29 proc. zmieniło pracę, 37 proc. zakłada, że będzie musiało zmienić

Wyniki poprzednich czterech kwartałów „Monitora Rynku Pracy” sugerowały, że rotacja na polskim rynku pracy stabilizuje się na bardzo wysokim poziomie ok. 25 proc. Jednak najnowsze dane z II kwartału 2016 roku pokazują kontynuację trendu wzrostowego. Nastąpił wzrost wskaźnika rotacji o dalsze 4 punkty procentowe w porównaniu do I kwartału 2016 roku i o 2 punkty procentowe w porównaniu rok do roku. Plasuje to Polskę na pierwszym miejscu pośród badanych krajów europejskich.
Kolejny już kwartał najważniejszą przyczyną zmiany pracy było znalezienie lepszych warunków zatrudnienia (44 proc.) i osobiste pragnienie zmiany (26 proc.).

Jednak przez ostatnie półrocze rosło też znaczenie zmian w strukturze firmy (co odczytać można jako raczej zwolnienie, a nie odejście pracownika) i na tę przyczynę wskazywało aż 26 proc. respondentów, którzy w minionym półroczu zmienili miejsce pracy.
Mimo wysokiej rotacji obserwujemy nadal niskie poczucie stabilności aktualnego stanowiska. Aż 37 proc. osób zadeklarowało co najmniej umiarkowane obawy, czy utrzymają obecną pracę w ciągu nadchodzącego półrocza. To wzrost aż o 7 punktów procentowych wobec poprzedniej edycji, choć należy zwrócić uwagę, że też tylko o 1 punkt procentowy więcej niż odnotowano na koniec 2015 roku.
- Zwiększenie rotacji na rynku pracy, z woli pracowników a nie pracodawców i to mimo, że maleje udział osób szukających nowej pracy świadczy, że znalezienie lepszej pracy jest coraz łatwiejsze. Wynika to ze wzmocnienia siły przetargowej pracowników wobec pracodawców. Rosły inwestycje i sprzedaż więc zwiększał się popyt na pracowników, rosło zatrudnienie i malało bezrobocie, a podaż pracy jest ograniczona przez trend demograficzny, niski wiek emerytalny i emigrację. Coraz więcej pracodawców sygnalizuje problem braku pracowników. Silniejsze niż w innych państwach europejskich obawy o utratę pracy są uzasadnione, ponieważ nasza gospodarka wymaga głębszej i szybszej restrukturyzacji niż gospodarki bardziej rozwiniętych państw. Jedyną przewagą konkurencyjną większości naszych przedsiębiorstw, nie mających kapitału, nowoczesnych technologii i silnych marek, jest elastyczność zatrudnienia. Na szczęście dla naszego poczucia bezpieczeństwa wzrost obaw o utratę pracy jest równoważony przez wzrost optymizmu co do możliwości znalezienia lepszej pracy, wynikający ze wzmocnienia pozycji pracowników na rynku pracy- komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan

Elastyczna formuła zatrudnienia skłania do szukania pracy

Niepewność utrzymania obecnej posady nie oznacza jednak pesymizmu w ocenach przyszłych perspektyw. Aż 72 proc. badanych osób jest przekonanych o tym, że w ciągu półrocza może znaleźć nową, podobną do obecnej pracę, a 77 proc. widzi szansę znalezienia jakiegokolwiek zatrudnienia. Więcej wiary w miękkie lądowanie po porzuceniu poprzedniego pracodawcy mieli w tej edycji wyłącznie Czesi (wskaźniki odpowiednio 73 i 82 proc.).
Z pewnością nie brakuje nam otwartości na zmianę pracy: indeks mobilności w najnowszej edycji badania skoczył aż o 4 punkty i osiągnął wynik 111 punktów. Polska wyścignęła więc Wielką Brytanię i Francję, zajmując pierwsze miejsce w Europie pod względem gotowości do odejścia od aktualnego pracodawcy. Nie pomaga w tym zapewne przeciętna satysfakcja z wykonywanej pracy, jaką wyrażało 72 proc. badanych w naszym kraju – o 1 punkt procentowy mniej niż europejska średnia.
- Otwartość nie oznacza jednak, że większość Polaków wysyła swoje CV i chodzi na rozmowy rekrutacyjne. Jesteśmy zdecydowanie bardziej bierni. Aktywnie nowego miejsca pracy poszukuje jedynie 12 proc. badanych, a mniej zobowiązująco rozgląda się za ciekawą ofertą - raczej czekając na telefon od znajomego niż przeszukując ogłoszenia o pracę - dalsze 20 proc. badanych- mówi Agnieszka Bulik, dyrektor ds. prawnych i public affairs firmy doradztwa personalnego Randstad

Krótkoterminowe plusy kryzysu demograficznego

W 24. edycji „Monitora Rynku Pracy” oceniono przygotowanie pracodawców do coraz bardziej odczuwalnych zmian demograficznych: starzenia się społeczeństw i malejącej liczebności kolejnych roczników wkraczających na rynek pracy. Problem zmniejszającej się liczby osób zdolnych do pracy zauważają pracownicy z niemal wszystkich krajów. W Europie wyjątkiem jest Luksemburg, gdzie tylko 48 proc. pracowników dostrzega to zagrożenie, podczas gdy w przypadku Włoch i Węgier odsetek wynosił odpowiednio 91 i 88 proc., a w Polsce 78 proc. (o 7 punktów procentowych więcej niż europejska średnia).
- Poszczególne kraje różnią się nie tylko strukturą demograficzną, ale także polityką imigracyjną, skutecznością walki z wykluczeniem społeczno-zawodowym osób starszych, wiekiem emerytalnym, no i wreszcie poziomem edukacji, świadomości oraz wrażliwości społecznej. Także gospodarki mogą być różnie zorientowane i często już teraz jest oczywiste, że pracy zarobkowej będzie tam coraz mniej – to jeden z powodów, dla których np. 27 proc. Holendrów i 77 proc. Holenderek pracuje mniej niż 36 godzin tygodniowo. Dlatego względnie stare społeczeństwa Niemiec, Beneluksu czy krajów skandynawskich nie muszą zamartwiać się o przyszłość – komentuje Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych i redaktor portalu Rynekpracy.org.
Pośród krajów europejskich to w Polsce pracownicy są najsilniej przekonani o tym, że nadeszły złote czasy dla młodych pracowników (w wieku 18-30 lat), o których pracodawcy będą rywalizować. O tym, że w najbliższej pięciolatce nadchodzą dla nich świetne perspektywy przekonanych było 77 proc. respondentów, podczas gdy kontynentalna średnia wynosiła 65 proc., a np. w Austrii i na Węgrzech wskazywało na to 47 proc. badanych. Kryzys demograficzny sprawia też, że polscy pracownicy widzą także nadzieję na poprawę pozycji negocjacyjnej osób w wieku 55+: lepsze perspektywy przewidywało 52 proc. respondentów. Pokonała nas tylko Wielka Brytania (55 proc.), a średnia europejska była o 8 punktów procentowych niższa (44 proc.). Tymczasem w Grecji, Czechach i Słowacji przekonanych w tym obszarze było tylko 1/4 badanych.

Pracodawcy raczej wspierają młodszych niż starszych

Czy jednak pracodawcy wychodzą tym wyzwaniom naprzeciw? Czy już teraz uczą się pozyskiwać i utrzymywać kadry, których zdobycie będzie niebawem trudniejsze oraz bardziej kosztowne? Jeśli chodzi o osoby w wieku 55+, to w ocenie samych pracowników najlepiej przygotowane są firmy w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. W tych niemieckojęzycznych krajach 51-53 proc. ankietowanych sygnalizowało, że ich zakład pracy aktywnie zabiega o utrzymanie starszych pracowników oraz rekrutuje ich na zwolnione miejsca pracy. Europejska średnia to 44 proc., natomiast wskaźnik dla Polski wynosi jedynie 39 proc.
Młodych pracowników przyciągać próbują najczęściej pracodawcy ze Szwajcarii (69 proc.) i Hiszpanii (68 proc.), europejska średnia wynosi tu 62, a wskaźnik dla Polski – 59 proc. W każdym badanym kraju częściej zdarzało się, by firmy zabiegały aktywnie o młodszych pracowników niż o starszych – największa różnica występuje w Grecji (42 punkty procentowe), a najmniejsza w Danii (4 punkty procentowe). Ta przewaga młodych bierze się częściowo z tego, że 70 proc. respondentów w Europie (76 proc. w Polsce) przekonanych jest o tym, że osoby w wieku 55+ mają trudności w pozyskiwaniu nowych umiejętności.
- Widzimy już teraz, że przy bardzo ambitnych planach zwiększenia zatrudnienia w całym kraju, pracodawcom coraz trudniej o kandydatów. Rekrutacje się przeciągają, a kandydaci zwykle mogą wybierać spośród kilku ofert pracy. Logika procesu rekrutacyjnego często jest jednak skupiona na dotarciu do ludzi młodych. W takiej sytuacji wypracowanie strategii zatrudnienia i szkolenia, niedocenianych obecnie starszych wiekiem, ale i dojrzalszych w doświadczenie pracowników może być istotnym autem w rywalizacji firm na tym polu. Tym bardziej, że w związku z kurczeniem się liczebności wchodzących na rynek pracy roczników, już nie długo zwiększenie różnorodności wiekowej zatrudnianej kadry będzie dla firm koniecznością.- komentuje Agnieszka Bulik.