Wpadła do sali egzaminacyjnej i zaczęła krzyczeć na komisję. W ten sposób dostała się na studia aktorskie, chociaż nawet o to nie aplikowała. Krystyna Janda nigdy nie bała się mówić wyraźnie, co myśli, a jak pokazał Czarny Protest, który pomogła rozpropagować, ludzie chcą słuchać tego, co ma do powiedzenia.

Jeszcze kilka lat temu na hasło Krystyna Janda zdecydowana większość z nas zaczęłaby wymieniać jednym tchem filmy i role teatralne, z których zasłynęła aktorka. W ostatnim czasie obok osiągnięć artystycznych od razu wspominamy zaangażowanie w sprawy ważne dla kobiet w Polsce. Z niekwestionowanej królowej polskiego filmu stała się ulubienicą feminstek i jedną z najbardziej znienawidzonych postaci prawicy.

Zadecydował przypadek

Ale Krystyna Janda wielką artystką mogła wcale nie zostać, bo... na studia aktorskie wcale się nie wybierała. Janda do 7. roku życia wychowywana była przez dziadków. Później mieszkała już z rodzicami i siostrą, którzy wiele uwagi poświęcali wykształceniu i wiedzy córek. Uczyła się gry na fortepianie i języków obcych, ale to sztuka zawładnęła jej sercem. Uczęszczała do studium baletowego i warszawskiego Liceum Plastycznego w Łazienkach, szkoły, gdzie uczniowie dyskutowali bez zahamowań o polityce i ustroju. Krystyna Janda w tamtym czasie poświęciła się rzeźbie i malarstwu i tylko przypadek zadecydował, że zamiast na ASP zaczęła studiować w Wyższej Szkole Teatralnej.

- Studia teatralne przeszłam jak we śnie. Upojnym – pisze we wspomnieniach aktorka, która na studiach poznała swojego pierwszego męża, aktora Andrzeja Seweryna. Na trzecim roku studiów artystka zaszła w ciążę, co nie przeszkodziło jej zadebiutować na deskach teatru. W piątym miesiącu ciąży wystąpiła w  spektaklu „Trzy siostry” Czechowa.

Nie można bać się mówić

Ról teatralnych nie brakowało, ale to dzięki filmowi i Andrzejowi Wajdzie usłyszała o niej Polska i świat. Krystyna Janda zrobiła z Wajdą cztery filmy, które natychmiast zrobiły z niej gwiazdę, chociaż „Człowieka z marmuru” pokazywać w kinie nie chciano.

Rola Agnieszki przyniosła jej sławę i umożliwiła pracę nad kolejnymi projektami. Charyzmatyczna postać tak bardzo „zlała się” z aktorką, że w późniejszych latach artystce często proponowano role silnych i niezależnych kobiet, w których Janda wydawała się absolutnie naturalna. Jak wielokrotnie podkreślała, praca nad filmem nauczyła ją, że nie można bać się mówić o ważnych sprawach, że nie wolno zgadzać się na coś, co wydaje się niesłuszne, niesprawiedliwe i krzywdzące dla ludzi.

W kolejnych latach rozpadło się małżeństwo aktorki z Andrzejem Sewerynem, ale za to przyszły dziesiątki świetnych ról m.in. w „Przesłuchaniu”, „Pestce” czy „Kochankach mojej mamy”. Za „Przesłuchanie” została nagrodzona na festiwalu w Cannes. Na początku lat 80. aktorka ponownie wyszła za mąż. Jej mężem został operator Edward Kłosiński, z którym ma dwóch synów.

- Po wieloletnich staraniach urodziłam dwóch synów w półtorarocznym odstępie czasu i na trzy lata praktycznie odeszłam z zawodu, zajęłam się dziećmi i ich wychowywaniem. Wszystkie propozycje po Złotej Palmie przepadły. Nie żałowałam – pisze we wspomnieniach artystka.

Edward Kłosiński zmarł w 2008 roku. Rok po jego śmierci aktorce udało się nakręcić z Andrzejem Wajdą film „Tatarak”, w którym znalazł się wątek śmierci ukochanego. To właśnie to dzieło Krystyna Janda uważa za swoje największe artystyczne osiągnięcie.

Prekursorka

Bycie nagradzaną aktorką i reżyserką chyba musiało powoli znudzić się artystce, gdy wpadła na pomysł, by założyć własny teatr. Obecnie pomysł nie wydaje się tak oryginalny, bowiem funkcjonuje wiele takich placówek, by wspomnieć chociażby o należących do Emiliana Kamińskiego czy Michała Żebrowskiego. Jednak gdy w 2005 roku jako jedna z pierwszych zdecydowała się na ten krok, wiele osób nie kryło zdumienia. Teatr Polonia istnieje do dzisiaj i mimo obcięcia dotacji z Ministerstwa Kultury funkcjonują jeszcze jedna jednostka, Och-Teatr. Brak finansowania z rządu aktorka komentowała wielokrotnie, czym naraziła się na krytykę.

- Prowadzę teatr za zarobione przez nas pieniądze, teatr, jakiego nie powstydziłaby się żadna europejska stolica. I robię to w imieniu państwa polskiego. A to państwo jest wobec mnie wredne. To państwo nie chce mi pomóc - stwierdziła.

Takiej fali hejtu, jaka spłynęła na artystkę po Czarnym Proteście, nikt się jednak nie spodziewał.

Krystyna Waleczna

24 września 2016 roku. W Polsce trwa burza w związku z obywatelskim projektem popieranym przez Prawo i Sprawiedliwość, który chce wprowadzić zakaz aborcji i karać za nią kobiety, które poddały się zabiegowi. Media aż huczą od kolejnych wypowiedzi dotyczących pomysłu. Prawica liczy na to, że „przywróci normalność”, z kolei lewa strona sceny politycznej łapie się za głowę.

Krystyna Janda publikuje post, który zmienia wiele. Aktorka przypomina, że lata temu mieszkanki Islandii na jeden dzień przestały wykonywać obowiązki służbowe i prace domowe.

Tysiące osób udostępniają informacje, w błyskawicznym tempie organizowane są marsze. 3 października setki tysięcy kobiet w dużych i małych miastach uczestniczą w Czarnym Proteście. Władze przerażone zasięgiem strajku przestają tak entuzjastycznie wypowiadać się o zakazie aborcji, projekt przepada w głosowaniu. Tak jak i pomysł, by rozszerzyć listę przypadków, gdy usunięcie ciąży będzie legalne, o czym aktorka wciąż pamięta.

Jej „waleczność” nie przysporzyła jej fanów. Z aktorki uwielbianej stała się aktorką wyklętą. Ofiarą nie tylko internetowego hejtu. Na sopockim festiwalu Dwa Teatru publiczność zaczęła krzyczeć na aktorkę. Jedna z kobiet wołała: Jak pani mogła brać udział w skeczu o Smoleńsku!

Teraz te ataki na nią są jeszcze ostrzejsze. Ostatnio w radiu reżyserka opowiadała, jak na ulicy ktoś opluł jej auto.

- Kiedyś, pamiętam, tuż po zmianach 1989 roku, mówiliśmy w telewizyjnych akcjach społecznych: „Jesteśmy wreszcie we własnym domu”. Teraz nie jesteśmy. Odmawia mi ktoś ojczyzny, miana patriotki, Polki, obywatelki, wolnej kobiety, decydującej o swoich poglądach, życiu, ciele, wierze. „Wypierdalaj” - piszą, wzywają, szkalują niezasłużenie i bezkarnie. Nienawidzą - tak czuję, niestety. Jest mi teraz często źle tu i smutno - wyznała.

Jeśli ktoś myślał, że po Czarnym Proteście artystka przestanie krytykować politykę władz, to srogo się pomylił.

Niedawno pojawił się pomysł, by 8 marca zorganizować Ogólnopolski Strajk Kobiet. Krystyna Janda zachęca do wzięcia udziału. „Musimy zobaczyć, ile nas jest. Ile jest kobiet, które chcą wolności” apelowała w audycji radiowej.

Organizatorki protestów liczą na rekord frekwencji.

„Artysta w kuchni” odc. 1 Zobacz jak gotują Kałamaga i Żurawlewa