Na popularności zaczęły zyskiwać emisje obligacji korporacyjnych denominowanych w euro z uwagi na historycznie niskie stopy procentowe w strefie euro. Dają one zarobić - podobnie jak obligacje rozliczane w złotych - nieporównywalnie więcej od lokat bankowych.

Inwestor chcący ulokować środki w inwestycję regularnie wypłacającą odsetki ma szerokie spektrum możliwości. Oczywistym wyborem mogą być lokaty czy też obligacje korporacyjne, które dają perspektywę wyższej stopy zwrotu. Inwestycje te dostępne są zarówno w polskich złotych, jak i walutach zagranicznych. Przyjrzyjmy się możliwościom powierzenia kapitału w ww. inwestycje.

Lokaty: bezpieczne, ale tylko 1 proc. zysku

Zacznijmy od najpopularniejszej formy oszczędzania, tj. od lokat. Mają one kilka zalet jak m.in. duża dostępność czy też gwarancja depozytów do kwoty 100 tys. euro przez BFG. Niemniej jednak istotnym minusem lokat jest ich oprocentowanie. Według danych Narodowego Banku Polskiego średnie oprocentowanie depozytów w styczniu 2017 r. wyniosło ok. 1,0 proc.

Czytaj też:
Fiskus sam wypełnia PIT-y. I to nie dla wybranych, ale praktycznie każdego kto składa PIT-37, nawet jeśli rozlicza się z małżonkiem czy dzieckiem albo odlicza ulgę. Jak z tego skorzystać?

Natomiast według danych rynkowych oprocentowanie lokat w euro jest jeszcze niższe i wynosi ok. kilkadziesiąt setnych proc. Z reguły dla inwestorów, którzy zgromadzili pokaźną sumę gotówki perspektywa zarobku do 1 proc. w skali roku wydaje się nieatrakcyjna. Do tego dochodzi fakt, że zagwarantowanie 100 tys. euro dla niektórych inwestorów może nie mieć istotnego znaczenia z uwagi na wielkość posiadanych aktywów.

Obligacje korporacyjne: ryzyko, ale z perspektywą "konfitur"

Naprzeciw lokatom stają obligacje korporacyjne, które co prawda nie mają gwarancji BFG, ale w zamian oferują kilkukrotnie wyższe oprocentowanie. Obligacje korporacyjne w Polsce zaczęły zyskiwać popularność w 2009 r., gdy powstał rynek Catalyst. Od tego czasu charakterystyczne dla rynku było emitowanie zdecydowanej większości serii w oparciu o zmienny kupon oraz obligacji denominowanych w polskich złotych. O ile w popularności zmiennego kuponu zbyt wiele się nie zmieniło, o tyle na rynku częściej zaczynają się pojawiać emisje w walutach obcych, a konkretnie w jednej walucie, tj. euro.

Na koniec lutego 2017 r. wartość euroobligacji notowanych na Catalyst wyniosła 2,2 mld euro, co w przeliczeniu na „złotówki” daje ok. 9,5 mld zł. W porównaniu z wartością notowanych na giełdzie wszystkich obligacji korporacyjnych (ponad 70 mld zł), udział obligacji walutowych wyniósł 13 proc. Warto jednak zwrócić uwagę, że gros (23 mld zł) całości outstandingu stanowiły obligacje BGK. Udział obligacji denominowanych w euro w relacji do całości rynku bez obligacji wyemitowanych przez BGK wynosiłby 20 proc. Zatem co piąta „złotówka” na giełdowym rynku obligacji korporacyjnych w Polsce była wyemitowane w euro.

Na uwagę zasługuje fakt, że wartościowo aż 38 proc. obligacji notowanych w euro zostało wprowadzonych na rynek w minionym roku. Co więcej, 40 proc. serii notowanych w euro swój pierwszy dzień notowań miało w grudniu 2016 r. Powyższe statystyki pokazują, że emisje w euro zyskały na popularności w ostatnim czasie.

Zysk uzależniony od renomy firmy

Z reguły oprocentowanie obligacji wyemitowanych przez jednego emitenta jest niższe w przypadku obligacji denominowanych w euro niż w polskich złotych, co wynika z tego, że w strefie euro obowiązują niższe stopy procentowe i tym samym niższe stopy referencyjne. Na przykład w Polsce wartość WIBOR 3M wynosi ok. 1,7 proc., podczas gdy wartość europejskiego odpowiednika (EURIBOR 3M) jest o ok. 2 pkt. proc. niższa (-0,3 proc.).

Wśród emitentów obligacji korporacyjnych w euro można znaleźć takie firmy jak m.in. Kruk, Ghelamco Invest czy też spółki zależne od PKN Orlen, PKO BP oraz PZU. Bieżące oprocentowania obligacji dla ww. emitentów wahają się od 1,4 proc. (PZU) do 4,1 proc. (Ghelamco Invest).

Warto jednak zaznaczyć, że dla inwestorów z nieco grubszym portfelem opłacalne może się okazać zabezpieczenie ryzyka kursu walutowego, co po pierwsze ograniczy ryzyko walutowe, a po drugie umożliwi inwestorowi zarobienie punktów swapowych, co wynika z ww. różnic w stopach procentowych. Obligacje w euro mogą też być dobrą alternatywą dla osób, które generują koszty w euro, bowiem otrzymywanie kuponów w euro może naturalnie zabezpieczy
je przed ryzykiem walutowym.

Podsumowując, na popularności zaczęły zyskiwać emisje obligacji korporacyjnych denominowanych w euro z uwagi na historycznie niskie stopy procentowe w strefie euro. Inwestycja w nie, tak jak w „złotówkowe” obligacje, wiąże się z ryzykiem kredytowym, ale już niekoniecznie musi się wiązać z ryzykiem walutowym.

Czytaj też:
Inflacja wróciła i atakuje mocniej niż się spodziewaliśmy. Sprawdź co drożeje najbardziej i co można z tym zrobić

Z jednej strony, istnieje możliwość zabezpieczania się przed zmianami notowań euro (zarabiając przy tym punkty swapowe), a z drugiej strony kupony mogą idealnie zabezpieczyć przyszłe wydatki inwestora w euro, naturalnie zabezpieczając go przed ryzykiem walutowym. Zatem obligacje korporacyjne w euro mogą być ciekawą alternatywą dla osób szukających kilkukrotnie wyższego zarobku niż na lokatach.