Wynik wyborów prezydenckich w USA może okazać się kolejnym po Brexicie epizodem, który gruntownie przetestuje kondycję polskiej waluty, ale przede wszystkim odporność rodzimych kredytobiorców hipotecznych zadłużonych w helweckiej walucie.

Kolejne pechowe wybory

Trzeba przyznać, że wybory prezydenckie to nie są czasy, które rodzimi frankowcy mogą zaliczyć do najbardziej udanych okresów w swoim życiu. Zeszłoroczna elekcja rodzimej głowy państwa będzie na zawsze budziła ich skojarzenie z rozczarowaniem, jakim jest niespełniona obietnica prezydenta Dudy przewalutowania ich zobowiązań na złote po pierwotnym kursie franka. Z kolei ostatnie wybory prezydenckie w Ameryce to najprawdopodobniej początek długotrwałej niepewności globalnych rynków finansowych, których pierwszym efektem jest kolejne deprymujące tąpnięcie kursu złotego, przede wszystkim w stosunku do franka szwajcarskiego.

Oprócz silnego wzrostu ryzyka geopolitycznego, oczekiwanego przede wszystkim w regionie Europy Środkowo - Wschodniej, wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA spotęgował obawy o skutki zapowiadanego w kampanii wyborczej kandydata republikanów protekcjonizmu handlowego, który może okazać się zabójczy nie tylko dla gospodarek wschodzących, ale także tych najbardziej rozwiniętych. Do tego dochodzi nieprzewidywalność prezydenta elekta, którego zachowanie, pomysły i wyrażane opinie jeszcze przed rozpoczęciem urzędowania mogą powodować silne turbulencje, zwłaszcza na rynkach wschodzących – tłumaczy Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W efekcie widać wyraźną tendencję do ewakuacji zagranicznego kapitału z Polski, skutkujące gwałtownym wzrostem rentowności krajowych obligacji i spadkiem wartości złotego. Jak by tego było mało, publikacja wstępnego odczytu PKB na poziomie 2,5 proc. w połączeniu z dołującym w kierunku wartości recesyjnych PMI, znacząco podniosły ryzyko gospodarczo-ekonomiczne dla Polski. W ten sposób tworzą się wręcz cieplarniane warunki do kolejnej fali osłabienia złotego względem euro, dolara, a co najbardziej niebezpieczne – szwajcarskiego franka.

Złoty pod nieustanną presją

Dokładnie od sierpnia 2008 roku, czyli pamiętnego dołka notowań szwajcarskiego franka w okolicach 2 zł, rodzima waluta znajduję się pod ciągłą presją na osłabienie. Cały ten długookresowy proces przebiega etapami, co oznacza, że po dłuższym okresie stabilizacji notowań następuje kolejne silne ich przesunięcie w kierunku dalszej deprecjacji złotego. Wiele wskazuje na to, że z kolejną fazą tego typu procesu możemy mieć właśnie teraz do czynienia – tłumaczy ekspert.

Jest to najlepiej widoczne na załączonym wykresie CHF/PLN w kompresji miesięcznej, który nie uwzględnia w swoim przebiegu pamiętnych dramatycznych wahań notowań, jest więc maksymalnie przejrzysty i najbardziej wiarygodny pod względem generowania sygnałów.

Na wykresie widać wyraźnie trzy etapy aprecjacji franka do złotego. Pierwszy, z poziomu dołka z sierpnia 2008 roku, trwał zaledwie pół roku i wyniósł aż 60 proc. Dwa kolejne przyniosły z kolei już „tylko” po kilkanaście procent wzrostów helweckiej waluty. W sumie w okresie ponad 8 lat frank podwoił swoją wycenę względem złotego. Pytanie – co dalej?

Pamiętnego 15 stycznia 2015 roku, po decyzji władz SNB o zaprzestaniu utrzymywania sztywnego kursu franka do euro, notowania CHF/PLN wystrzeliły chwilowo do poziomu 5,20 zł. Jednak na koniec miesiąca frank kosztował już tylko niespełna 4,04 złotego. Poziom ten, oznaczony na wykresie cyfrą 3, przez blisko 2 lata nigdy na koniec żadnego z minionych miesięcy nie został przekroczony. Stworzyło to na wykresie miesięcznym niezwykle silną strefę oporu dla dalszej deprecjacji złotego, która aktualnie jest w agresywny sposób forsowana. Jeśli na koniec bieżącego miesiąca lub któregoś z kolejnych kurs CHF/PLN wyraźnie przebije poziom 4,04 zł, czego usilnie próbuje obecnie dokonać, perspektywa dalszej silnej zwyżki notowań franka do złotego będzie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w perspektywie średnio i długoterminowej.

Frankowcy zdecydują?

Chyba mało kto w tej chwili kojarzy frankowców z jakąś istotną grupą decyzyjną, mogącą mieć poważniejszy wpływ na perspektywy rozwojowe czy też ryzyka szeroko pojętej polskiej gospodarki, a nawet funkcjonowanie państwa. A jednak to właśnie preferencje wyborcze niezwykle licznego i zdyscyplinowanego jak żaden inny elektoratu walutowych kredytobiorców hipotecznych i ich rodzin, zdecydowały o wyniku wyborów prezydenckich w Polsce, a w dalszej kolejności najprawdopodobniej zapewniły po raz pierwszy w historii III RP jednej partii bezwzględną większość parlamentarną.

Podobnie w bliższej lub dalszej przyszłości, o ile w końcu trend słabnięcia złotego nie zostanie skutecznie odwrócony, w gestii tej grupy społecznej będzie leżała decyzja o miejscu i czasie uruchomienia mechanizmów pełnej materializacji kryzysu kredytów hipotecznych wysokiego ryzyka, o trudnych do przewidzenia skutkach dla całej krajowej gospodarki i praktycznie wszystkich jej uczestników. Ponieważ jednak taki scenariusz wydaje się wciąż zbyt katastroficzny by sprawiać wrażenie realnego zagrożenia, należy przyjąć, że obecna sytuacja to tylko kolejny swoisty „stress test” frankowców, po którym sytuacja wróci do przewidywalnej normy.