Państwo ma dziś dużo do zrobienia - jednak nie poprzez dodatkowe wydatki, czy interwencje w rynek, ale przez stworzenie lepszego klimatu dla biznesu.

Ledwie skończyły się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, a zostaliśmy przytłoczeni mało optymistycznymi informacjami gospodarczymi. Dotyczą one zarówno świata, jak i sytuacji Polski.

prof. Henryk Wnorowski, wykładowca nauk ekonomicznych Uniwersytetu w Białymstoku:

Okazuje się, że w Grecji wcale się nie poprawia, „zwycięstwo” premiera  Włoch – Montiego na szczycie UE także okazało się bardzo krótkotrwałe - ratingi tego kraju znowu zostały obniżone, dochodzą do nas kolejne złe wieści z Portugalii, Hiszpanii, a także z Cypru.
Coraz głośniej zaczyna się mówić również o Francji.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy koryguje swoje prognozy dotyczące gospodarki światowej, oczywiście w dół.

W naszym kraju kolejne zapowiedzi zwolnień grupowych (np. w grupie PZU pracę może stracić blisko 400 osób), inflacja powyżej oczekiwanej, gorsze wyniki eksportu, wreszcie wyhamowująca skłonność zakupowa.
Niestety wszystko to rzeczywiście ma miejsce, ale czy autentycznie jest zaskoczeniem? Moim zdaniem, być nie powinno!

Kryzys ciągle trwa i trzeba go przetrwać (w kryzysie też ludzie żyją, a gospodarki funkcjonują, niektórzy twierdzą, że pełni on nawet rolę „oczyszczającą”). Należy się zgodzić, że trwa długo (rzekłbym za długo, jeśli przyjmiemy, że rozpoczął się 15 września 2008 r. wraz z upadkiem Lehman Brothers), to już blisko 4 lata, czyli dwa razy dłużej niż średnia recesja w ciągu ostatnich 150 lat. Należy jednak zwrócić uwagę, że także ostatni boom, ten przed wybuchem obecnego kryzysu trwał prawie cztery razy dłużej niż przeciętny okres prosperity przez ostatnie półtora wieku.

Jak się wobec tego zachowywać?

Warto mieć świadomość tych faktów, jednak nie należy absolutnie się z nimi godzić ani ich akceptować. Trzeba funkcjonować normalnie (tak jak się tylko da), bez zbyt częstego przypominania, że już jest (że ciągle jest, albo że za chwilę będzie znacznie gorsza) recesja. Otóż wiele wskazuje na to, że w ekonomii zadomowiła się swoista odmiana solipsyzmu biskupa Berkeley'a, wedle której esse est percipi (istnieć to znaczy być postrzeganym).

Przybiera ona tu postać prawa zgodnie z którym w ekonomii  coś istnieje tylko wtedy, kiedy się w to wierzy; w momencie kiedy powstają wątpliwości to, co istniało – znika! Np. bank jest wypłacalny tak długo dopóki ci co ulokowali tam depozyty wierzą, że jest wypłacalny; w momencie gdy posiadacze lokat zwątpią w jego wypłacalność- wypłacalny nie będzie…, osiedlowy sklep ma wystarczającą ilość zapałek-tak długo jak ludzie wierzą, że zapałki są i będą. Ale niech tylko w to zwątpią-natychmiast zapałek zabraknie.
Proszę nie odczytać tego, iż twierdzę (albo namawiam do tego) żeby chóralnie śpiewać „Polacy nic się nie stało”. Oj stało się, stało. Sytuacja jest bardzo poważna, co prawda, gdzie indziej znacznie poważniejsza niż u nas), ale to nie powód by się uspokajać. Wiadomo, skąd nasze dzisiejsze kłopoty, choć jest to dziś często przemilczane. Obecny poziom rozwoju osiągnęliśmy na kredyt, więc trzeba go teraz odpracować.

Co w takim razie robić?

Duchowy przywódca Tybetu w trakcie swojej wizyty w maju tego roku w Wielkiej Brytanii w rozmowie z premierem Cameronem na tematy gospodarcze powiedział: "You need to do more work" - czyli "Musicie więcej pracować". Powtórzył to trzykrotnie a za ostatnim razem dodał hard work, czyli ciężko pracować.

Jest to generalne przesłanie, które powinniśmy zaadresować do wszystkich, w takiej sytuacji jak obecnie, przede wszystkim do rządu. Jest sporo miejsca do jego aktywności, niekoniecznie polegającej na zwiększaniu wydatków rządowych, wcale nie chodzi o klasyczny interwencjonizm państwowy.

Osobiście nie jestem specjalnym zwolennikiem Keynesizmu, a takich rekomendacji słyszymy najwięcej. Jeśli nawet, doktryna ta była skuteczna 80 lat temu, to nie znaczy, że dzisiaj będzie także, zresztą wcale nie mamy pozytywnych doświadczeń z ostatnich lat (przykładem niech będą firmy budujące polskie autostrady). Wśród ekonomistów także nie ma jednomyślności, co prawda przed wybuchem kryzysu - w roku 2004, ale jednak – N. Hultberg, H. Hoppe, M N, Rothbard, J. T. Salerno, swoją książkę zatytułowali: „Jak zrujnować gospodarkę, czyli Keynes wiecznie żywy”. Więcej państwa w gospodarce, to przede wszystkim lepsze instytucje, skuteczniejsze prawo, mniej barier biurokratycznych i nie tylko, co przekłada się na lepszy klimat dla prowadzenia biznesu.

Zostawmy może już te wielkie teorie, a wróćmy do wydaje się najpoważniejszego dzisiaj problemu, a mianowicie , do sytuacji na rynku pracy. Nie można zaakceptować tezy, iż jest to jedynie efekt kryzysu w strefie euro. Rząd bardzo długo chwalił się „zieloną wyspą”, a przecież nie była to jego zasługa, lecz polskich przedsiębiorców (także splotu innych zdarzeń o charakterze  mikro i makroekonomicznym, w tym korzystnego kursu naszej waluty). Przedsiębiorcy walczyli tak długo jak byli w stanie, teraz też walczą ale mniej skutecznie. Jeśli mają dalej zatrudniać, jeśli maja powstawać nowe przedsiębiorstwa w czasie spowolnienia gospodarczego, to potrzeba ułatwień i preferencji dla biznesu na poziomie mikroekonomicznym. Do tej pory ciągle tego nie ma a wprost przeciwnie rząd funduje przedsiębiorcom zwiększenie kosztów ich funkcjonowania (np. wzrost stawki rentowej). W ten sposób liczba miejsc pracy nie wzrośnie, nawet jeśli to będzie deklarowane przez rząd – zaklinanie rzeczywistości nic tu nie pomoże, potrzeba działań. We wszystkich rankingach przychylności biznesowej wypadamy źle i bardzo źle. Dłużej nie można czekać ze zmianami.

A my, obywatele?

Nie będę super oryginalny mówiąc "bierzmy sprawy w swoje ręce", ale jednak to powiem. Zakładajmy przedsiębiorstwa, także jako nabywcy jesteśmy niezwykle pożyteczni i decydujemy o sile naszej gospodarki. Myślę, że oswoimy się z informacjami o osłabieniu gospodarczym i powrócimy do dobrych zwyczajów zakupowych. Gorąco wierzę, że nasi sportowcy w czasie Olimpiady w większym stopniu, niż zrobili to piłkarze, przyczynią się do poprawy naszego optymizmu, który znajdzie odzwierciedlenie także w gospodarce.