Ma 91 lat, przeżyła koszmar zesłania na Syberię, cały swój majątek oddała 40 polskim rodzinom, które na własną rękę sprowadziła z Kazachstanu. Zaoferowała im dach nad głową, pomoc przy znalezieniu pracy. Zrobiła to, co dla repatriantów powinna zrobić ojczyzna. Zajęło jej to 10 lat.

Pani Zofia to jedna z polskich "cichych bohaterek", o której zrobiło się głośno dopiero, gdy została uhonorowana Orderem Orła Białego - najstarszym i najwyższym odznaczeniem przyznawanym za wybitne zasługi dla kraju. Z 32 żyjących osób wyróżnionych w ten sposób tylko cztery to kobiety.

Zesłanie

Zofia Teliga-Mertens miała 13 lat, gdy wybuchła wojna. Rok później jej rodzina została wywieziona do Kazachstanu.

– Mieszkałyśmy w lepiance zrobionej z mułu, słomy i bydlęcych odchodów. Było zimno i głód. Pierwsza zachorowałam na czerwonkę i zaraziłam mamę. Wiadomo było, że nie mamy żadnych szans. Przed śmiercią postanowiłyśmy zjeść cokolwiek! Któraś z nas powlokła się na targ i przyniosła kawałek tłustej baraniny. Niedogotowany, ale zjadłyśmy, pewne, że następnego dnia już nas nie będzie. Ale krwawa biegunka ustała! - opowiada w wywiadzie dla "Dużego Formatu".

Powrót do ojczyzny

Do Polski wróciła w 1946 roku "goła, bosa i niewykształcona". Osiedliła się we Wrocławiu, gdzie skończyła studia rolnicze, następnie obroniła doktorat. Jej udało się powrócić do ojczyzny, jednak w Kazachstanie zostały tysiące polskich rodzin, o których nie potrafiła zapomnieć.

Dopóki istniało ZSRR, ich sprowadzenie do kraju nie było możliwe. Od 1991 roku można było już próbować otworzyć zesłańcom "drzwi do Ojczyzny". Potrzebne były jednak nie tylko dobre chęci, ale i pieniądze.

Zrujnowane mieszkania w ramach odszkodowania

W 1998 roku pani Zofii udało się uzyskać rekompensatę za majątek pozostawiony na Wołyniu, który jej ojciec - Stefan Teliga - otrzymał za zasługi w wojnie polsko-bolszewickiej. 45 hektarów ziemi, 240-metrowy dom i siedem budynków gospodarczych wyceniono na 1,3 miliona. W ramach odszkodowania dostała 40 mieszkań w 3 zrujnowanych blokach na terenie poradzieckich koszarów koło Bolesławca.

- Miałam emeryturę, więc uważałam, że mi ona wystarczy. Po co mi na starość pieniądze? Szczęścia nie dają! Rodzina to największa wartość, a duża rodzina to skarb. W Kazachstanie zostały takie właśnie liczne klany Polaków - tłumaczyła w wywiadzie.

Zofia Teliga-Mertens, pamiętając koszmar deportacji i znając ciężkie warunki, w których od lat żyją wysiedleni Polacy, postanowiła poświęcić wszystko, by umożliwić im powrót do ojczyzny. Mieszkania już na nich czekały, ale kompletnie zrujnowane. 72-letnia pani Zofia postanowiła wyremontować je, poświęcając własne oszczędności, szukając na własną rękę darczyńców i pomocników. Osiedle nazwała "Kresówką".

Zamiast pieniędzy - pomnik

Znaleźć pieniądze na remont nie było łatwo. Pani Zofia wysyłała mnóstwo listów z prośbą o pomoc, rozmawiała z setkami firm. Wrocławski oddział Związku Sybiraków nie chciał zorganizować zbiórki dla repatriantów, w zamian zaproponował, by pani Zofia sprzedała mieszkania i ufundowała pomnik Zesłańcom Sybiru. Miejscowe władze też nie były szczęśliwe. Wójt gminy przyznał otwarcie, że był przerażony koncepcją pani Zofii i wizją sprowadzenia kilkudziesięciu rodzin z Kazachstanu.

"Pomylona, ale nieszkodliwa"

Zofia Mertens dwa razy w miesiącu jeździła do Warszawy, załatwiać w Urzędzie do spraw Repatriacji wizy dla polskich rodzin z Kazachstanu. Urzędnicy patrzyli na nią niechętnie, piętrzyli problemy, mimo że spełnia wszystkie warunki - gwarantowała repatriantom dach nad głową i pomoc w znalezieniu pracy.

- Grzecznie mnie zbywano. Jak pani prezes Unii Europejskich Organizacji Polonijnych Helena Miziniak zapytała urzędników w MSW, kto to jest ta Zofia Mertens, to jej odpowiedzieli, że jestem "starą, pomyloną, ale nieszkodliwą panią" - opowiada pani Zofia w jednym z wywiadów.

"Kresówka"

Pani Zofii udało się w końcu uzyskać pomoc finansową od KGHM, Fundacji "Klub 500", Banku Zachodniego WBK. Gdy w 2000 roku do "Kreskówki" wprowadziło się pierwsze małżeństwo z Kazachstanu, nie było tam jeszcze światła ani wody, a remont dachu nadal trwał.

- Podziwiałam ich odwagę, że oni tu się władowali. Przeszli drogę przez mękę - mówi pani Teliga-Martens. Mimo to przyjeżdżają kolejne rodziny, które dostają od państwa 8-10 tysięcy złotych na remont. Wiedzą, że nie będzie lekko, czeka ich mnóstwo problemów i wszystko muszą zrobić sami. Jednak to ich nie przeraża - chcą wracać.

"To tylko kawałek wędki"

Wieść o dobrodziejce z Polski rozeszła się wśród naszych rodaków w Kazachstanie z szybkością błyskawicy. Pani Zofia dostawała setki listów. Miała jednak tylko 40 mieszkań, które już rozdała. Wybierała rodziny z północnego Kazachstanu, bo tam są wyjątkowo ciężkie warunki. Dzięki niej, do Polski udało się wrócić ponad 200 osobom.

Choć odmieniła życie tylu polskich rodzin, twierdzi skromnie, że podarowała im tylko "kawałek wędki". Nie ukrywa jednak, że ma straszny żal do naszej ojczyzny, która "jest macochą" dla tych ludzi. O tych ludzi nikt nie chce się upomnieć. Nawet Białoruś sprowadziła z Kazachstanu swoich zesłańców - mówi w 2010 roku w rozmowie z tvn24.pl. Według szacunków pani Zofii, do Polski chciałoby wrócić ok. 30 tysięcy naszych rodaków.

Społeczny apel

Jej wyjątkowe poświęcenie i zaangażowanie zostało w końcu dostrzeżone i docenione. Na facebookowym profilu Fundacji Polcul pojawiała się akcja mająca na celu uhonorowanie tej niezwykłej Polki.

- Pani Zofia Teliga-Mertens dokonała rzeczy niezwykłej, symbolicznie i faktycznie unieważniając wyroki historii. (...) To jedna z wielu dzielnych Polek o wielkim sercu i jedna z wielu niezwykłych postaci, na których powinno się wzorować i budować szlachetne i patriotyczne społeczeństwo. (...) Od lat robi co może dla Polaków ze wschodu, najwyższa pora żeby Polska zrobiła coś dla niej - czytamy w apelu.

Dama Orderu Orła Białego

Akcja społeczna odniosła skutek i 3 maja 2017 roku Zofia Teliga-Mertens została jedną z 5 osób uhonorowanych Orderem Orła Białego. Przyznano jej go "w uznaniu znamienitych zasług w działalności społecznej i charytatywnej na rzecz repatriantów z Kazachstanu. Za ofiarną postawę w niesieniu pomocy drugiemu człowiekowi".

Prezydent Andrzej Duda, wręczając odznaczenie, podziękował w imieniu wszystkich Polaków, a zwłaszcza tych, o których pani Zofia nie zapomniała, oddając swój majątek, zaangażowanie i serce w czasach, gdy Polska "nie stanęła na wysokości zadania".