Ekspertka w dziedzinie kobiecej seksualności Joanna Keszka zdradza, jak mieć dobry seks. Liczy się to, żeby dzielić się swoimi pragnieniami, marzeniami i wspierać. Aby podkręcić atmosferę, wystarczy rozmowa. Możemy na przykład wspólnie pofantazjować, co byśmy zrobili w pokoju hotelowym, gdybyśmy mieli okazję w nim być...

Dobry seks łączy bardziej niż gar zupy na stole. Dlatego zajęła się pani seksem kobiet?
Zajmuję się promowaniem kobiecej seksualności, bo uważam, że w polskich rozmowach na ten temat brakuje kobiecej perspektywy. Stosuje się wobec pań wyłącznie męski wzorzec seksu. Mówi się, że seks jest ważny dla mężczyzn, a kobiecą seksualność sprowadza głównie do dostarczania im bodźca erotycznego i zaspokojenia męskich potrzeb.

Stąd tyle porad skierowanych do nas pod hasłem „jak być sexy”, które nie mają nic wspólnego z odkrywaniem przez kobiety własnych erotycznych pragnień, a tylko z wyglądem, który ma zaspokajać męskie gusta. Jak możemy mówić o prawie kobiet do przyjemności z seksu, kiedy szkoli się nas jedynie we wzbudzaniu męskiego pożądania, a niewiele mówi o tym jak zaspokajać własne?
Proszę powiedzieć mężczyźnie, że ma iść do sypialni, ale nie będzie miał z tego przyjemności, to zapyta „Po co mam iść?”. A kobietom wciska się do głowy wzorzec, że seks służy do tego, by przyciągnąć do siebie i zatrzymać partnera. O satysfakcji niewiele jest mowy, a jeżeli już, są to jakieś nierealistyczne bajki rodem z porno w stylu, że on w nią wszedł, a ona jakoby miała oszaleć z rozkoszy. W polskich sypialniach brakuje poważnego traktowania prawa kobiet do odkrywania i przeżywania seksu na własnych zasadach. Uważam, że dążenie do orgazmu wyzwala kobietę. Uczy zauważać, że moje potrzeby też są ważne, że to, czego chcę, też się liczy, że zasługuję na rzeczy dobre, na dobre traktowanie...

Całą rozmowę z Joanną Keszką przeczytasz w sobotnio-niedzielnym, 17-18 września, papierowym wydaniu "Gazety Lubuskiej" oraz w serwisie plus.gazetalubuska.pl