W sobotę w Muzeum Sopotu zaprezentowały panie dawną modę kurortową. Czy przedwojenne kostiumy plażowe były wygodne?

Na pewno mniej wygodne od współczesnych. To kwestia tkaniny. Współczesne stroje plażowe wykonane są z materiałów szybkoschnących, z włókien syntetycznych. Wtedy szyto je z bawełnianego trykotu, cienkiej bawełny lub płótna. Po wyjściu z wody stawały się ciężkie, trzeba było natychmiast się przebrać. Ale miały też swoje dobre strony.

Na przykład?

Dziś rzadko która pani ma figurę modelki. Dawne stroje kąpielowe pozwalały zgrabnie ukryć wszelkie mankamenty sylwetki, podkreślały, co korzystne, maskowały, co fatalne. Dwuczęściowy kostium kąpielowy ze spodenkami z wysokim stanem z końca lat 30. sprawiłby, że każda kobieta poczułaby się bardziej komfortowo, a do tego, zważywszy na krój tamtych ubrań, szalenie kobieco. Panie na przedwojennej plaży wyglądały zmysłowo, ale jest to zmysłowość w starym stylu. Mają klasę, są eleganckie, choć daleko im do bohaterek serialu „Słoneczny patrol”.


Moda plażowa zmieniała się, w zasadzie, co dekadę.

Lata 20. to były początki obecnie znanej formy kostiumu kąpielowego. Wcześniej składał się on z wielu części i miał mnóstwo ozdób, dodatków. Był słabo dostosowany do funkcji, jaką powinien był spełniać, czyli do pływania. Lata 20. to czas jednoczęściowych trykotów, w których nogawka sięga połowy uda, rękawy są dość długie, dekolt zabudowany, ale materiał przylega stosunkowo mocno do sylwetki i jest wygodny podczas pływania. W latach 30. te rękawki, nogawki ulegają skróceniu. Wchodzi też moda na opaleniznę. Kostiumy stają się coraz bardziej kuse, dopasowane do ciała, zdobi się je fantazyjnymi wzorami. Nie są to już tylko jednobarwne tkaniny. Pod koniec lat 30. pojawia się kostium dwuczęściowy. Ale bikini to dopiero lata 40.
Zobacz galerię

Szybko!

Kostium z lat 30. nie jest jeszcze typowym bikini, to raczej dopasowany, jednoczęściowy uniform z szerokim na kilka centymetrów wycięciem odsłaniającym kawałek ciała między biustem a talią. Tak czy siak, kostium - gdyby ktoś jeszcze miał możliwość wybrać się na przedwojenną plażę - to za mało. Będzie nam potrzebne mnóstwo innych gadżetów, takich jak okulary przeciwsłoneczne czy parasolka od słońca, która straciła nieco na znaczeniu wraz ze wzrostem mody na opaleniznę. Ale i pantofle do pływania.

O butach do pływania wspomina Magdalena Samozwaniec, brylująca na plaży w Sopocie w 1922 roku, z siostrą Marią Pawlikowską. Tak pisze o paniach zażywających morskich kąpieli na początku XX wieku: „przybrane były w długie czerwone kombinezony z jakiegoś wstrętnego drelichu, a ozdobione u kostek i szyi białą tasiemką. Na głowie miały czepki z żółtej gumy okraszone czerwoną falbanką, a na nogach czarne ciżemki wiązane w kostce tasiemkami”.

To obraz faktycznie mało zachęcający, chociaż myślę, że ówczesne stroje plażowe, zanim wzdęły się w wodzie niczym balon, miały w sobie sporo uroku. Co do obuwia - faktycznie pończochom towarzyszyły buty plażowe, najczęściej wiązane tasiemkami w kostkach. W dwudziestoleciu międzywojennym buty nie były już elementem obowiązkowym na plaży.

Plaga współczesnych kurortów to półnadzy plażowicze schodzący z piasku wprost do restauracji, boso, z odsłoniętymi brzuchami, pośladkami i torsami...

Przed wojną coś takiego było nie do pomyślenia! Przedwojenny plażowicz na obiad wybierał się w pidżamie.

?!

Pidżama plażowa, która zawojowała kurorty całej Europy i Ameryki, niewiele ma wspólnego z pidżamą nocną. Najważniejsze były spodnie. Uszyte zwykle ze zwiewnego, lekkiego materiału. Długie i bardzo szerokie. Do tego lekka bluzka. Pidżama plażowa to mógł być także jednoczęściowy kombinezon. Schodząc z plaży, panie ubierały też szorty, których rozkloszowane nogawki sięgały przynajmniej do połowy uda. Szorty były również elementem popularnego modelu letniej sukienki z odpinaną spódnicą.

Coś na głowie?

W latach 20. modne były mocno zdobione czepki kąpielowe. Wyszły z obiegu już dekadę później. Zdarzały się stylizowane na marynarskie czapeczki, jeśli kapelusze, to letnie - słomkowe, ozdobione kwiatami. Te marynarskie motywy miały w dwudziestoleciu międzywojennym ogromne wzięcie. Wynikało to z ogólnych trendów, ale w Polsce ten szał na wszystko, co z morzem związane, radość, że wreszcie mamy doń dostęp, jeszcze to szaleństwo pogłębiał. Pojawiały się sukienki z marynarskimi kołnierzami, nawet stroje inspirowane mundurami marynarzy, z granatowymi spodniami z wysokim stanem, czapeczką i marynarskim kołnierzykiem. Strój fikuśny, choć elegancki. Typowy dla realiów miejscowości wczasowej.

Marynarskie motywy w dwudziestoleciu międzywojennym miały wzięcie. Na zdjęciu (od lewej): Joanna Polkowska i Ewa Nieścioruk w sukienkach marynarskich z lat 30. Lesław Gierczuk

Kurort sopocki jakoś się na mapie mody wyróżniał? Stara prasa pisze, że „w Sopotach można było pokazywać to, czego nie można pokazywać w Warszawie. Granice dekoltu zależą od miejscowości i sezonu”.

Granica między moda miejską a kurortową była o wiele bardziej widoczna niż obecnie. Pewne rzeczy były nie do pomyślenia…

Na przykład?

Wyjście na ulicę, do biura w klapkach dzisiaj nie jest rzadkością. Przed wojną nawet skarpetki do sandałów i letnie sukienki wzbudzały kontrowersje. Wiele pań hołdowało przekonaniu, że w mieście, choćby w największy upał, trzeba mieć na nogach pończochy. Również w kwestii dekoltu warszawianki, jak zresztą wszystkie panie, były bardziej odważne w Sopocie - to, co uchodziło na letnisku, nie do końca pasowało w metropolii. Popularny niemiecki kurort był szalenie snobistyczny, lubiano się tam pokazywać. Choć ze względów patriotycznych bardziej wypadało pojechać do Gdyni czy na półwysep.

Zobacz także:Letnie piękności z przeszłości - galeria archiwalnych zdjęć z plaży i nie tylko

Pończochy, o których Pani wspomniała, noszono też... na plaży.

To zamierzchłe dzieje, czas jeszcze przed I wojną światową. Nie do pomyślenia było, by kobieta demonstrowała nagie nogi. Jakby tego było mało, pończochy plażowe były... czarne.

Grube pończochy to z pewnością spore utrudnienie podczas pływania.

To i tak, i nie. Najgorsze były te elementy ubioru, które odstawały od ciała i utrudniały poruszanie się w wodzie. Te wszystkie falbanki, kołnierzyki, kokardki...

Dawna moda plażowa wydaje się nam nie do przyjęcia. Ale przecież plaża spełniała kiedyś inną rolę.

Pierwotnie nie tyle towarzyską czy rozrywkową, co prozdrowotną. Od tego rozpoczął się trend na kąpiele morskie pod koniec XVIII wieku. W dwudziestoleciu międzywojennym moda na zdrowe, higieniczne życie była mocno rozpowszechniona. Tak jak dziś króluje fit-life, tak wtedy sport, hartowanie ciała, pływanie, zażywanie świeżego powietrza, kontakt ze słońcem - to wszystko było zalecane przez lekarzy i propagowane przez higienistów, zwolenników naturalnego stylu życia. Aspekt sportowy plażowania spowodował też rewolucję w projektowaniu strojów kąpielowych. Dla nowej, wyzwolonej kobiety sport stał się naturalną rozrywką, której mogła się oddawać bez najmniejszego skrępowania. Ale trzeba pamiętać, że początkowo dążenia kobiet do zmian w wyglądzie stroju kąpielowego okupione były nawet znacznymi ofiarami. Prawdziwie funkcjonalny, dopasowany strój dla kobiet lansowała już w pierwszej dekadzie XX wieku australijska pływaczka Annette Kellerman, która w 1907 roku za założenie swojego kostiumu została aresztowana na bostońskiej plaży.

Zobacz także:Molo w Sopocie i plaża na archiwalnych zdjęciach

Przebywająca w latach 20. w Sopocie jedna z aktorek stołecznego Teatru Polskiego Maria Brydzińska tak wyznała prasie: „Gdybyż autorzy nasi lokowali akcję swych sztuk w miejscach kąpielowych! Ileż kłopotów oszczędziliby artystkom! Mogłyby pokazać więcej niż pokazują, a pensja pozostałaby na potrzeby domowe”.

Niektórym artystom, celebrytom przypisuje się rewolucję w trendach plażowania. Mówi się na przykład, że to Coco Chanel rozpowszechniła modę na opaleniznę. Ale tak naprawdę wiedli w tym prym Sarah i Gerald Murphy, amerykańskie małżeństwo, które na Lazurowym Wybrzeżu - a było to miejsce, które wyznaczało trendy plażowej mody - przyjmowało ówczesną śmietankę towarzyską w swoim domu zwanym Villa America.

W Polsce ktoś wyznaczał te trendy?

Wymienię może nie plażowiczkę, a plażowicza, którego jednak trudno nazwać trendsetterem. Mowa o prezydencie Ignacym Mościckim, który pojawia się na słynnej serii zdjęć wykonanych podczas pobytu na plaży w Juracie w latach 30. Prezentuje się tam w męskiej wersji pidżamy plażowej, prezydencką głowę zdobi oryginalna czapeczka marynarska.

Szalenie popularne były materiały w paski. Zwłaszcza w modzie męskiej. Scenka z przedwojennej plaży w Sopocie Muzeum Sopotu

Mężczyzna na plaży… Przed laty dominował komiczny pasiasty trykot. Właściwie dlaczego w paski?

Kolorem bieliźnianym była głównie biel, która ochoczo wkroczyła do mody plażowej. Jednak pojawił się problem. Biel przylegających do ciała męskich trykotów po wynurzeniu się z wody stawała się przezroczysta… Pan niby ubrany, a w zasadzie nagi… Paski miały zatuszować to, co prześwituje. Inny rodowód pasków wskazuje na ich związek z ubiorami marynarzy w XIX wieku. Kąpielówki zaczynają królować w latach 30. Wypromowała je amerykańska firma BDV Swimwear, która wykorzystała w tym celu rosnącą modę na opaleniznę i promowała nowy strój hasłem „Get the summer tan in trunks” (ang. - opalaj się w kapielówkach). W reklamie wystąpił ówczesny mistrz olimpijski w pływaniu, aktor, który zasłynął z roli Tarzana - Johnny Weissmuller. Prezentując kąpielówki, tym samym prezentował swój zabójczo umięśniony nagi tors. O dziwo, Ameryka była wtedy o wiele mniej liberalna niż Polska. W Nowym Jorku mężczyznom pozwolono prezentować gołą klatę w 1936 roku, ale, chociaż prawo zostało zliberalizowane, zaprotestowały same panie. Oburzało je co innego...

Co?

Jej owłosienie.

Zobacz stary film o Pucku: