Wrocław: Starsze, schorowane osoby traciły majątki. Akt...

    Wrocław: Starsze, schorowane osoby traciły majątki. Akt oskarżenia dla notariuszki

    Marcin Rybak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Wrocław: Starsze, schorowane osoby traciły majątki. Akt oskarżenia dla notariuszki

    ©Fot. Mikolaj Suchan / Polskapres

    Pani notariusz z Wrocławia stanie przed sądem pod zarzutem niedopełnienia obowiązków. W jej kancelarii powstawały akty notarialne, przez które ludzie starsi i schorowani tracili atrakcyjne nieruchomości, m.in. mieszkanie warte przeszło 100 tysięcy złotych.
    Wrocław: Starsze, schorowane osoby traciły majątki. Akt oskarżenia dla notariuszki

    ©Fot. Mikolaj Suchan / Polskapres

    Zdaniem oskarżenia notariusz Dominika G. powinna była odmówić sporządzenia tych dokumentów. Nie mogła - dowodzić będzie prokuratura w sądzie - nie zorientować się, że do transakcji stają ludzie tak chorzy, że nie mają świadomości, co robią, co się z nimi dzieje i jakie dokumenty podpisują.

    Transakcje i wyroki
    Akt oskarżenia opisuje trzy transakcje. Wszystkie wielokrotnie opisywaliśmy w „Gazecie Wrocławskiej”.

    Dwie dotyczą sprzedaży domów, jedna - zamiany mieszkania z Kozanowa na Oleśnicę. Domy na Zalesiu i na Grabiszynku kupował niejaki Tomasz N. Został już prawomocnie skazany za obie transakcje. Za pierwszą na cztery lata, za drugą - na pięć lat więzienia. W obydwu przypadkach sądy nie miały wątpliwości, że Tomasz N. jest oszustem, a ludzie, od których „kupił” dwa domy, padli ofiarą jego machinacji.

    Z kolei mieszkanie na Kozanowie, w zamian za lokalik w Oleśnicy, zamienił Jerzy N. z żoną. Ofiarą była pani Wiktoria. Schorowana 82-latka. Jerzy N. był kiedyś dzielnicowym. Teraz jest skazany na 3,5 roku więzienia m.in. za sprawę z zamianą mieszkania z panią Wiktorią z Kozanowa.

    PRZECZYTAJ: Starsi ludzie tracili swoje mieszkania. Pani notariusz "w większości niewinna" orzekł sąd

    Oskarżona o przestępstwo notariusz Dominika G. nie przyznała się do postawionych jej zarzutów. W śledztwie zapewniała, że starsze osoby, które były stronami transakcji opisanych w akcie oskarżenia, zachowały się normalnie. Jej zdaniem, nie było wątpliwości co do ich stanu zdrowia. Zdaniem oskarżenia są bezsporne dowody, że było inaczej. Oto szczegóły.

    Dom pani Ewy
    Ewa J. była samotną staruszką. Nie miała we Wrocławiu nikogo bliskiego. W styczniu 2009 r. psychiatra stwierdził u niej „zaburzenia psychiczne z okresowym nasileniem dezorientacji”. Lekarz napisał, że powinna mieć stałą opiekę. Skierował ją do szpitala.

    W tym czasie pani Ewa w towarzystwie Tomasza N. pojawiła się w kancelarii Dominiki G. Powstała wtedy „przedwstępna umowa” sprzedaży domu na Zalesiu. Akt notarialny na polecenie Dominiki G. sporządziła asesorka z jej kancelarii.

    W lutym 2009 r. pani Ewa kolejny raz została przyprowadzona do notariuszki. Znowu przez Tomasza N. Co ciekawe, miał ze sobą opinię psychiatry, że staruszka jest zdrowa i może być stroną transakcji.

    Spisano akt notarialny sprzedaży domu za 800 tys. zł. Cztery dni później Ewa J. stanęła przed wrocławskim Sądem Okręgowym, gdzie toczyło się postępowanie o jej ubezwłasnowolnienie. Nie wiedziała, gdzie jest i co się z nią dzieje.

    Potem Tomasz i pani Ewa jeszcze kilkakrotnie przychodzili do notariuszki. Spisywano m.in. pełnomocnictwo dla Tomasza N. czy też aneks do umowy sprzedaży.

    W pierwszej wersji starsza pani miała prawo mieszkać w sowim dawnym domu do końca życia. Ale w jednym kolejnych aktów notarialnych wykreślono ten zapis. Staruszkę przesiedlono do baraku przy ul. Witebskiej. Zmarła w 2010 r.

    Tomasz N. został oskarżony i skazany za oszustwo oraz za to, że okradł staruszkę. Kupił od niej za 800 tys. zł dom warty pół miliona więcej.

    A okradł, bo wpłacił na jej konto bankowe 800 tys. zł, ale potem jako pełnomocnik wybrał wszystkie pieniądze.

    Oskarżenie będzie przekonywać, że staruszka była w takim stanie, że nie dało się nie zauważyć, że nie może podpisywać żadnego dokumentu, a szczególnie takiego jak akt notarialny. To jest zupełnie nieprawdopodobne, by była świadoma.

    Głównym dowodem na to będzie opinia biegłego lekarza psychiatry.

    Dom na Żeglarskiej
    Pan Jerzy miał 72 lata, gdy Tomasz N. namówił go do sprzedaży nieruchomości przy ul. Żeglarskiej na Grabiszynku. Pół miliona złotych miał dostać gotówką. Było to w kwietniu 2010 r. Zmarł kilka miesięcy później. Dopiero po pogrzebie jego rodzina zorientowała się, że połowa bliźniaka przy Żeglarskiej ma nowego właściciela. Tomasz N. nie był nim długo. Sprzedał dom znajomemu policjantowi z Grabiszynka.

    Pan Jerzy nadużywał alkoholu. Był nieporadny, występował u niego „zespół otępienny”, okresowo oderwany od rzeczywistości - ocenił zatrudniony przez prokuraturę lekarz.

    Oskarżenie będzie przekonywać sąd, że Dominika G. nie mogła tego nie zauważyć. I miała obowiązek nie zgodzić się na sporządzanie aktów notarialnych.

    Wiktoria C. się zamienia
    Do identycznej sytuacji doszło z udziałem 82-latki z Kozanowa. Zespół psychoorganiczny z objawami otępiennymi - tak jej zdrowie podsumowali lekarze zaangażowani przez śledczych z wrocławskiej Prokuratury Okręgowej.

    „Już w powierzchownej rozmowie z nią można się było zorientować, że jest osobą, co do której stanu zdrowia można mieć wątpliwości” czytamy w akcie oskarżenia.

    Straciła lokal o powierzchni 35 mkw. na Kozanowie, wciśnięto jej klitkę w Oleśnicy, na piątym piętrze bez windy.

    Za przestępstwa zarzucane Dominice G. grozi do 10 lat więzienia. Na razie notariuszka jest zawieszona.

    Czytaj także

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama