Pół Ameryki i znaczna część świata w szoku. Republikański kandydat na prezydenta, który jeszcze rok temu był traktowany przez polityków i media jako polityczne kuriozum i koś, komu Amerykanie nigdy nie powierzyliby sterów władzy nad swym krajem i armią, właśnie szykuje się do wielkiej fety zwycięstwa. W boju pozostawia pokonaną faworytkę mediów i establishmentu, doświadczoną w polityce byłą sekretarz stanu Hillary Clinton, której jeszcze na dzień przed wyborami niemal wszystkie najważniejsze sondaże dawały przewagę nad Republikaninem. Zwyciężył nie tylko z nią, ale i z wieloma politykami z własnego obozu, którzy odwrócili się od miliardera po jego antyimigranckich i mizoginicznych wypowiedziach.

Amerykanie zagłosowali jednak właśnie przeciwko establishmentowi, którego Clinton była dla nich uosobieniem. I za obietnicami "uczynienia Ameryki znów wielką", jak głosił Donald Trump w swoim haśle wyborczym. Według instytutu badawczego Pew Research Center, kandydata Republikanów popierali przeważnie biali, starsi wyborcy, byli robotnicy fabryk pamiętający złote czasy amerykańskiego przemysłu, który załamał się wraz z nadejściem epoki technologii cyfrowej. Clinton mogła liczyć na głosy czarnych i wyborców latynoskich, ale ci pierwsi - jak się okazało - w stosunkowo małej liczbie przyszli do urn 8 listopada. Zbyt małej, by dać przewagę Demokratce.


W hotelu Hilton na Manhattanie, gdzie swoją "fetę zwycięstwa" zorganizował sztab Donalda Trumpa już po ogłoszeniu przez telewizję Fox News, że Dnald Trump wygrał w kluczowym stanie Floryda zapanował szał radości. - To się nie dzieje naprawdę! - mówił jeden z dziennikarzy telewizyjnych obecny w sztabie.

Za to nieopodal, w nowojorskim hotelu Peninsula, gdzie swój triumf miała świętować Hillary Clinton zapanował nastrój żałoby. Na twarzach kobiet widać było łzy. Stało się jasne, że to, co miało być łatwym zwycięstwem Demokratki, pierwszej kobiety, która mogłaby zostać prezydentem w 240-letniej historii USA, obróciło się w klęskę. Nie doszło do przełamania tzw. szklanego sufitu przez kandydatkę-kobietę, o czym marzyły ruchy feministyczne. Zwłaszcza, że Trump zdobywał kolejne ważne stany, w tym wiele tradycyjnie głosujących na Demokratów.

Po ogłoszeniu jego zwycięstwa w Północnej Karolinie i wcześniej na Florydzie stało się jasne, że Republikanin praktycznie zdobył wschodnie wybrzeże Ameryki. Jego przewaga była duża również w stanach Michigan, Wisconsin, Iowa i New Hampshire gdzie Hillary spodziewała się pewnej wygranej, a gdzie cztery lata temu pewnie wygrał Barack Obama. W stanach tych wygrywał minimalnie, najczęściej jednym punktem procentowym. To świadczy o tym, jak spolaryzowane jest amerykańskie społeczeństwo.

W Ohio Republikanin zmiażdżył rywalkę zdobywając o niemal pół miliona głosów więcej. Kiedy około 2 w nocy czasu nowojorskiego ogłoszono, że Donald Trump wygrał także w stanie Pensylwania, mateczniku Clinton i zdobył już 266 głosów (do zwycięstwa potrzebował 270), wówczas John Podesta, szef kampanii wyborczej Hillary Clinton wyszedł na mównicę w sztabie wyborczym Demokratki i poprosił wszystkich, by rozeszli się do domów. Hillary Clinton nie wygłosiła tego wieczoru do nich przemówienia.

- Wiem, że już długo tu jesteście. Wciąż liczone są głosy, a każdy głos jest ważny. W kilku stanach wyniki kandydatów są nierozstrzygnięte zatem nie mamy więcej nic do powiedzenia dziś w nocy. (...) Powinniście się przespać. Więcej będziemy mogli powiedzieć jutro. Jesteśmy z was tak dumni, i dumni z niej. Ona dokonała niesamowitej rzeczy i jeszcze nie skończyła - powiedział Podesta.

To jednak dla zwolenników Hillary - a także przeciwników Trumpa - było marne pocieszenie. Giełda nowojorska zareagowała spadkami na informacje o możliwym zwycięstwie Trumpa. Meksyk, Szwajcaria i Japonia rozważają interwencje w celu wzmocnienia własnych walut wobec spodziewanych turbulencji na rynkach finansowych. O ile bowiem Clinton mogłaby być pierwszą kobietą-prezydent USA, to Donald Trump będzie pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych, który nie ma żadnego doświadczenia w polityce. Choć jest miliarderem - fortunę odziedziczył po ojcu - to nigdy nie piastował funkcji rządowych czy politycznych.

Elity polityczne są w szoku po wygranej Republikanina. Jeden z dziennikarzy napisał na Twitterze, że politycy niemieccy nie mogą pojąć tego, co się stało. Komentatorzy w Europie obawiają się, że po Brexicie wybór antysystemowca Trumpa na prezydenta AMeryki wieszczy koniec dotychczasowego porządku na świecie. - 27 lat temu upadł mur berliński. Dziś zapewne kończy się era postzimnowojennej stabilności. Będziemy ją rzewnie wspominać - napisał na Twitterze Radosław Sikorski, były szef polskiej dyplomacji w rządzie Donalda Tuska.


Tusk, dziś prezydent Rady Europejskiej jeszcze kilka dni temu wydawał się pewny zwycięstwa Clinton, gdy pisał na Twitterze: - "Moja żona uważa, że jeden Donald wystarczy".

Sondaże wskazujące na zwycięstwo Clinton okazały się jednak grubo nietrafione. Eksperci sugerują, że wielu respondentów wstydziło się mówić o tym, iż popierają Trumpa. Inni uważają, że zadziałał mechanizm podobny, jak przy Brexicie - przed referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej sondaże również wskazywały, że większość Brytyjczyków jest temu przeciwnych.

Krótko przed 2.30 Donald Trump agencja AP podała, że republikanin wygrał w stanie Pennsylwania i zdobył już 276 głosów. Do zwycięstwa potrzebował 270. W tym momencie Donald Trum już był pewny - został 45 prezydentem Stanów Zjednoczonnych.

Zmierzał już wówczas do hotelu Hilton na Manhattanie, gdzie miał świętować swoje zwycięstwo razem z setkami sympatyków. Przed jego siedzibą w innym budynku - Trump Tower w Nowym Jorku - zgromadziło się, jak donosił "Guardian" około pół setki sympatyków i przeciwników republikanina. Jedni, by fetować, inni - by protestować. Żaden z nich nie wie jednak - podobnie, jak reszta Ameryki i świata - jaka będzie prezydentura Donalda Trumpa.

Wybory w USA a światowe rynki

Już w nocy, na pierwsze wyniki zareagowały światowe rynki. Dolar jest coraz słabszy i wciąż traci na wartości. Mocno, bo 5,5 proc. stracił także Nikkei, czyli główny indeks giełdy japońskiej. Na duże spadki szykują się także rynki europejskie. Coraz droższe jest z kolei złoto, a tanieje ropa. Gdy zaczęły spływać pierwsze wyniki wyborów, wskazujące na zwycięstwo Donalda Trumpa, mieszkańcy USA zaczęli masowo szukać w internecie, jak wyemigrować do Kanady. Oficjalna strona "Citizenship and Immigration Canada" z powodu przeciążenia przestała nawet działać.

"Trzymamy Trumpa za słowo w sprawie wiz"

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski podkreślił, że polski rząd szanować będzie każdy wybór Amerykanów. - Jesteśmy na dobrej drodze, bo Amerykanie są w tej chwili u nas, więc my możemy mówić Amerykanom jasno: Polska jest zabezpieczonym krajem. Możemy odejść od tylko wyłącznie kwestii bezpieczeństwa wojskowego i przejść na poważną współpracę gospodarczą – mówił na antenie TVN24.

- Istnieje taki pogląd, że Donald Trump grał w kampanii, zobaczymy jak to będzie po wyborach. Niektórzy politycy europejscy będą mieli problem, bo stygmatyzowali Trumpa – powiedział Waszczykowski w programie „Jeden na jeden”.

Minister zapowiedział, że Polska będzie „trzymać Donalda Trumpa za słowo w sprawie wiz” - republikański kandydat w październiku na spotkaniu z przedstawicielami Polonii w Chicago zapewnił, że jeżeli wygra wybory, to zajmie się sprawą zniesienia amerykańskich wiz dla Polaków już w pierwszych tygodniach po objęciu urzędu.

Pytany o kwestie związane z naszą obronnością szef MSZ zapewnił, że nie musimy się obwiać o bezpieczeństwo Polski. - Nasza polityka wojskowa, nasza polityka obronna została właśnie dostrzeżona przez obu kandydatów, również Donalda Trumpa. On spotkał się kilka razy z Polonią i zauważył to, ile Polska wydaje na obronność, jak Polska broni flanki NATO-wskiej i byłbym dobrej myśli, że krytyka wobec NATO z jego strony nie dotknie Polski – mówił Waszczykowski.