Historia japońskiej księżniczki Mako pokazuje, że nawet w XXI wieku wybór życiowej drogi wymusza podjęcie trudnych decyzji. Miłość czy dwór? Na szczęście nie wszyscy z błękitną krwią w żyłach stają przed takimi wyborami.

Ludzie lubią romantyczne historie. Lubią też baśnie, ale nie te w mrocznym stylu braci Grimm, lecz w wydaniu filmów z wytwórni Disneya, w których miłość zawsze wygrywa i przezwycięża trudności, a Kopciuszek może poślubić księcia. Dlatego na całym świecie tak bardzo pokochano historię miłości japońskiej księżniczki Mako i młodego prawnika Kei Komuro. Para chce bowiem wziąć ślub, mimo że oznacza to utratę przez Mako jej cesarskiego statusu. Zgodnie z japońskim prawem kobiety z rodziny cesarskiej nie mogą wychodzić za mąż za zwykłych śmiertelników.

25-letnia księżniczka jest wnuczką cesarza Akihito i wychowała się w luksusach w neobarokowym Pałacu Akasaka w Tokio. Komuro, jej rówieśnik, jest w tej historii Kopciuszkiem - mieszkał z matką i dziadkiem w małym mieszkaniu w Jokohamie i musiał pomagać rodzinie, pracując dorywczo we francuskiej restauracji oraz ucząc dzieci angielskiego. Jedyny królewski tytuł jaki posiada (a raczej posiadał za czasów studenckich) to … Książę Morza w akcji turystycznej w portowym kurorcie Fujisawa. Historia miłosna Mako i Kei rozpaliła więc media, które mówią o niej właśnie jako o współczesnej baśni.

Miłość wygrywa
Wiadomość o zaręczynach grzecznej i eleganckiej Mako (publicznie pojawia się w skromnych jasnych kostiumach i obowiązkowym naszyjniku z pereł), najstarszej wnuczki cesarza Akihito, córki księcia Akishino i księżnej Kiko, cesarski dwór podał w ubiegłym tygodniu. Poinformowano, że para zaplanowała ślub na przyszły rok. Jednak zaręczyny staną się faktem dopiero po tradycyjnej ceremonii wymiany prezentów Nosai-no-Gi, która prawdopodobnie została urządzona w czerwcu. Wtedy osoba reprezentująca przyszłego pana młodego złoży wizytę w Pałacu Cesarskim i przyniesie specjalne dary, w tym jedwabną tkaninę, z której zostanie uszyta suknia ślubna panny młodej. Dopiero po wymianie się prezentami zostanie ustalona oficjalna data ślubu - informuje singapurska gazeta „The Straits”.

Mimo że ta baśniowa historia miłosna dostała się do mediów dopiero teraz, księżniczka Mako i Kei Komuro są już parą z długim stażem. Jak relacjonował japoński nadawca publiczny NHK, para spotkała się pięć lat temu, kiedy studiowali na prywatnym Międzynarodowym Chrześcijańskim Uniwersytecie (ICU) w Tokio - ona historię sztuki i wiedzę o kulturze, on prawo. Przedstawił ich sobie wspólny przyjaciel podczas spotkania w restauracji w Shibuyi, jednego z okręgów Tokio. Między Mako i Kei zaiskrzyło i już miesiąc później byli parą.

O rękę Komuro miał poprosić swoją dziewczynę pół roku później, w 2013 r. Para przetrwała nawet roczną rozłąkę, kiedy księżniczka w 2014 r. wyjechała do Wielkiej Brytanii, gdzie studiowała muzeologię i otrzymała tytuł magistra. Obecnie Komuro pracuje jako asystent prawnika w jednej z japońskich kancelarii, kończy też studia z zakresu prawa biznesu na tokijskim Uniwersytecie Hitotsubashi. Mako jest pracownikiem naukowym w muzeum na Uniwersytecie Tokijskim, a jednocześnie robi studia doktoranckie na ICU.

Jak pisze „The Straits”, wybranka córki już dużo wcześniej poznali książę Akishino (drugi syn cesarza Akihito i drugi w kolejce do japońskiego tronu po starszym bracie Naruhito) i jego żona, księżna Kiko. Rodzice Mako mieli od razu polubić Komuro, którzy przez japońską prasę opisywany jest jako rozsądny młody mężczyzna, który lubi gotować, grać na skrzypcach i jeździć na nartach. Księżniczka i jej narzeczony cenią sobie prywatność, dzięki czemu ich związek udało się utrzymać we względnej tajemnicy - ochrona na randkach była ograniczona do minimum, para lubi także podróżować pociągami, gdzie wtapia się w tłum. Nawet po ogłoszeniu zaręczyn księżniczka nie zabrała publicznie głosu, a Kei Komuro, na którego dziennikarze czekali pod jego kancelarią, odmówił odpowiedzi na pytania i powiedział tylko uprzejmie: „Chciałbym porozmawiać o tym dopiero, kiedy przyjdzie czas”.

Umiłowanie tradycji
Co w tej historii ujmuje najbardziej to fakt, że kiedy para złoży przysięgę małżeńską, wnuczka cesarza Akihito przestanie być członkiem rodziny cesarskiej i straci swoje przywileje. Otrzyma tylko jednorazową zapomogę pieniężną. Zamiast Jej Cesarską Wysokością Księżniczką Mako będzie od tej pory po prostu panią Mako Komuro. Jako zwykła obywatelka Mako będzie mogła także głosować w wyborach.

Księżniczka Mako nie jest jednak w swoim losie odosobniona. Od kiedy w 1947 r. dwór cesarski wydał nowe prawo, na mocy którego kobiety nie mogą dziedziczyć tronu i wychodzić za mąż za zwykłych obywateli, aż siedem członkiń rodziny cesarskiej straciło swój wysoki status po ślubie z ukochanym mężczyzną „z ludu”. Ostatnia była ciotka Mako, Sayako, zwana księżniczką Nori, obecnie Sayako Koruda. Najmłodsze dziecko cesarza Akihito i cesarzowej Michiko oraz ich jedyna córka w 2005 r. poślubiła urbanistę Yoshikiego Kurodę. Sayako i Yoshiki pobrali się w Pałacu Cesarskim w Tokio, a po uroczystej ceremonii księżniczka oficjalnie pożegnała się z matką i ojcem na audiencji i wraz z mężem opuściła pałac. Jej status społeczny został oficjalnie zmieniony cztery dni po ślubie przez jednego z cesarskich sekretarzy.

Informacja o ślubie Mako ze zwykłym obywatelem wywołała jednak niepokój o przyszłość rodziny cesarskiej, a także dyskusję o prawie rządzącym lubującym się w tradycji japońskim dworem. Jak zauważa CNN, rodzina 83-letniego cesarza Akihito alarmująco się kurczy. Obecnie liczy ona 19 członków, a aż 14 z nich to kobiety, spośród których sześć jest niezamężnych. Jeśli one także zdecydują się na ślub ze zwykłym Japończykiem, w rodzinie cesarskiej może niedługo nie być wystarczającej ilości osób do pełnienia publicznych obowiązków.