Wielkość zapowiadanego kontraktu dla Huty Stalowa Wola zapiera dech w piersiach. To początkowo nawet 400 mln zł, a docelowo 3 mld zł.

 

Jelcz-Komponenty – spółka kupiona w kwietniu ub.r. przez Hutę Stalowa Wola za 16 mln zł, łapie od wojska zamówienia na ciężarówki.

Jeżeli ktoś się chce dowiedzieć jak robić dobre interesy na produkcji broni, powinien zapytać prezesa Huty Stalowa Wola Krzysztofa Trofiniaka. HSW wyrosła w krótkim czasie na orła wśród producentów broni pancernej i artyleryjskiej. I rozdaje karty, decydując z kim chce robić interesy. Kupno upadłego Jelcza-Komponenty z podwrocławskich Laskowic to był strzał w „10”. HSW od dawna współpracuje z tą spółką, od której bierze kołowe podwozia m.in. pod wyrzutnie rakiet langusta.

Siedem tysięcy
HSW mogła sobie pozwolić na kupno Jelcza Komponenty, bo dostała od Chińczyków pieniądze za sprzedaną część cywilną. W tym roku dołożyła swojej „córce” 11 mln zł na zwiększenie i unowocześnienie produkcji na nowej linii. Przyszło to w chwili, kiedy Wojsko Polskie rozgląda się za nowymi ciężarówkami, które zastąpią wysłużone Stary z lat 70. i 80. 70 procent aut, jakie mają Wojska Lądowe ma ponad 30 lat!

Jak szacuje resort obrony w najbliższych latach armia potrzebować będzie około 7 tysięcy nowych ciężarówek. Ich wartość to około 3 mld zł. Resort chce uzupełniać tabor stopniowo, w ramach mniejszych dostaw. Wojsko chce mieć na pierwszy rzut 866 nowych terenowych wozów średniej ładowności.

Już w maju
Jak podaje „Rzeczpospolita” zęby na zamówienia ostrzyli sobie czeska Tatra, włoskie Iveco i niemiecki MAN. Jednak ministerstwo obrony postanowiło zlecić dostawy polskiemu producentowi, czyli zakładom Jelcz, należącym do HSW.

Pierwsze nowe ciężarówki powinny trafić do armii już w maju br. Dostawy mają trwać do 2018 r. Dla obydwu spółek oznacza to poprawę ich kondycji finansowej, co przełoży się na możliwość dalszego unowocześniania produkcji i zyskiwania kolejnych zamówień.