Ewa Czarniak to dietetyczka doradzająca osobom schorowanym i z dodatkowymi kilogramami, jak mądrze jeść.

Od kilku lat jako dietetyczka doradza pani innym, jak mądrze się odżywiać. Jak trafiła pani do tego zawodu?

Zdawałam na medycynę, ale niestety się nie dostałam. Wybrałam więc zawód trochę pokrewny, w którym można pomagać innym i edukować, jak żyć zdrowo. Jestem absolwentką kierunku dietetyka na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym oraz technologii żywności i żywienia człowieka na Akademii Rolniczej w Szczecinie. Jako dietetyk pracuję już 10 lat, wcześniej w różnych poradniach, a ostatnio już prowadzę własną praktykę w Słupsku.

Przychodzą do pani ludzie z różnymi problemami - i estetycznymi, i zdrowotnymi. Często bardzo zdeterminowani, by zgubić kilogramy...

Dietetyk musi być po trosze psychologiem. Wytłumaczyć, że dieta to nie samo zło, że można się nią bawić, do odchudzania podejść z optymizmem. Dieta to nie szereg wyrzeczeń, można jeść to, co się lubi, komponować pyszne potrawy i nie odmawiać sobie łakoci. Tylko trzeba to robić mądrze i z umiarem. Poza tym przychodzą do mnie pacjenci np. z zaburzeniami odżywiania, dla których, układając dietę, muszę współpracować z psychologiem czy psychiatrą. Muszę brać pod uwagę wszelkie zalecenia lekarskie.

Czy osoby przechodzące na dietę muszą umieć gotować?

Nie, to kolejny mit. Ja daję moim pacjentom gotowe przepisy dań łatwych do wykonania, tak by każdy, przygotowując je, odnalazł się w kuchni. Pacjenci mają różny poziom umiejętności kulinarnych i różne upodobania. Muszą dostać to, co będzie im smakowało i co z łatwością sami zrobią.

W domu też pani rygorystycznie stosuje zasady dietetyczne?

Stosuję, ale nie rygorystycznie, bo uważam, że wszystko jest dla ludzi. Są sytuacje, gdy np. mojemu mężowi uwielbiającemu ptasie mleczko zakładam na nie embargo, ale z drugiej strony, gdy są święta i mama upiecze babkę, nikt sobie jej nie odmawia.

Praca to pani pasja, a co po niej?

Jeszcze niedawno potrafiłam spędzić w gabinecie 12 godzin dziennie. Teraz jednak mam 10-miesięczną córeczkę i układam plan pracy tak, by jak najwięcej czasu spędzać z nią. Zatrudniłam drugą dietetyczkę i wcześniej kończę pracę. Jednak gdy Marysia idzie spać, nawet w domu układam diety dla pacjentów.

Rozmawiała Monika Zacharzewska

>>> HIPOKRATES 2017- ZAGŁOSUJ na najlepszych w branży medycznej! GŁOSOWANIE <<<