Tragedia w szpitalu przy Borowskiej. Kobieta zmarła po...

    Tragedia w szpitalu przy Borowskiej. Kobieta zmarła po porodzie

    Agata Grzelińska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Tragedia w szpitalu przy Borowskiej. Kobieta zmarła po porodzie
    Policja i prokuratura wyjaśniają okoliczności śmierci 35-letniej kobiety, która zmarła w nocy z wtorku na środę w szpitalu przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. Trafiła tam w 35. tygodniu ciąży. Chorowała na serce, miała wszczepiony rozrusznik. Do naszej redakcji dotarł dziś anonimowy mejl od położnych z Kliniki Ginekologii i Położnictwa, z którego wynika, że miało dojść do zaniedbań ze strony lekarzy. Szef Kliniki prof. Mariusz Zimmer zaprzecza. Twierdzi, że przyczyną śmierci pacjentki było pęknięcie tętniaka aorty.
    Tragedia w szpitalu przy Borowskiej. Kobieta zmarła po porodzie
    W anonimowym mejlu, którego autorka przedstawia się jako "położna z wieloletnim stażem". możemy przeczytać, że w nocy z wtorku na środę w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym zmarła 35-letnia kobieta po porodzie przez cięcie cesarskie. Autorka mejla twierdzi, że ta śmierć była efektem błędów lekarzy.

    "Pacjentka została przyjęta do cięcia cesarskiego, miała rozrusznik serca. Odbyła się konsultacja kardiologów którzy zalecili aby przy porodzie pacjentce poza rozrusznikiem wewnętrznym podłączyć także wspomaganie zewnętrzne(...) Lekarze położnicy zlekceważyli to zalecenie i wykonali cięcie cesarskie po swojemu głośno wyszydzając kardiologów(...) Po cięciu pacjentka z rozrusznikiem powinna być monitorowana cały czas, a nie była. Wiem, że wyda się to niemożliwe ale została znaleziona martwa na sali w szpitalu po kilku godzinach od zgonu" – alarmuje autorka mejla.

    Sprawą już zajęły się policja i prokuratura, choć rodzina zmarłej pacjentki nie złożyła formalnego zawiadomienia w tej sprawie. Do prokuratury również dotarł jednak list od anonimowej położnej. – Nie mamy zgłoszenia, ale sprawdzimy tę sprawę – mówi Małgorzata Klaus, rzecznik prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

    Prof. Mariusz Zimmer, kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu potwierdza, że 35-letnia kobieta zmarła. Ale zaprzecza, by był to efekt błędu lekarskiego.
    – To była śmierć sekundowa, wszyscy zachodziliśmy w głowę, co się stało. Dziś mamy pierwsze wstępne wyniki sekcji zwłok potwierdzające pękniecie tętniaka aorty. W tej sytuacji nie było ratunku – mówi prof. Zimmer. I dodaje, że ta śmierć to szok dla lekarzy, położnych i przede wszystkim dla rodziny 35-latki.

    O mejlu mówi krótko: stek bzdur i kłamstw, które znajdą swój finał w prokuraturze. Wyjaśnia, że ciężko chorą na serce kobietą personel zajmował się tak, jak zalecali kardiolodzy.

    – Pacjentka była ciężko chorą na serce osobą, monitorowaną i leczoną kardiologicznie w Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Tam założono jej kardiowerter, czyli elektrostymulator – opowiada szef kliniki. – Była sugestia rozszerzenia aorty, a nawet rozwarstwiania aorty. Gdy pacjentka zaszła w ciążę, była monitorowana, miała konsultacje kardiologiczne - podkreśla.

    W 35. tygodniu ciąży trafiła do kliniki przy Borowskiej we Wrocławiu. Okazało się, że musi mieć cięcie cesarskie.

    – Przygotowaliśmy się do tego zabiegu w sposób specjalny. Przeprowadziliśmy specjalne badania krzepliwości, biochemiczne. Była konsultacja kardiologiczna, która potwierdziła dotychczasowy sposób postępowania stosowany w placówce w Zabrzu – wylicza prof. Mariusz Zimmer. – Niczego z tych zaleceń nie zmieniliśmy. Postępowaliśmy tak, jak mówili kardiolodzy. Zaplanowaliśmy cięcie cesarskie, podkreślam: zaplanowaliśmy. To nie była operacja przeprowadzona nagle, w trybie dyżurowym. Cięcie wykonało dwóch specjalistów z bardzo doświadczonym anestezjologiem. Operacja trwała 35-40 minut. Zależało nam, by pacjentka jak najkrócej była na stole operacyjnym, bo im dłuższy zabieg, tym większe ryzyko komplikacji.

    Według Zimmera, zabieg się udał. I wydawało się, że wszystko się dobrze skończy, że mama i dziecko wrócą do domu. Szef kliniki zapewnia, że kobietą opiekowano się tak, jak tego wymagał jej ciężki stan zdrowia.
    – Pacjentka została przekazana na specjalną salę ginekologicznego nadzoru, nie na typową salę po cięciu cesarskim, gdzie też jest wzmożony nadzór, ale na tę, gdzie jest kardiomonitor monitorujący serce matki, ciśnienie, tętno, itd. i gdzie stale jest położna – opowiada prof. Mariusz Zimmer. – Tam była przez całą dobę, stale monitorowana i nic się nie działo. Maszyny cały czas pokazywały, że stan matki był dobry.

    W drugiej dobie po porodzie kobieta została położona w dwuosobowej sali najbliżej lady pielęgniarskiej.
    – Tam cały czas był kontakt wzrokowy z pielęgniarkami. Ta pacjentka w drugiej dobie już normalnie funkcjonowała – dodaje ginekolog.

    Feralnego dnia rodzice i partner byli u kobiety do wieczora. Gdy wyszli, jej sąsiadka z sali poszła pod prysznic.
    – Gdy wróciła, zobaczyła, że tamta pacjentka jest nieprzytomna, natychmiast wezwała położną, która od razu podbiegła i od razu wezwała lekarza. Akurat korytarzem szedł lekarz kierownik dyżuru, specjalista – relacjonuje prof. Zimmer. – Rozpoczął reanimację i wezwał specjalistów anestezjologów z działu reakcji szybkiej. Gdy przybiegli, przejęli akcję, ale niestety nie dało się już jej uratować.

    Kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa dodaje, że to pierwszy taki przypadek w szpitalu przy Borowskiej na ponad 2200 porodów rocznie i ponad tysiąc cesarskich cięć.

    Monika Kowalska, rzeczniczka Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego mówi, że od razu po śmierci 35-latki powołany został interdyscyplinarny zespół analizujący przyczyny zgonu i zlecona została sekcja zwłok. W skład komisji wchodzą ginekolodzy, położnicy, anestezjolodzy, kardiolodzy i patomorfolodzy.
    – Robimy wszystko, by szczegółowo wyjaśnić przyczyny śmierci pacjentki – mówi Kowalska. – Jesteśmy w stałym kontakcie z jej rodzicami.

    Czytaj także

      Filmy

      Polecane

      Zmiana czasu na zimowy. Kiedy przestawiamy zegarki?

      Zmiana czasu na zimowy. Kiedy przestawiamy zegarki?

      Gmina Krośnice - tu się wypoczywa

      Gmina Krośnice - tu się wypoczywa

      Jak mieć prąd przez 3 miesiące za darmo?

      Jak mieć prąd przez 3 miesiące za darmo?

      Okna dachowe i rolety zasilane słońcem

      Okna dachowe i rolety zasilane słońcem