- Macie odwagę powiedzieć mi, że moja matka powinna mieć prawo mnie usunąć? - pytała Rebecca Kiessling na KUL. - Jej wystąpienia to ideologia, nie nauka - mówią jej przeciwnicy. Przed spotkaniem doszło do incydentu. Za odchodzącymi spod KUL działaczami Partii Razem pobiegło kilku stojących przed budynkiem KUL narodowców. - Zabrali kolegom flagę, zniszczyli transparenty, szarpali ich - mówił Tomasz Warzocha z Partii Razem. Zapowiedział złożenie zawiadomienia na policję.

Amerykanka Rebecca Kiessling jest prawniczką i radykalną działaczką antyaborcyjną. Twierdzi, że została poczęta w wyniku gwałtu i dlatego walczy, żeby zakazać aborcji w takich przypadkach.

Matka oddała ją do adopcji a ona sama o jej dramacie dowiedziała się mając 19 lat. We wtorek, w ramach cyklu wykładów organizowanych przez Instytut Ordo Iuris, opowiadała o swoich doświadczeniach na KUL.

Kiessling podkreślała, że kiedy dowiedziała się o okolicznościach swojego poczęcia, była w szoku. - Usłyszałam wtedy echo wszystkich tych głosów, że “jestem za życiem, z wyjątkiem sytuacji gwałtu”. Zrozumiałam, że one mówią o mnie i o moim życiu. Poczułam się postawiona w sytuacji, która zmuszała mnie do uzasadnienia mojego prawa do istnienia. Do udowodnienia, że nie powinnam była być poddana aborcji - mówiła licznie zebranym na KUL słuchaczom. Amerykanka relacjonowała, że nawiązała po latach kontakt z biologiczną matką. Łamiącym się głosem opowiadała o liście, jaki od niej dostała. - Przyznała, że chciała poddać się aborcji. W Stanach było to jednak wówczas zabronione. Nie zginęłam tylko dlatego, że aborcja była zakazana. Każde nienarodzone dziecko powinno mieć taką szansę, jak ja - stwierdziła.

- Czy moglibyście stanąć dziś przede mną i powiedzieć mi, że moja matka powinna mieć prawo mnie usunąć? - emocjonalnie pytała Kiessling zebranych w auli KUL. - Ludzie podchodzą do tematu aborcji teoretycznie, nie nadając mu konkretnej twarzy. Ja staram się to robić - dodała.

Przed spotkaniem z Kiessling konferencję prasową zorganizowały środowiska lewicowe, sprzeciwiające się organizowaniu wykładu na KUL. - Wystąpienia pani Kiessling to ideologia, którą próbuje się sprzedawać jako naukę. Ale to nie jest nauka. Umożliwienie organizowania spotkania z nią na uczelni tylko legitymizuje jej twierdzenia - podkreślał Artur Janczuk z Porozumienia Akademickiego Lublin. - Uczelnia powinna prezentować naukowe teorie, promować wyniki badań.Jednocześnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spotkania takie, jak to z Rebeccą Kiessling, odbywały się np. w parafialnych salach - dodała Magdalena Długosz z Lubelskiej Koalicji na Rzecz Kobiet.

Po konferencji doszło do incydentu. Za odchodzącymi działaczami Partii Razem pobiegło kilku stojących wcześniej przed budynkiem KUL narodowców. - Zabrali kolegom flagę, zniszczyli transparenty, szarpali ich - mówił Tomasz Warzocha z Razem. Zapowiedział złożenie zawiadomienia na policję.

Pomoc, nie zakazy
Co o pomyśle Kiessling, żeby zakazywać prawnie także aborcji, kiedy ciąża jest wynikiem gwałtu, sądzi psycholog? Dr Piotr Kwiatkowski z Instytutu Psychologii UMCS tłumaczy, że każda sytuacja kobiety, która w wyniku gwałtu zaszła w ciążę, jest inna. - Są takie, dla których aborcja staje się traumą, z której nie otrząsną się do końca życia. Ale i takie, dla których urodzenie takiego dziecka naprawdę stanowi przysłowiowy koniec świata. Jedna kobieta urodzi to niechciane dziecko, a kiedy pojawi się ono na świecie, pokocha je niezależnie od okoliczności. Inna nigdy nie będzie w stanie się na to zdobyć a dziecko będzie nienawidzone, może nawet krzywdzone- wylicza. - To są tak skomplikowane i delikatne przypadki, że stanowienie tu jakichś nakazów czy zakazów, regulowanie tych dramatów przepisami, to szaleństwo. Jedyne, co można zrobić to rozwijanie sieci pomocy psychologicznej dla takich kobiet a także popularyzowanie informacji na temat tego, gdzie można jej szukać - tłumaczy dr Kwiatkowski.