Z opublikowanego przez izbę raportu wynika, że uczelnie ustalały wysokość opłat rekrutacyjnych bez sporządzenia "odpowiedniej kalkulacji kosztów" co sprawiało, że były to kwoty zbyt wysokie.

Państwo nie pokrywa kosztów postępowania rekrutacyjnego, dlatego uczelnie mogą samodzielnie ustalać tę stawkę, nie może ona jednak przekraczać określanej rozporządzeniem ministra nauki i szkolnictwa wyższego kwoty, a jej wysokość powinna wynikać z kosztów działań, które są niezbędne do sprawnego przeprowadzenia rekrutacji.

Tymczasem m.in.

na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, Politechnice Wrocławskiej i Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, koszty procesu rekrutacji były "nierzetelnie kalkulowane i rozliczane" jak stwierdza NIK.

Warszawska uczelnia zawyżyła swoje opłaty o 15 zł - kandydaci na studia, którzy przystępowali na AWF do sprawdzianu sprawności fizycznej, płacili 100 zł, natomiast ci, którzy rekrutowali się na kierunki niewymagające tego testu, płacili 85 zł, czyli najwyższą możliwą stawkę.

Zawyżone opłaty rekrutacyjne doprowadziły do tego, że skontrolowane przez izbę uczelnie uzyskały w latach akademickich 2014/2015 i 2015/2016 prawie 900 tys. zł dodatkowych, nienależnych przychodów, a część z nich przeznaczono na zadania, które wcale nie  są niezbędne do  rekrutacji, np. zakup niezwiązanego z nią sprzętu.

NIK uznał również, że część uczelni kieruje się "niespójnymi i nieprecyzyjnymi" zapisami, które mają pozwolić studentom na zwalnianie z niektórych opłat uczelnianych, co w praktyce sprawiało, że uzyskanie takich zwolnień było utrudnione.

"Na przykład: na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie o takie zwolnienie mogła wystąpić osoba, która znalazła się w trudnej sytuacji materialnej z powodów losowych oraz miała jednocześnie wysoką średnią ocen (co najmniej 4,9) za ostatni okres zaliczeniowy" podaje NIK.