Joanna Kajstura, trenerka personalna z Pszczyny, znana pod pseudonimem Fit Matka Wariatka. Jej stronę na Facebooku polubiło już ponad 170 tysięcy osób. Podkreśla, że nie jest drugą Anną Lewandowską czy Ewą Chodakowską, ale zwyczajną kobietą. Joanna Kajstura jest również autorką książki „Cały ten burd*l. Nieporadnik Fit Matki Wariatki”, w której dodaje kobietom pewności siebie.

- I Anna Lewandowska, i Ewa Chodakowska ruszyły rzeszę Polek z kanap i chociażby za to powinny mieć swoje gwiazdy w alei sław. Ja jestem zwyczajna, przeciętna i zdecydowanie bliżej mi do Twojej sąsiadki niż do gwiazd, jakimi są te dziewczyny - mówi Joanna Kajstura, czyli Fit Matka Wariatka, popularna trenerka personalna.

Czym różni się Fit Matka Wariatka od zwykłej mamy?

Zupełnie niczym. Przychodzi taki etap w życiu każdej kobiety, że zdaje sobie ona sprawę, iż fajnie byłoby o siebie zawalczyć. W momencie, kiedy ma się małe dzieci, dużo obowiązków, to jest na pewno ciężko. Ciężej, niż mi teraz, bo Zuzia ma 18 lat a Tymon 15, więc nie oszukujmy się, to są prawie dorosłe dzieciaki i mam już trochę więcej czasu dla siebie. Co nie zmienia faktu, że nadal są one dla mnie na pierwszym miejscu.

W takim razie, skąd taka nazwa - Fit Matka Wariatka - skoro nie różnisz się niczym od zwykłej mamy?

W każdej z nas jest odrobina jakiejś wariatki, ale wydaje mi się, że ludzie nie do końca to pokazują, bo mamy trend na sztuczność, fałszywą grzeczność.

Matka Polka na wyrębie. Matki karmią piersią i protestują

Ja od samego początku jestem dokładnie taka sama, jaka byłam, zanim założyłam stronę na Facebooku. Gdyby ta strona była wynikiem jakiegoś biznes planu, to może ktoś chciałby mnie w jakiś sposób wyidealizować, a ona od początku jest tylko moja - prowadzę ją sama i nigdy nie przypuszczałam, że rozwinie się na taką skalę. Jestem dumna z siebie, bo jak wyjdę w dresie, bez umalowanego oka, z potarganymi włosami, to nikogo to nie dziwi.

Analogicznie, coraz mniej osób zaskakuje widok papierosa w mojej dłoni: „Jak to? Niby taka fit, a pali”. No pali i tego nie ukrywa, mimo że nie jest z tego dumna. Taka właśnie jestem i wiem już, że jest rzesza ludzi, która mnie lubi, ale są i tacy, którzy mnie nienawidzą. Szczerość nie jest w cenie.


Czyli spotykasz się z hejtem?

Tak, ale średnio elokwentnym i nawet zaczynam się do niego przyzwyczajać. Liczba hejtów rośnie wprost proporcjonalnie do liczby lajków na mojej stronie. Staram się na nie nie reagować, ale perełki upubliczniam, dając szansę zaistnieć autorom tych żałości.

Kiedy nastąpił moment przełomowy, w którym zrozumiałaś, że musisz coś zrobić ze swoim ciałem?

Kiedy pojechałam kupić sobie nowe spodnie i zobaczyłam swoje uda oraz pośladki w lustrze sklepowej przymierzalni. Następnego dnia byłam już na pierwszym treningu, zareagowałam natychmiast. Nigdy nie byłam otyła, to fakt, ale stan mojej skóry - te kratery wulkaniczne, zero jędrności - i galareta zamiast pośladków były wystarczającą motywacją do rozpoczęcia walki o siebie.

Mając taką rzeszę fanów czujesz się za nich odpowiedzialna?

Bardzo przejmuję się historiami dziewczyn. Z zewnątrz wydaję się taką twardą babką, ale mam w sobie niezmierzone pokłady empatii i często jestem przytłoczona tym, co one przeżywają. Najbardziej jednak tym, że dziewczyny same pozwoliły sobie na to, jak są traktowane, m. in. poprzez przebywanie w dziwnych związkach, za trwanie w patologii. Tutaj się różnimy, bo ja mam silny charakter i na pewne rzeczy bym sobie po prostu nie pozwoliła, nawet, jeśli ceną za nowe życie byłoby rozpoczęcie od zera.

Dostajesz dużo maili od dziewczyn, które chcą się wyżalić i prosić o pomoc?

Tak, ale obserwuję, że jesteśmy ogólnie z siebie niezadowolone - to niszczące. Wnioskuję, czytając wiadomości, że jesteśmy niezwykle niedowartościowane.

Często nawet wyglądając dobrze, czujemy się źle same ze sobą. To wynika po części z tego, że jest taki ogromny pęd za ideałem, który przecież nie istnieje - to zwykła mrzonka!

93-latka prosi internautki o pomoc w wyborze sukni ślubnej

Bo jeśli ktoś zrobi mi profesjonale zdjęcie, później wrzuci do photoshopa, to też będę wyglądała doskonale – pewnie będę do siebie niepodobna, ale będę piękna.

Staram się pokazywać, że ważne jest, by zrobić coś dla siebie. Tu nawet nie trzeba zaczynać od ćwiczeń, od harowania na siłowni. Uważam, że najpierw trzeba dorosnąć do tego, żeby znaleźć w ciągu dnia chociaż chwilę dla siebie. Nawet jeśli miałoby to trwać pięć minut i polegałoby na nałożeniu sobie maseczki, przy zamkniętych drzwiach łazienki. To może być pięć minut na książkę czy prysznic, cokolwiek… Ważne, żeby sprawiło ci to przyjemność. Kolejnym krokiem jest rozpoczęcie ćwiczeń. Początki są trudne, ale z czasem przychodzi refleksja, która jest kluczowa. To przekonanie, że ruch w każdej postaci pomaga psychice i to jest najważniejsze, bo ciało rzeźbi się jakoby przy okazji. Zupełnie oczywistym jest, że z gliny, poddanej pracy i konkretnemu wysiłkowi, możemy wyrzeźbić wymarzone kształty.

Fit Matka Wariatka będzie następczynią Anny Lewandowskiej i Ewy Chodakowskiej?

Nie, nie jestem i nie będę niczyją następczynią, bo każda z nas jest inna i jedyna w swoim rodzaju. Jesteśmy diametralnie różne. Do obu pań mam ogromny szacunek i bardzo im kibicuję, bo lubię, jak inni odnoszą sukcesy. Jak odnoszą je kobiety, to napawa mnie jeszcze większą dumą!

I Anna, i Ewa ruszyły rzeszę Polek z kanap i chociażby za to powinny mieć swoje gwiazdy w alei sław. Ja jestem zwyczajna, przeciętna i zdecydowanie bliżej mi do Twojej sąsiadki niż do gwiazd, jakimi są te dziewczyny.

Czytaj więcej na Naszemiasto.pl

Kobiety w straży pożarnej. "Mężczyźni nie widzą różnicy"