Szybki wzrost cen nowych mieszkań zachęca do pospiesznych zakupów. Dekadę temu zakończyło się to fatalnie dla nabywców i to nie tylko tych, którzy zaciągali wówczas kredyty rozliczane we frankach. Za nowe nieruchomości przepłacali wszyscy - nawet o 40-50 proc. w porównaniu z rynkową wyceną wartości mieszkań i domów gdy ceny się ustabilizowały. A jak jest z transakcjami teraz?

Mija właśnie dziesięć lat od polskiej „bańki mieszkaniowej”; dziesiątki tysięcy rodzin kupowały wówczas nowe mieszkania i domy w pośpiechu, sądząc, że jeśli nie zrobią tego natychmiast, spełnienie marzeń o własnym lokum kosztować ich będzie jeszcze więcej. Był to też okres apogeum dla kredytów rozliczanych we frankach szwajcarskich. Osoby, które zdecydowały się na pospieszny zakup i zaciągnęły na tę transakcję kredyt walutowy, straciły i wskutek przepłacenia za nieruchomość wycenioną przez rynek grubo ponad jej rzeczywistą wartość i przez drożejące w kolejnych latach franki szwajcarskie.

Na razie mieszkania mocno drożeją w dużych aglomeracjach za wyjątkiem Warszawy, Trójmiasta i Poznania.

Na rynkach jest jak w biblijnej przypowieści o siedmiu latach tłustych i chudych, z tą różnicą, że analitycy używaj pojęć koniunktura i dekoniunktura (hossa lub bessa). Po upływie dziesięciu lat eksperci analizujący rynek nieruchomości w Polsce mocno więc zastanawiają się, czy stopniowo poprawiająca się sytuacja ekonomiczna Polaków (spadek bezrobocia, wzrost wynagrodzeń) nie doprowadzi do kolejnego przesilenia na tym rynku.

Mówiąc wprost - czy znów nie będziemy mieli do czynienia z cenowym wyścigiem o konsekwencjach dla konsumentów równie dramatycznych jak te, które spotkały ich poprzedników nierozważnie przeprowadzających transakcje w latach 2005-2008. Bo „mądry Polak po szkodzie” jest tylko w popularnym porzekadle - na rynkach finansowych zaś - bardzo rzadko.

- Zestawiając średnie ceny ofertowe nowych mieszkań na dziewięciu wiodących krajowych rynkach nieruchomości w połowie bieżącego roku i rok wcześniej, na pierwszy rzut oka widać dość wyraźne liczone rok do roku dodatnie zmiany, choć tymczasem tylko w czterech przypadkach - uważa Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. - W ciągu ostatnich 12 miesięcy mieszkania deweloperskie najbardziej - w granicach 4-6 proc. - podrożały we Wrocławiu, Łodzi, Krakowie i Szczecinie. Znacznie mniejszy wzrost w wymiarze nieco ponad 1 proc. zanotowano w Warszawie, Trójmieście i Poznaniu. Natomiast większych zmian nie zanotowano w Katowicach i Lublinie. Pytanie, czy tego typu tendencję można już zakwalifikować jako typową hossę, albo przynajmniej jej zapowiedź. Jeżeliby uśrednić cenę ofertową z prezentowanych ośrodków z uwzględnieniem wagi wolumenów ofert mieszkań dewelo-perskich dla każdego z nich, to otrzymamy wynik na poziomie 6770 zł/mkw. w połowie br. wobec 6593 zł/mkw. rok wcześniej. Daje to różnicę r/r rzędu 2,7 proc. Jakby więc nie patrzeć, otrzymany wynik na tyle koresponduje z bieżącym poziomem krajowej inflacji, że o jakimś spektakularnym wzroście cen nowych mieszkań w ostatnich 12 - tu miesiącach bardzo trudno jest mówić. A to dowodzi, że boom sprzedażowy w pierwotnym segmencie mieszkaniówki wciąż nie generuje większych symptomów klasycznej, pamiętnej sprzed dekady hoss - podsumowuje Jarosław Jędrzyński.
Na razie więc wzrosty cen metra kwadratowego to głównie efekt drożejących gruntów oraz jednorazowego czynnika jakim jest zakończenie przez rząd programu „Mieszkanie dla Młodych”.

- W Polsce ponadto coraz bardziej brakuje rąk do pracy, a więc coraz szybciej rosną i będą rosły koszty osobowe deweloperów, wynikające przede wszystkim z kosztów wykonawstwa prac budowlanych, choć nie tylko. Po trzecie deweloperom podnosi się ciągle poprzeczkę w kwestii jakości budowanych osiedli, głównie pod kątem energooszczędności i ekologii, a to musi kosztować - mówi ekspert portalu RynekPierwotny.p. I dodaje: - Zwyżki cen nowych mieszkań, tymczasem o dość ograniczonej skali, wynikają więc z kalkulacji rosnących kosztów przez deweloperów. Tym samym ponadprzeciętna podaż mieszkań nie ma tu większego znaczenia dla hamowania tej tendencji. Jeśli koszty będą dalej rosły, a wszystko na to wskazuje, to będą też rosły ceny mieszkań, choć lepiej by działo się to w jak najbardziej umiarkowanym niż w ekspresowym tempie.

Dopiero więc gdy we wszystkich kluczowych miastach, w tym przede wszystkim w stolicy da się odnotować jednorazowo kilkuprocentowy wzrost cen, można będzie uznać, iż pojawiły się realne przesłanki dla kolejnego boomu na rynku mieszkań.

Może zaciekawią Cię te artykuły? Kliknij

Tanie latanie liniami Ryanair już nie będzie takie tanie. Dlaczego?

Już nie tylko zatrute jajka z Holandii, ale prosto z polskich ferm. Gdzie trafiły?

Od soboty 9 września w punktach lotto można zagrać o 90 milionów euro! Jak wygrać taką fortunę?