdaniem radnego Mariana Węgrzynowskiego (Lubin 2006), można się też spodziewać pakietu prezydenckich uchwał o przeznaczeniu 50 mln zł na uruchomienie inwestycji, które zdynamizują rozwój miasta.

    W czwartek miało dojść do przewrotu - odwołania przewodniczącego rady Marka Bubnowskiego, zmiany układu sił w samorządzie i przyjęcia uchwały znoszącej dopłaty do wody dla mieszkańców. Jednak zwołana w trybie pilnym sesja nie odbyła się, bo większość radnych - w tym przewodniczący i dwóch wiceprzewodniczących - w ogóle nie pojawiła się w sali obrad.

    Na razie wszystko pozostaje więc po staremu - obóz prezydenta Roberta Raczyńskiego (Lubin 2006, PiS plus dwoje niezależnych) może liczyć na 11 głosów w 23-osobowej radzie. Tyle samo radnych ma koalicja Platformy Obywatelskiej oraz klubu Teraz Lubin. W tej sytuacji rolę języczka u wagi pełni radny Roman Jasiński (Lewica), który do tej pory w najistotniejszych sprawach głosował razem z przeciwnikami prezydenta Raczyńskiego.

    W czwartek Lubin 2006 liczył, że radny Lewicy stanie po ich stronie. Najwyraźniej jednak sojuszu nie dogadano, bo Roman Jasiński nie przyszedł na sesję, podobnie jak przedstawiciele PO i Teraz Lubin.
    Przewodniczący rady Marek Bubnowski nie ukrywa, że wczorajsza nieobecność 12 radnych to było taktyczne zagranie, żeby nie dopuścić do zniesienia dopłat do wody. Tę samą metodę wcześniej dwukrotnie wykorzystywał obóz prezydencki, kiedy nie pasowało mu głosowanie nad jakąś uchwałą.
    - Mamy nowy lubiński zwyczaj - komentuje Bubnowski.

    Marian Węgrzynowski, szef klubu Lubin 2006 i inicjator zwołania wczorajszej sesji, nie kryje natomiast oburzenia, że przewodniczący się na niej nie pojawił i nie wyznaczył nikogo do prowadzenia obrad.
    - Pan Bubnowski nigdy nie reprezentował wszystkich radnych, a jedynie swoje ugrupowanie - mówi Węgrzynowski.

    Sesję mógłby poprowadzić Franciszek Wojtyczka z Lubina 2006, gdyby kilka tygodni wcześniej nie zrezygnował ze stanowiska wiceprzewodniczącego.
    - Strzelanie do własnej bramki to nie jest tylko domena Zagłębia Lubin - śmieje się Marek Bubnowski.


    Przesada rady?
    Miasto może teraz skierować wniosek do premiera o rozwiązanie rady - mówi Damian Stawikowski, asystent prezydenta Lubina.
    - Jej działalność powoduje zagrożenie dla miasta. Już dwa lub trzy razy sesje nie mogły się odbyć, bo brakowało kworum. To pan Marek Bubnowski, jako przewodniczący rady miasta, jest odpowiedzialny za tę sytuację. W porządku obrad następnej sesji jest uchwała o okręgach wyborczych. Jeśli znów dojdzie do obstrukcji, w Lubinie nie będą mogły się odbyć wybory do europarlamentu.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama