Rozmowa z Januszem Zakręckim, prezesem Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu

- Rok 2012 dla PZL był okresem wzmożonej produkcji, ale również promocji...
- To był bardzo dobry rok. Wszystkie założenia zrealizowaliśmy łącznie z promocją śmigłowca Black-Hawk do przetargu, który mam nadzieję w 2013 roku będzie rozstrzygnięty.

- PZL Mielec jest upatrywany w roli w faworyta?
- Nie wiem czy jesteśmy faworytem, ale wiem, że mamy naprawdę dobry produkt.

- Udany dla PZL rok 2012 kończycie oddaniem efektownego centrum badawczego...
- To kolejna inwestycja konsekwentnie realizowana przez właściciela firmę Sikorsky. Takie były założenia, aby podnosić kompetencje, wprowadzać nowoczesne technologie. Co roku udowadniamy, że idziemy w tym kierunku.

- Jak testy samolotów wyglądały wcześniej?
- To tak jak z samochodem. Można jeździć mercedesem z najnowocześniejszymi rozwiązaniami technologicznymi, ale można też poruszać się 20-letnim autem. Centrum to jest taki samochód XXI wieku. Oczywiście badaliśmy wcześniej statki powietrzne w locie. Natomiast to centrum pozwala robić to szybciej i lepiej. Po drugie, przymierzamy się do testowania rzeczy nowych. Wspólnie z firmą Sikorsky chcemy konstruować, badać i wdrażać nowe rozwiązania.

- Czy mielczanie mogą liczyć na nowe miejsca pracy?
- Zdecydowanie w 2013 roku chcemy zwiększyć zatrudnienie. To dobra wiadomość, bo w okolicach raczej się zwalnia niż zatrudnia.

- Jakie jeszcze zadania stoją przed firmą na 2013 rok?
- Będzie to okres rozwoju technologii i biura konstrukcyjnego. Kontynuujemy produkcję, ale w przyszłym roku chcemy pozyskać środki i rozpocząć wdrażanie technologii, które pozwolą nam funkcjonować w latach następnych.

- Co z projektem budowy małego odrzutowca Eclipse?
- Rodzi się w bólach. Ten samolot w dobie kryzysu na pewno nie będzie się sprzedawał tak jak byśmy sobie tego życzyli. Wdrażamy ten projekt również. Trochę wolniej niż zakładaliśmy.