Na informację o nowym prezydencie USA, Chiny zareagowały zaskakująco niejednoznacznie, zważywszy że podczas kampanii wyborczej Donald Trump nie szczędził Państwu Środka inwektyw (oskarżenia o oszustwa w handlu międzynarodowym, kradzież własności intelektualnej, manipulacje walutowe). Choć większość z nich należy potraktować jako retorykę podyktowaną regułami kampanii, perspektywa napięcia w stosunkach chińsko-amerykańskich zwiększa ryzyko na światowych rynkach finansowych.

Najbardziej oczywistym ryzykiem wydaje się przyszłość wymiany handlowej pomiędzy oboma państwami. Hasło z kampanii  „Make America Great Again” (tzw. „uczynienie Ameryki znów wielką”) nie przewiduje raczej wzrostu importu z Chin. Jednak najwięcej powodów do obaw budzi pytanie czy administracja USA pod rządami Trumpa będzie konturowała przestrzeganie „Shanghai Accord” (tzw. Porozumienie Szanghajskie), a więc wzajemnej koordynacji polityki monetarnej oraz interwencji walutowych. Sądząc po retoryce kampanijnej, Trump nie będzie stosował się do wspomnianego Porozumienia a wręcz przeciwnie, postuluje zdecydowane podwyżki stóp procentowych w USA i zmuszenie Chin do aprecjacji swojej waluty (mimo, że cele te wzajemnie się wykluczają). Sama realizacji tego pierwszego zamierzenia grozi koszmarnym scenariuszem deprecjacji juana, odpływu kapitału i globalnego zaostrzenia polityki monetarnej.

Jednym z głównych wątków kampanii Trumpa był handel i to, jak USA straciły miliony miejsc pracy na rzecz Chin, po wejściu Państwa Środka do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Na stronie internetowej prezydenta-elekta dotyczącej polityki handlowej, Chinom mocno obrywa się za podejmowanie nielegalnych działań, wykradanie tajemnic handlowych i manipulowanie swoją walutą. Zdaniem Pekinu (według agencji Xinhua) retoryka ta jednak w dużej mierze nie powinna być traktowana dosłownie, a uwzględniając współzależność pomiędzy USA i Chinami, podjęte zostaną jedynie umiarkowane działania.

Chińskie obroty w handlu z USA i uzależnienie od eksportu stopniowo spadają (-6,6 procent r/r w październiku), więc Trump może jedynie pogorszyć już i tak złą sytuację. Zdaniem analityków Haitong Bank, w określonych obszarach faktycznie mogą pojawiać się istotne ryzyka. Przykładowo w przemyśle wytwórczym, Chiny zwiększają eksport, więc zmiana może rodzić zagrożenia w obszarze konkurencyjności i własności intelektualnej. Mowa tu między innymi o półprzewodnikach, samochodach, energii odnawialnej i telefonach komórkowych. Dodatkowo inne sektory surowcowe, szczególnie chemiczny, mogą spotkać się z kolejnymi oskarżeniami o stosowanie metod dumpingowych, które nałożą się na spory dotyczące rynku stali. Patrząc szerzej, rosnący amerykański protekcjonizm może pogłębić deflacyjny trend dotyczący produktów przemysłowych i artykułów gospodarstwa domowego na rynkach europejskich i globalnych, zauważalny już w ubiegłym roku.

Choć zdaniem analityków Haitong Bank szanse na to, że Janet Yellen, prezes Fed, w związku z zawirowaniami na rynku, podniesie stopy procentowe wynoszą mniej niż 50 proc., Donald Trump może naciskać na podwyższenie kosztów pieniądza w USA i torpedować Porozumienie Szanghajskie zawarte w marcu 2016 roku, zgodnie z którym USA, Chiny i inne kraje koordynują politykę monetarną i kursową. Porozumienie to w znacznym stopniu pomogło w tym roku ustabilizować rynki. Obok takich czynników jak wzrost cen w sektorze nieruchomości oraz kontrola przepływów kapitałowych ograniczyło destrukcyjne zjawisko odpływu kapitału z Chin, a co za tym idzie ryzyko globalnego zaostrzenia polityki monetarnej. Ewentualne obalenie Porozumienia grozi zwiększeniem zmienności na rynkach i wzrostem napięcia w stosunkach chińsko-amerykańskich.