Z tej akcji powinna być dumna nie tylko wieś i gmina, ale cały region. Uczennice Zespołu Szkół w niewielkiej Gwoźnicy Górnej, zachęcone przez mamy, zdecydowały się wspólnie obciąć po kilkadziesiąt centymetrów włosów, by powstały z nich peruki dla kobiet walczących z nowotworem.

Zaczęło się od pomysłu mieszkanki Gwoźnicy Marty Gomoły, studiującej dziennikarstwo.

- Moja siostra przyjęła w tym roku sakrament I Komunii Świętej i od dawna zapuszczała na tę okazję włosy.

Pomyślałam sobie, że przecież można je ściąć i przekazać fundacji, która zbiera włosy na peruki dla kobiet w trakcie chemioterapii. Te są tylko częściowo refundowane przez NFZ i kosztują krocie - opowiada Marta. - Sama znam dziewczynę, która walczy z nowotworem. Za perukę zrobioną z krótkich włosów zapłaciła aż 900 zł - dodaje.

Rozumieją, co czują chore

Dlatego postanowiła rozpropagować akcję w okolicy i namówić rodziców, by wyrazili na to zgodę. Udało się, a wczoraj w szkole świeżo umyte, rozdzielone na pasma i splecione w warkocze włosy ścinały dziewczynkom ich mamy. Na miejscu czekał też poczęstunek i drobne upominki.

- Myślę, że dziewczynki zdecydowały się na ten krok właśnie dlatego, że doskonale rozumieją, co może czuć inna kobieta, kiedy zostaje pozbawiona włosów. Ja nie musiałam ich w ogóle namawiać, wyjaśniłam tylko, że na jedną perukę potrzeba ściąć włosy aż sześciu osobom - mówi Dorota Libowicz, która do akcji włączyła dwie swoje córki: Maję i Patrycję. - To jest właśnie najwspanialsze w tej akcji, że te małe kobietki robią coś dla tych starszych. Mam cichą nadzieję, że za naszym przykładem pójdą inne mamy i co roku będzie to taki pokomunijny zwyczaj - dodaje.

Same zainteresowane na początku były nieco onieśmielone i z niepokojem patrzyły na ścięte pukle włosów, trzymane w dłoniach przez ich koleżanki. Ale kiedy wszystkie stanęły obok z podobnymi fryzurami, na twarzach pojawił się uśmiech od ucha do ucha.

- Nie mam w swoim otoczeniu osób z nowotworem, ale wiem, że ten cel jest bardzo szlachetny, bo chorym na raka włosy całkowicie wypadają. Żeby się lepiej czuć, potrzebują peruk - mówi 11-letnia Martyna Bieszczad. - Widziałam w internecie, jak ważne jest dla nich mieć włosy i dlatego chciałam pomóc. Wszyscy pytają mnie, czy nie szkoda mi ich ścinać, ale przecież one szybko odrosną - uśmiecha się.

Dyrektor Zespołu Szkół w Gwoźnicy nie kryje dumy ze swoich podopiecznych.

- Bardzo się cieszę, że mamy tak mądre dzieci, choć jesteśmy wiejską szkołą, a trzecia klasa liczy raptem 18 osób - mówi Marzena Haduch. - Chciałam wesprzeć ich działania również ze względów osobistych, bo moja mama przegrała walkę z nowotworem. Stąd wiem, że dla kobiety utrata włosów w sytuacji choroby jest podwójnie dotkliwa. W życiu powinno się dzielić z drugim człowiekiem. Nie zawsze finansowo, czasami można podarować włosy, czasem szpik, krew, a czasem po prostu dobre słowo. Tego również powinna uczyć szkoła - dodaje.

Każdy może tak pomóc

Organizatorka akcji dodaje, że podobne inicjatywy w swoim środowisku może zorganizować każdy. Akcji nie trzeba nigdzie zgłaszać, a obcięte pukle należy jedynie zapakować i wysłać na adres fundacji wraz z wypełnionym formularzem, pobranym ze strony fundacji Rak’n’roll. Włosy muszą mieć co najmniej 25 cm długości. Mogą być farbowane, ale nie rozjaśniane. Fundacja przekazuje je perukarni, która robi wygodne i piękne peruki. Te rozdawane są za darmo kobietom, które zmagają z rakiem. Dzięki temu mają więcej sił do walki z chorobą.

- Ta akcja przerosła moje oczekiwania, bo na początku chętne były tylko 4 dziewczynki, a ostatecznie przyjechała do nas nawet pani z Lutoryża ze swoją siostrzenicą. Dlatego mam nadzieję, że dziewczynki i ich mamy będą wzorem dla innych - mówi Marta Gomoła. - Chciałyśmy to zorganizować w taki sposób, żeby wszyscy mieli poczucie, że robią coś ważnego, żeby mieli fajne przeżycia, żeby mogli dzielić się z sobą tym doświadczeniem - dodaje.