Urząd Miasta zainaugurował kampanię społeczną „Mamy etaty dla mamy i taty”. – Chcemy, aby dzieci, które z różnych względów nie mogą być razem ze swoimi rodzicami, przebywały w rodzinach zastępczych, aby było ich jak najmniej w placówkach, bo te nigdy nie zastąpią rodziny – tłumaczy Jędrzej Solarski, zastępca prezydenta.

Obecnie 592 dzieci przebywa w rodzinach zastępczych. Miastu zależy, by jeszcze więcej maluchów znalazło namiastkę rodziny.
– Chcemy zainspirować poznańskie rodziny i samotne osoby, aby stały się zawodowymi rodzinami zastępczymi – tłumaczy Dorota Potejko, zastępca dyrektora Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych.

Temu właśnie ma służyć kampania społeczna.
– Osoby, która chciałyby stać się rodzinami zastępczymi muszą spełnić kilka warunków, przejść specjalistyczne szkolenie, mieć stabilną sytuację mieszkaniową i zarobkową – mówi D. Potejko. – I mogą liczyć na wsparcie miejskich instytucji i kuratorów.

Zawodowe niespokrewnione rodziny z dzieckiem dzielą się na rodziny: wielodzietne, specjalistyczne, o charakterze pogotowia rodzinnego.

Joanna Cieszyńska-Promińska od 9 lat prowadzi zawodową rodzinę zastępczą.
– Chcieliśmy mieć dużą rodzinę – tłumaczy pani Joanna. I podkreśla: – Nigdy nie żałowałam swojej decyzji. Najstarsza córka ma 12 lat, jej brat 11, niepełnosprawny Adaś 10, a nasz biologiczny syn Robert 6 lat.

Jej pensja wynosi średnio 2,5 tys. brutto.
– Dzieci mają dodatkowe zasiłki, a mój mąż jest programistą więc wiążemy koniec z końcem całkiem dobrze – mówi pani Joanna. – Ponadto pracuję popołudniami, jak mąż wraca do domu. Jestem pedagogiem, animatorem i rękodzielnikiem.

W domu Beaty Przybylskiej-Rejment to jej mąż jest etatowym tatą. Ona jest nauczycielką, pracuje w szkole. Prowadzą pogotowie rodzinne. Przez te ponad osiem lat przez ich rodzinę przewinęło się 57 maluchów. Obecnie mają pod opieką 8 dzieci. Córka (14 lat) i syn (11 lat) wspierają ich w tym. Mają też 8-letnią adoptowaną córkę, która wcześniej trafiła do ich pogotowia.

– Rodzina zastępcza to takie miejsce, gdzie trzeba przyjąć dziecko, pokochać je i pozwolić mu odejść – uważa pani Beata. – Daje nam to wiele satysfakcji, rozwija nas jako ludzi. Nie wyobrażam sobie, abyśmy zostali tylko z naszymi biologicznymi dziećmi.