Rada Europejskiego Banku Centralnego nie zmieniła stóp procentowych, ale stawka EURIBOR notuje najniższe poziomy w historii, co sprawia, że i raty kredytów w euro uwierają mniej.

Wprawdzie w ostatnim miesiącu trzymiesięczny EURIBOR (popularna baza oprocentowania kredytów hipotecznych w euro) nie spadał już tak dynamicznie jak od początku roku, ale nadal powoli się obniża i jest już poniżej poziomu 0,2 proc. Tak nisko nie był jeszcze nigdy, na czym korzystają osoby spłacające kredyty w europejskiej walucie.

Porównując do maja br., rata kredytu w euro obniżyła się tylko ze względu na spadek EURIBOR-u o ok.

6 proc. Gdyby cofnąć się o kolejne pół roku, czyli do listopada 2011 roku, okaże się, że spadek wynosi aż 15 proc. Kalkulacja obejmuje jednak tylko wpływ oprocentowania, a należy pamiętać,  w przypadku kredytów walutowych nie mniej istotnym czynnikiem decydującym o wysokości raty jest kurs walutowy.

Ten zaś, porównując do poziomów zarówno sprzed sześciu jak i 12 miesięcy, jest dla kredytobiorców jak najbardziej korzystny. Rok temu euro kosztowało nawet więcej niż 4,50 zł, pół roku temu 4,30-4,40 zł, a teraz ok. 4,15.

Składając razem oba czynniki okaże się, że kredytobiorca, który w listopadzie ubiegłego roku pożyczył w euro 300 tys. zł na 30 lat płaci teraz ratę na poziomie 1105 zł podczas gdy pół roku temu było to 1202 zł, a rok temu 1384 zł. W ciągu roku jego miesięczne obciążenie z tytułu kredytu hipotecznego spadło o 279 zł, czyli o 20,2 proc. Taka obniżka to bardzo dobra wiadomość, ale warto na nią spojrzeć i z drugiej strony: skoro rata kredytu walutowego może w takim tempie spadać to może i rosnąć. Ta dobra wiadomość powinna być tak naprawdę ostrzeżeniem dla klientów, którzy zbyt optymistycznie patrzą na swój kredyt. Zadłużanie się w obcej walucie jest krokiem ryzykownym, gdyż przy niesprzyjających warunkach (rosnące stopy i osłabienie złotego) rata kredytowa może w kilka kwartałów urosnąć nawet o kilkadziesiąt proc.

Aktualnie chętni na kredyt w euro będą mieli ze znalezieniem go spory problem, bo od kilku kwartałów jest o takowy coraz trudniej. Jeśli już jakiś bank ma go w swojej ofercie to zwykle oczekuje od klienta wysokich zarobków (rzędu 10 tys. netto lub więcej), a dodatkowo wysokie marże raczej odstraszają niż przyciągają. Nic zatem dziwnego, że w II kw. 2012 r. prawie 95 proc. rynku stanowiły kredyty złotowe, tych w euro było 5,2 proc. W kolejnych kwartałach zapewne będzie ich jeszcze mniej.

Źródło: Open Finance