Restauracja na Pergoli zamknięta. Spółka Hala Ludowa wypowiedziała umowę firmie, która do tej pory prowadziła Bistro Bar i Restaurację A'la carte przy zabytkowym kompleksie. Spółka jako powód wypowiedzenia umowy podała względy bezpieczeństwa. Sławomir Onufrejów, właściciel firmy prowadzącej restaurację uważa, że działanie władz spółki jest bezprawne. A powody dla których z dnia na dzień wypowiedziano mu umowę - nieprawdziwe.

Sławomir Onufrejów prowadził restaurację na Pergoli od 2010 roku. W tym czasie zorganizował wiele imprez, także tych na zlecenie miasta. Onufrejów może się pochwalić całym segregatorem referencji, które zostały wystawione przez gości. Umowę z Halą Ludową na prowadzenie restauracji na Pergoli, miał podpisaną do 2024 roku. Spółka jednak zdecydowała się na wcześniejsze rozwiązanie umowy, jako powód podaje względy bezpieczeństwa.

- Powodem decyzji było naruszenie przez firmę INVEST SYSTEM-EU Sp. z o.o. warunków umowy związanych z przestrzeganiem zasad BHP i przeciw pożarowych, co w bezpośredni sposób zagrażało bezpieczeństwu osób przebywających na terenie kompleksu Hali Stulecia, jak również stwarzało realne niebezpieczeństwo zniszczenia mienia należącego do spółki Hala Ludowa. Zarząd, będąc odpowiedzialnym za wszystkich gości przebywających na terenie kompleksu, jak również wypełniając spoczywający na spółce obowiązek dbałości o obiekty wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, nie mógł w zaistniałej sytuacji podjąć innej decyzji, niż zakończenie współpracy z firmą INVEST SYSTEM-EU Sp. z o.o. - czytamy w oficjalnym oświadczeniu spółki.

Janusz Wójtowicz

Spółka zapowiada, że zrobi wszystko, aby jak najszybciej uruchomić ponownie działalność gastronomiczną w lokalach restauracyjnych Wrocławskiego Centrum Kongresowego.

Sławomir Onufrejów, właściciel firmy prowadzącej restaurację na Pergoli całą sytuację widzi jednak zupełnie inaczej. Uważa on, że zdarzenie, o którym wspominają władze spółki jest tylko pretekstem do pozbycia się jego restauracji z terenu hali.

- Podstawą do wypowiedzenia nam umowy był interwencja straży pożarnej. Władze spółki twierdzą, że wzniecono pożar zagrażający zdrowiu, życiu i mieniu Hali Ludowej. Tymczasem mamy protokół straży, w którym nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości. Sami strażacy w sporządzonym meldunku mówią o spaleniu śmieci w kubełku metalowym. Interwencja strażaków trwała kilkanaście minut i zużyto w jej trakcie litr wody. Ten incydent w żadnym razie nie zagrażał bezpieczeństwu. Strażacy przyjechali na miejsce, ponieważ włączyły się alarmy przeciwpożarowe - tłumaczy Sławomir Onufrejów i dodaje, że do pomieszczenia, gdzie tlił się ogień miało dostęp wiele osób, a nie tylko jego pracownicy. Według niego władze spółki wykorzystały ten incydent, żeby pozbyć się jego firmy z terenu hali.

- Tak się nie robi, to działanie bezprawne. Z dnia na dzień wymieniono zamki w drzwiach i pozbawiono 40 moich pracowników środków do życia.

CZYTAJ WIĘCEJ O TEJ KONTROWERSYJNEJ SPRAWIE NA KOLEJNEJ STRONIE