Nieco ponad rok temu, po impeachmencie Dilmy Rousseff, Michael Temer został mianowany na prezydenta Brazylii. Wówczas inwestorzy wiązali z nim ogromne nadzieje, licząc na reformy i wyraźną poprawę sytuacji makroekonomicznej. Teraz okazuje się, że urzędujący prezydent również ma „swoje za uszami”.

Problemy Temera

W minionym tygodniu Najwyższy Trybunał Wyborczy odrzucił wniosek o usunięcie urzędującego prezydenta ze stanowiska. 7 sędziów rozpatrywało sprawę z 2014 roku, a więc z okresu ostatniej ostatnich wyborów. Wg oskarżycieli kampania miała być dofinansowana nieudokumentowaną kwotą 50 mln reali, otrzymaną od koncernu Odebrecht. Przypomnijmy tylko, że w 2016 szef brazylijskiej spółki trafił za kratki na 19 lat za korumpowanie urzędników i pranie brudnych pieniędzy.

Niestety nie był to jedyny kłopot urzędującego prezydenta. W zeszłym miesiącu prokuratura poinformowała, że jest w posiadaniu taśm, z których wynika, że mięsny koncern JBS miał od 2010 roku płacić Temerowi łapówki – śledztwo trwa. Jakby tego było mało, jeszcze w weekend jeden z magazynów informacyjnych poinformował, że prezydent nakazał służbom wywiadowczym szpiegowanie sędziego Sądu Najwyższego, zaangażowanego w wyjaśnienie tzw. sprawy „Carwash”, gdzie w proceder korupcyjny jest podobno zamieszanych wielu prominentnych polityków Kraju Kawy.

To co dzieje się ostatnio wokół urzędującego prezydenta pokazuje, jak wygląda scena polityczna w Brazylii – korupcja, rozdrobnienie i niejasne powiązania z biznesem. Paradoksalnie dla brazylijskiego rynku i gospodarki, naszym zdaniem, lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby Najwyższy Trybunał Wyborczy unieważnił wybory, a Temer straciłby stanowisko. Wtedy byłaby szansa na szybki wybór nowego przywódcy i kontynuowanie reform. W tej chwili bowiem prezydent nie dość, że nie ma poparcia obywateli (popiera go kilka procent społeczeństwa), to nie ma go również w parlamencie. Dlatego też m.in. kształt procedowanej obecnie reformy emerytalnej ma niewiele wspólnego z jej pierwotnymi założeniami.

W naszej opinii sytuacja w Brazylii do wyborów w 2018 roku nie będzie się zmieniała tak, jakby oczekiwali tego inwestorzy. Biorąc pod uwagę zupełny brak poparcia Temera, domniemane problemy z prawem i przygotowywanie do przyszłorocznej kampanii wyborczej, nie należy oczekiwać odważnych i potrzebnych Brazylii reform. Ponadto, gdyby nawet udało się prokuraturze dowieść, że w którejś ze spraw Temer złamał prawo, jego impeachment trwałby - podobnie jak w przypadku Rousseff - przynajmniej kilka miesięcy. A jak prezentuje się gospodarka?

Polityka pieniężna sprzyja

Na ostatnim posiedzeniu brazylijskiego banku centralnego zdecydowano się obniżyć poziom stóp procentowych o 100 punktów – obecnie więc główna stopa procentowa w Brazylii wynosi 10,25%. Komitet monetarny twierdzi, że na następnych posiedzeniach należy się spodziewać kontynuacji luźnej polityki pieniężnej, a na koniec 2017 koszt pieniądza powinien wynosić 8,50%. W tej chwili głównym czynnikiem kształtujących decyzję banku centralnego są oczekiwania inflacyjne na bieżący rok, które spadły do 4,0%, a także bieżąca inflacja znajdująca się na poziomie 3,6% (najniższej od stycznia 2007 roku!). Co ciekawe, bank centralny w ogóle nie wspomina o ryzyku politycznym, a obawia się jedynie spowolnienia tempa wprowadzania reform. Oznacza to, że są spore szanse na kontynuacji luźnej polityki pieniężnej jeszcze w przyszłym roku.

Gospodarka potrzebuje spokoju i reform

I kwartał 2017 roku gospodarka Kraju Kawy zakończyła wzrostem gospodarczym na poziomie 1% r/r. Za taką statystykę odpowiadał przede wszystkim wzrost eksportu (+4,8%), a także mniejszy spadek wydatków konsumpcyjnych (tylko -0,1%). Dynamika inwestycji trzeci kwartał pod rząd spadła 1,6%. Inwestorzy ciągle boją się wysokiego ryzyka politycznego i braku stabilizacji.
Zaskakująco dobry okazał się odczyt indeksu PMI, który wyniósł 52,0 pkt – najwyżej od 4 lat. Produkcja urosła najszybciej od 51 miesięcy, a nowe zamówienia znalazły się na 4,5 rocznym szczycie. Zaskakująco pozytywny okazał się kompozyt zamówień eksportowych, głównie dzięki zamówieniom z Europy i Ameryki Południowej. Niestety przedsiębiorcy obawiają się drugiej połowy roku. Ich zdaniem zawirowania polityczne budzą obawy o trwałość odbicia, a także o tempo wprowadzania reform. Dlatego też wstrzymują się z inwestycjami.

Polityka odegra główną rolę

Brazylia w minionym roku była jednym z krajów, który w naszej ocenie miał szansę na dużą poprawę sytuacji. Niestety obecny prezydent, jak się okazuje, nie spełnił pokładanych w nim nadziei, a w tej chwili traci resztki swojego i tak skromnego poparcia. Okazuje się, że także on ma „swoje za uszami”. Dlatego też trochę na przekór uważamy, że piątkowa decyzja Najwyższego Trybunału Wyborczego jest dla brazylijskiej gospodarki niekorzystna – stawia pod olbrzymim znakiem zapytania zaplanowane reformy. A to oznacza, że przedsiębiorcy będą się jeszcze wstrzymywać z inwestycjami, dopóki polityka się nie unormuje.

OBEJRZYJ WIDEO:
Co drugi Polak planuje w tym roku wyjechać na wakacje