Rozmowa z prof. nad. Andrzejem Morawskim, ginekologiem onkologiem ze Szpitala Medfemina we Wrocławiu

Panie profesorze przez 30 lat mieszkał Pan i pracował w Niemczech. Kierował Pan oddziałami w najważniejszych klinikach w największych niemieckich miastach. Co Pana skłoniło do powrotu do Polski?
Jestem zawodowo czynnym emerytem.

Dobrze brzmi...
Tak. W pewnym momencie moja działalność jako szefa kliniki się skończyła. Wróciłem do Polski, bo zdecydowałem się na drugie podejście szkoleniowe związane z laparoskopią. Ponieważ w Polsce nadal techniki operacyjne laparoskopowe bardzo odbiegają od tego, co obowiązuje na świecie, postanowiłem zrobić jeszcze jedno podejście do edukacji młodszych polskich kolegów i koleżanek ginekologów.

Co to znaczy „bardzo odbiegają”?
Widziałem opracowanie, że w Polsce tylko 7 procent operacji było robionych laparoskopowo, a reszta – na otwartym brzuchu. W Niemczech, 95 procent operacji wykonywanych jest bez otwierania brzucha. A więc proporcje są niemal odwrotne.

Czyli wrócił Pan z misją edukacyjną.
Nie patrzę na to w ten sposób – w końcu jednak robiłem to całe życie i tam, w Niemczech, dosyć aktywnie uczestniczyłem w rozwoju laparoskopii. Mogę powiedzieć, że los obchodził się ze mną bardzo fajnie, bo nie tylko mogłem obserwować rozwój, ale współtworzyć nowe rozwiązania, brać udział w rozwijaniu tych metod.

Dlaczego to takie ważne, by operować laparoskopowo? Jakie korzyści dają metody z tym związane?
Korzyści są przede wszystkim dla pacjentów, ale też nie do pominięcia są te dla szpitali. Nie pamiętam, kiedy musiałem wykonywać transfuzję krwi przy takiej operacji. Zwyczajnie: tak jest bezpieczniej. Branie antybiotyków zostało w tej chwili zredukowane do pojedynczych przypadków. Rany? Właściwie nie robimy ich, dlatego czas hospitalizacji po laparoskopii jest ograniczony praktycznie do jednego dnia. To dotyczy wszystkich operacji laparoskopowych – nawet tych ogromnych, radykalnych operacji onkologicznych. Pacjentki następnego dnia idą do domu. Utrata krwi w czasie takiego zabiegu jest minimalna. Nie ma też długiego okresu rekonwalescencji: przez godzinę po operacji podajemy w kroplówce środki przeciwbólowe, a potem pacjentki nie potrzebują ich już, a więc nie cierpią również w okresie pooperacyjnym. Tego samego dnia są „uruchamiane”. To jest szczególnie ważne dla kobiet w podeszłym wieku, dla których unieruchomienie na dwa tygodnie może być unieruchomieniem na zawsze. Pacjentki tego samego dnia wieczorem idą samodzielnie do toalety. Jak pani widzi, korzyści dla operowanych jest bardzo dużo. Dla nas operatorów też – widzimy to, czego w otwartym brzuchu nie widać.

Bo do środka wchodzi kamera, która pokazuje wszystko w powiększeniu.
Tak, rzeczywiście – widzimy nawet najmniejsze elementy. Zdecydowana większość operacji kobiecych powinna być wykonywana właśnie z użyciem laparoskopu.

Czy laparoskopia wyprze całkowicie operacje z otwarciem brzucha?
Zostaną pojedyncze przypadki, które trzeba będzie operować otwierając brzuch.

Trudno jest się nauczyć tych metod?
Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, dlatego że ja należałem do grupy pionierskiej. My nic nie umieliśmy i nie mieliśmy się od kogo nauczyć, uczyliśmy się więc od siebie nawzajem. Każdy z nas coś gdzieś zaobserwował, spotykaliśmy się w różnych salach operacyjnych na świecie – praktycznie od San Francisco do Singapuru – i wymienialiśmy się wiedzą. Każdy z nas mówił innym, jakie napotkał problemy albo jakie miał pomysły. I w ten sposób te metody się rozwijały. My rośliśmy z laparoskopią, a laparoskopia – z nami.

Dlaczego postanowił Pan pracować akurat w szpitalu Medfemina?
Może trochę zadecydował przypadek… Ale nie do końca: dowiedziałem się, że Medfemina jest takim szpitalem, w którym położono duży nacisk na jakość pod każdym względem. Wyposażenie szpitala jest bez zarzutu, ale to można kupić. Chodzi o nastawienie ludzi – cały personel bez wyjątku jest w całości dla pacjentów. Tak niestety nie jest wszędzie. Może to nawyk niemiecki, ale jak mam pacjentkę do operacji, to poświęcam jej sporo czasu, żeby wyjaśnić, jakie są możliwości. Tłumaczę jej, że to ona podejmuje decyzję, ale żeby podjęła właściwą, ja jej muszę wszystko dokładnie wytłumaczyć, powiedzieć, jakie w ogóle są możliwości operacyjne i wtedy wybieramy optymalną dla niej. Sądzę, że pacjentka potrzebuje tej informacji – w końcu decyduje o swoim życiu, o swojej sprawności. Decyduje, czyli musi to zrobić świadomie! W tym szpitalu wszyscy tak robią, tutaj nie muszę o nic walczyć.

Oglądałam wywiad telewizyjny z Panem i jako pacjentce, którą czasem bywam, spodobało mi się to, co Pan powiedział: że pacjent powinien wymagać od lekarza.
To się zgadza, zawsze to mówię wszystkim moim pacjentkom.

Czego mam wymagać? Wiedzy? Tego, żebym została dobrze poinformowana?
Nie pani jest dla mnie. To ja jestem dla pani. To jest ta wielka różnica. W Polsce pacjent czuje się trochę wystraszony, boi się zapytać, bo doktor nie ma czasu i się obrazi na niego. A jak się obrazi, to będzie źle leczył. Coś takiego siedzi w głowach. Myślę, że to też się zmieni. Mówię swoim pacjentkom: „Pani przychodzi do mnie z jakimś problemem, mówi mi o tym i w tym momencie to jest nasz wspólny problem, który wspólnie musimy rozwiązać”. Człowiek po drugiej stronie biurka jest naszym przyjacielem. Tak musi być, inaczej to nie funkcjonuje.

Jakie operacje wykonuje Pan laparoskopowo w szpitalu Medfemina?
Ginekologiczne i onkologiczne. Te ostatnie na szczęście są tylko częścią całej działalności. Operujemy pełne spektrum schorzeń, zajmujemy się wszystkimi grupami wiekowymi.

Powszechną chorobą u kobiet w wieku 20-50 lat jest endometrioza. Ją też można leczyć laparoskopowo?
Tak. Endometrioza jest światowym problemem, bardzo trudnym w leczeniu. Większość operacji onkologicznych jest prostsza niż te, w których endometrioza jest bardzo zaawansowana. To często wielkie wyzwanie dla operatora. Bez wątpienia laparoskopia jest tą metodą, dzięki której możemy postawić diagnozę. Bo dopóki tego nie zrobimy, będziemy mieli tylko podejrzenie. W laparoskopii stawiamy diagnozę i jednocześnie możemy zacząć leczenie. Zalecenia Światowego Towarzystwa Endometriozy, od ponad 20 lat te same, są takie: chirurgiczne usunięcie wszystkich aktywnych ognisk endometriozy i leczenie uzupełniające, zależne od stopnia zaawansowania. Endometrioza to choroba, która może utrudniać zajście w ciążę, a jednocześnie ciąża jest najlepszym na nią lekarstwem. Rola laparoskopii w leczeniu endometriozy jest ogromna.

Ale to niejedyne schorzenie leczone laparoskopowo.
Leczymy wiele innych problemów związanych z płodnością i nie tylko. Na przykład operowanie zrostów po cięciach cesarskich czy operacjach brzusznych, w tym endometriozie w otwartym brzuchu, jest pozbawione jakiegokolwiek sensu, dlatego że nawet jeżeli się je usunie, to pojawią się nowe.

Z powodu kolejnej operacji. I tak koło się zamyka...
Właśnie. Po laparoskopii zrosty albo nie powstają wcale, albo tworzą się minimalne. Inny problem, w którym ta metoda jest skuteczna, to okołomenopauzalne zaburzenia krwawienia i mięśniaki, które dają poważne dolegliwości. Laparoskopowe operacje są o wiele mniej inwazyjne. Mięśniaki u młodych kobiet, które chcą zajść w ciążę, chcą współżyć, powinno się operować laparoskopowo. Miałem w zeszłym roku pacjentkę z 14-centymetrowym mięśniakiem. Tutaj do Wrocławia przyjechała 30-letnia Hiszpanka. Mówi, że chce zajść w ciążę. Zrobiliśmy jej operację laparoskopowo.

Została mamą? Pewnie do Pana zadzwoni.
No pewnie – dzwoni co parę tygodni i opowiada o sobie. To jest bardzo fajne, że można z wieloma pacjentkami się tak zaprzyjaźnić, że one dzwonią z urlopu, by powiedzieć, że wszystko jest dobrze. To dla mnie potwierdzenie, że ta praca ma sens.

A operacje onkologiczne?
Laparoskopia to metoda, która pacjentkom daje szanse, by leczenie uzupełniające – chemioterapię czy radioterapię – rozpocząć już następnego dnia po operacji, a nie po trzech tygodniach. Te pacjentki nie mają infekcji, nie tracą odporności, więc można zaczynać kolejne etapy leczenia praktycznie od razu.
Jest jeszcze jeden wielki problem wśród kobiet w wieku 50 plus, który w Medfeminie operujemy laparoskopowo – chodzi o nietrzymanie moczu. Społeczeństwo się starzeje, ludzie żyją po 90 lat i więcej. I problemy z pęcherzem moczowym narastają.

O czym świadczą choćby liczne reklamy rozmaitych specyfików i wkładek.
Te specyfiki nic lub niewiele dają. Nie wyleczymy nietrzymania moczu inaczej, jak operacyjnie, bo to są zmiany mechaniczne. Dziś w ciągu 15-20 minut możemy temu skutecznie zaradzić. Kolejny problem, który operujemy w Medfeminie laparoskopowo metodą wymyśloną przez doktora Noe z Dormagen w Nadrenii i Westfalii, to obniżenie narządu rodnego.

Czyli wypadanie macicy.
Tak. I to się zdarza niestety także młodym kobietom. Miałem teraz dwa takie przypadki. Metod leczenia tego schorzenia rozwinięto bardzo dużo, ale do niedawna żadna mnie nie przekonywała.

A do tej Pan ma? Na czym ona polega?
Ta metoda polega na tym, że laparoskopowo umiejscawia się taśmę podtrzymującą narząd. Czy to będzie szczyt pochwy, czy szyjka macicy, czy cała macica, możemy ją w ten sposób ufiksować (podwiesić – przyp.red.) na taśmie, że zachowana będzie ruchomość w osi pochwy: na prawo, lewo, przód i tył.

Co z tego wynika?
Te kobiety mogą nadal współżyć, czyli ich jakość życia poprawia się diametralnie. I stąd moje przekonanie do tej metody. Korzystam z niej od trzech lat. Do tej pory nie mieliśmy żadnej recydywy, żadnego zwrotu. Robiliśmy te operacje zarówno u kobiet około 40. roku życia, jak i u tych, które mają 80 lat. Nie chodzi o to, żeby one współżyły, mając 80 lat, ale jeżeli chcą, to dlaczego nie!

Wracając jeszcze do schorzeń, które operuje się laparoskopowo: mięśniaki, guzy... Torbiele jajników również?

Naturalnie. To jest kolejny duży problem. Miałem ostatnio w Medfeminie parę przypadków dziewczyn po 18. roku życia. Stwierdzono u nich torbiele na jajniku, więc usunięto im jajnik, rozcinając brzuch. Potem wyszło w badaniu histologicznym, że właściwie nie było takiej potrzeby.

A to jest nieodwracalne...
Niestety... I potem pojawia się gorszy problem, gdy torbiel rośnie na drugim jajniku. Robimy laparoskopię, stajemy na głowie, żeby go zachować. I jego funkcje także. Mamy opracowane metody atraumatycznego (jak najmniej naruszającego tkanki – przyp. red.) usuwania torbieli jajnika. Często bywa, że lekarze obserwują torbiel jajnika. Można obserwować, jak ona ma 2-3 centymetry, ale nie, jak młoda kobieta ma 10-centymetrową torbiel! Ona sama nie zniknie, a jajnik będzie niszczony. Laparoskopowo można nie tylko usunąć torbiele, ale także sprawdzić stan jajowodów. Można je też w ten sposób diagnozować. Mogę powiedzieć tak: dzisiaj trzeba mieć bardzo mocne i poważne wskazania, żeby komuś otworzyć brzuch. Laparoskopem powinno się operować rutynowo.

To są drogie operacje?
Kosztują kilka tysięcy złotych.

Kolejki są duże?
Nie. Przeciętne zabiegi trwają godzinę. Ja mam plan operacyjny na trzy-cztery tygodnie, ale to nie znaczy, że jak jest pilny przypadek, to ktoś czeka. To nie jest problem. Po prostu zostaniemy dłużej i zrobimy, co trzeba. Planujemy zabiegi, ale zawsze mamy rezerwę na pilne operacje.

Bardzo dziękuję za rozmowę.