Anna Kurczek z Klucz od ponad 10 lat walczy z boreliozą, którą wywołało ugryzienie kleszcza. Ten groźny pajęczak może nas zaatakować nie tylko w lesie, ale też w miejskim parku i na łące. W Małopolsce w ub. roku u trzech tysięcy osób zdiagnozowano boreliozę. Niektórzy mieli ją od wielu lat, ale nie leczyli się, bo nie wiedzieli co im dolega.

W tym roku mamy rekordowo dużo kleszczy. Zima nie była bowiem na tyle mroźna, by te pajęczaki wyginęły. Atakują wszędzie - w lasach, miejskich parkach, na łąkach i skwerach. Fachowcy apelują, by uważać, bo nawet jedno ugryzienie może wywołać bardzo groźną chorobę - boreliozę.

To nie depresja

Wie o tym Anna Kurczek z Klucz, która walczy z boreliozą od ponad 10 lat. Problemy ze zdrowiem zaczęły się u niej po 30-tce. Często chorowała, czuła bóle stawów, była słaba. Jej stan z miesiąca na miesiąc, a potem z roku na rok się pogarszał. Chodziła od lekarza do lekarza, ale nikt nie miał pojęcia, co jej dolega.

Po trzech latach była już w fatalnym stanie. Miała bardzo wysokie ciśnienie, zaburzenia widzenia i okropne bóle stawów, kości i karku. Nie mogła spać.

- Zwijałam się z bólu po podłodze. To było na tyle silne, że już prawie nie mogłam chodzić. Koszmar! - wspomina pani Anna. - Z bólu nie miałam ochoty już walczyć. Tylko mały synek trzymał mnie jeszcze przy życiu - wspomina.

Lekarze stawiali różne diagnozy - stwardnienie rozsiane, zanik mięśni, nowotwór. Kobieta wylądowała nawet u psychiatry, który uznał, że pacjentka ma depresję i wymyśla sobie choroby.

- Ale ja czułam, że to nie to - mówi mieszkanka Klucz. - Najgorsze było to, że cały czas miałam uczucie, że coś mi chodzi pod skórą. Okropność!

Ból był potworny

Przełomem okazał się 2011 r. Pani Anna zauważyła na udzie czerwoną plamkę. Potem zaczęły pojawiać się kolejne. Po trzech tygodniach miała na ciele 21 tzw. rumieni wędrujących. Wtedy padła właściwa diagnoza - borelioza.

- Lekarze nie mogli uwierzyć. Zwykle po ugryzieniu kleszcza pojawia się jeden rumień. I to po zwykle po kilku dniach czy tygodniach, a nie latach - mówi pani Anna. - Wtedy o boreliozie było w Polsce bardzo mało wiadomo. Zresztą wiedza na ten temat jest ciągle zbyt mała. To podstępna choroba - dodaje.

Było też bardzo mało lekarzy specjalizujących się w leczeniu tej choroby, ale kobiecie udało się natrafić na specjalistę z Warszawy. Potem zajął się nią lekarz z Krakowa, który sam kiedyś chorował na boreliozę. Dopiero po 10 miesiącach zaczęła stawać na nogi. Brała bardzo silne antybiotyki, nie mogła jeść, chudła. Po antybiotykach nabawiła się marskości wątroby.

- Chleba nie jadałam chyba przez pięć lat. Wyglądałam jak anorektyczka - wspomina. - Do tego dochodził niesamowity ból, który powodowało rozkładanie się bakterii - krętek boreliozy.

Pani Anna ciągle jest pod opieką lekarza. Odstawiła już antybiotyki, teraz leczy się czystkiem. Boreliozę ma jednak nadal. - Żyję, funkcjonuję, ale mam problemy ze stawami i ciśnieniem. Nie wiem, czy kiedykolwiek się wyleczę. Mogę mieć tę chorobę do końca życia - podkreśla nasza rozmówczyni.

Na kolejną kontrolną wizytę jedzie do Krakowa 4 września. W jej przypadku choroba była przenoszona i nieleczona, stąd tak agresywny przebieg i takie spustoszenie w organizmie. - To było 10 lat wyjęte z życiorysu. Nie byłam w stanie pracować, zajmować się synem. Najgorszemu wrogowi takiego czegoś nie życzę - zaznacza. Wytchnienie odnajdywała w swojej pasji - malarstwie. Teraz zajęła się także fotografią, jeździ na pokazy mody.

Uraz do lasów i łąk

Ale trauma zostanie już na zawsze. - Kiedyś jeździło się na kurki do Hutek, chodziło na jagody. Teraz unikam lasów, zarośli, łąk. Kleszcze są wszędzie - zaznacza Anna Kruczek.

W 2012 r. kleszcz ugryzł jej syna. Była tak przerażona, że pojechała od razu do szpitala i zażyczyła sobie, żeby lekarz przepisał mu antybiotyki. - Wolę dmuchać na zimne. Nie wyobrażam sobie, żeby miał przechodzić przez to, co ja, żeby tak zmarnował sobie życie - mówi kobieta.

W sanepidzie przyznają, że przypadków zachorowań na boreliozę jest dużo. W powiecie chrzanowskim do sierpnia 2017 r. było 106 zdiagnozowa-nych zachorowań (w 2016 r. - 287), a w powiecie olkuskim do końca czerwca 32 (w 2016 r. - 115).

WIDEO: Jarmark w Oświęcimiu. Nie ma róży bez ognia

Autor: Monika Pawłowska, Gazeta Krakowska