Mieszkanka łódzkiego Teofilowa niemal od chwili urodzenia synka, walczy o prawo do jego wychowywania i utrzymywania z nim konaktu.

Gdy patrzy się na panią Ninę i słucha tego, w jaki sposób mówi o 6-letnim synku, nie można mieć złudzeń. Kocha go całym sercem i jego dobro jest dla niej najważniejsze. Jednak historia jej kontaktów z urzędnikami, pokazuje jak łatwo odebrać w Polsce dziecko matce, bo... jest biedna i ma anoreksję.

Pani Nina urodziła synka w maju 2011 r. Kilka dni po porodzie trafiła ze względu na biedę do Domu Samotnej Matki w Łodzi. Gdy chłopiec miał miesiąc, okazało się, że kobieta musi ośrodek opuścić. Kończyła leczenie psychiatryczne w związku z wcześniej zdiagnozowanymi zaburzeniami żywienia.

- Chciałam zamknąć pewien etap i zająć się tylko wychowaniem dziecka - mówi ze łzami w oczach. - Posłuchałam podpowiedzi pracowników ośrodka. Chciałam wyleczyć się do końca z anoreksji. Mówili, że synkiem przez kilka tygodni zajmą się dobrze, a gdy wrócę wszystko się ułoży - dodaje kobieta

Na wniosek dyrekcji ośrodka chłopiec trafił do domu małego dziecka. „Matka małoletniego od wielu lat leczy się psychiatrycznie. (...) Na dzień dzisiejszy nie jest w stanie sprawować opieki nad swoim małoletnim synem” - napisała we wniosku do sądu rodzinnego s. Agnieszka Krawczyk, ówczesna dyrektor Domu Samotnej Matki w Łodzi.

Sąd te zdania niemal przekopiował do uzasadnienia o umieszczeniu dziecka w placówce wychowawczo-opiekuńczej. Wiosną 2012 r. stała się rzecz niezrozumiała. Pani Nina była już praktycznie po zakończonym leczeniu, ale jej były partner i ojciec jej synka, wniósł do sądu wniosek o pozbawienie obojga rodziców praw rodzicielskich. Pół roku później sąd wniosek podtrzymał, mimo sprzeciwu matki.

- W domu dziecka byłam codziennie. Wszyscy widzieli, że łączy nas więź emocjonalna. Nikt uczciwie nie może zaprzeczyć. Udało mi się tylko wywalczyć zgodę na utrzymywanie kontaktu z synkiem - płacze łodzianka.

Kobieta w tym czasie pracowała w niepełnym wymiarze. Finansowo wspierał ją Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Łodzi. - Z uwagi na sytuację materialną pani Nina nie kwalifikowała się do otrzymywania zasiłków stałych lub okresowych, ale otrzymywała z MOPS zasiłki celowe specjalne - mówi Monika Pawlak, rzecznik MOPS.

W marcu 2013 r. pani Nina złożyła wniosek o przywrócenie władzy rodzicielskiej. Wniosek został oddalony w pierwszej (marzec 2014 r.) i drugiej instancji (luty 2015 r.). - Sąd okręgowy wskazał, że zaburzenia chorobowe są na tyle poważne, że nie może sprawować władzy rodzicielskiej nad synkiem, nawet w przypadku zaangażowania się w pomoc osób trzecich - mówi sędzia Monika Pawłowska-Radzimirska, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi.

Co ciekawe, negatywne opinie dla kobiety wystawiały tylko łódzkie ośrodki. Placówka w Warszawie, która przebadała panią Ninę wydała inną opinię. Czytamy w niej: „Predyspozycje wychowawcze matki są w zakresie wiedzy teoretycznej na dobrym poziomie, posiada umiejętności właściwego odczytywania potrzeb dziecka i stara się je zaspakajać”.

Ale ta opinia niewiele pomogła. Pracownicy domu dziecka ograniczyli matce możliwość kontaktu z 4-letnim dzieckiem tylko do rozmów telefonicznych co drugi dzień. Wtedy kobieta powiadomiła prokuraturę o niedopełnianiu obowiązków i przekroczeniu uprawnień. Śledztwo jednak zostało umorzone.

- Zastępca dyrektora Domu Dziecka dla Małych Dzieci złożyła w 2015 r. wniosek o ograniczenie kontaktów pani Niny z synem, a w przypadku „znalezienia rodziny adopcyjnej” wręcz ich przerwanie - uzasadniała umorzenie prok. Ewa Saska.

Wkrótce chłopiec trafił do rodziny adopcyjnej w Katowicach. Kontakt matki z synem został zerwany, choć toczą się cały czas postępowania. Wczoraj sąd zajmował się sprawą ustalenia prawa do kontaktu matki z chłopcem. Czy matka będzie mogłą porozmawiać z synem? Orzeczenie poznamy 12 maja.

W piątek, 28 kwietnia, sąd nie pozwolił na udział w rozprawie osobie zaufania ze strony pani Niny, do czego kobieta miała prawo zgodnie z Kodeksem Postępowania Cywilnego. Wniosek został zlekceważony...