Maciej Pawlicki z Ruchu Stop Bankowemu Bezprawiu poinformował o przekazaniu przez "frankowiczów" do Kancelarii Prezydenta społecznych poprawek dotyczących projektu ustawy o kredytach walutowych. Sprawa ma być zamknięta jeszcze przed świętami.

Uwagi do projektu prezydenckiego zostały wysłane przez stronę reprezentującą społeczeństwo do Kancelarii Prezydenta w nocy z niedzieli na poniedziałek. Maciej Pawlicki powiedział nam, że praktycznie codziennie był "poganiany telefonami" przez dyrektora z KPRP Przemysława Bryksę, co pokazuje że choć prace nad projektem ustawy trwają dłużej niż obiecane w kampanii wyborczej przez Andrzeja Dudę trzy miesiące, wszystkim zależy na czasie. Nasz informator twierdzi z kolei, że projekt ma być gotowy przed Świętami, a od razu po nowym roku zajmie się nim Sejm.


- Chciałbym, żeby tak było - mówi z nadzieją w głosie Maciej Pawlicki, inicjator ruchu społecznego Stop Bankowemu Bezprawiu. - W tej chwili piłeczka jest po stronie kancelarii. Aczkolwiek jesteśmy o wiele bliżej porozumienia niż 6 listopada, gdy zapoznaliśmy się z pierwszym prezydenckim projektem. Widzimy zrozumienie i chęć rozwiązania problemu - dodaje w rozmowie z dziennikarzem Agencji Informacyjnej Polska Press.

W sobotę Maciej Pawlicki podzielił się najważniejszymi założeniami projektu po korektach zapisów zespołu, do którego należy. Po pierwsze, obejmuje on wszystkie umowy, w tym aneksowane, wypowiedziane i zawarte przez małych przedsiębiorców. Po drugie, ustawa w żadnej mierze nie uprzywilejowuje kredytobiorców "walutowych" względem "złotowych". Po trzecie, odwalutowanie opiera się na kursie złotego z dnia udzielenia kredytu (jak podkreślił Pawlicki, zgodnie z prezydencką obietnicą). Po czwarte, jest możliwość spłacenia długu przez oddanie nieruchomości bez żadnych warunków dodatkowych. Po piąte, restrukturyzacja kredytu następuje na wniosek klienta, a bank wykonuje ją w opisany w ustawie sposób. Po szóste, klauzule już uznane przez sąd za abuzywne (niedozwolone - przyp. red.) są uznawane za takie w umowach indywidualnych. Po siódme, od dnia restrukturyzacji kredyty dłuższe niż 10-letnie oparte są na stałym oprocentowaniu (Pawlicki wskazuje, że dotyczy to również kredytobiorców „złotówkowych”). Po ósme, ustawa w żadnej mierze nie destabilizuje sytuacji zaangażowanych w „walutowe” kredyty banków, gdyż pozwala im w bilansach rozliczać jej efekty na przestrzeni wielu lat. Należy wyraźnie podkreślić, że wymienione wyżej założenia dotyczą społecznej wersji prezydenckiego projektu dotyczącego kredytów walutowych. Są to jednak konkretne zapisy, wypracowane na podstawie dotychczas proponowanych projektów ze strony rządu i prezydenta. Maciej Pawlicki zaznaczył w swoim wpisie, że przesłane poprawki całkowicie spełniają idee wyrażane przez władzę, by kredytobiorcy "walutowi" nie byli uprzywilejowani względem "złotowych" oraz by ustawa nie destabilizowała rynku finansowego.

Jest jednak jeszcze jeden niezwykle ważny element ustawy, a raczej jej fundament, bo jak przekonuje Pawlicki, bez niego trudno w ogóle procedować nad projektem. Chodzi o konkretne dane dotyczące bieżących rozliczeń między bankami a klientami. - Mówimy o precyzyjnych rozliczeniach o wyniku na kredytach (w tym per kredyt), na działalności bankowej w rozbiciu na wynik z prowizji i wynik odsetkowy. Także informacje jak zmieni się indeks zadłużenia w polskim sektorze bankowym, gdy dojdzie do zamiany kredytów denominowanych lub indeksowanych do walut obcych na złote polskie, według kursu z dnia zaciągnięcia danego kredytu oraz informacje jaki był poziom depozytów tych banków, które udzielały kredytów indeksowanych i denominowanych w walutach obcych - pisał w swoim komunikacie Pawlicki, a w rozmowie z AIP dodaje: bez tych danych ani Sejm, ani rząd, ani prezydent nie powinni rozpatrywać żadnego projektu ustawy, bo nie będziemy wiedzieli o czym mówimy, o czym rozmawiamy - tłumaczy, wskazując że tylko tak można przewidzieć konsekwencje procedowanych zmian. Mecenas reprezentujący grupę kilkudziesięciu osób w sprawie przeciwko jednemu z banków przytoczył w rozmowie z AIP historię, świadczącą że uzyskanie szczegółowych danych nt. kredytu wcale nie jest takie proste. - Banki potrafią robić problemy. Wydają przykładowo historię spłat kredytu z błędem, przez co analityk nie jest w stanie zrobić analizy. Z kolei raz poinformowano mnie, że w procedurze banku nie ma czegoś takiego jak "historia spłaty kredytu". Później przypadkiem okazało się, że oni nazywają to "zaświadczeniem" i przez brak terminologii przyjętej przez ten bank twierdzili, że nie mogą nam wydać czegoś, do czego byli zobowiązani - wspomina z poirytowaniem. Dla osób mających kredyty w obcej walucie to jasny sygnał, że banki nie grają fair i próbują przed nimi ukryć ważne informacje. - Liczymy, że po uzyskaniu tych danych przez jego urzędników, prezydent Andrzej Duda skieruje projekt do Sejmu. Będzie to dla Polaków wspaniały prezent świąteczny i wielka nadzieja na Nowy Rok. A 15 stycznia spotkamy się, ale w Sejmie - tymi słowami Maciej Pawlicki zakończył swój sobotni komunikat. Tymczasem ustawa to nie jedyny przełom do jakiego może dojść po nowym roku. Tydzień temu we wtorek 8 grudnia z "frankowiczami" spotkał się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i zadeklarował pomoc poszkodowanym przez banki. Potrzebuje jednak uprawnień prokuratora generalnego. Ustawa regulująca tę zmianę ma być gotowa w styczniu. Z informacji AIP wynika, że prokuratorzy bardzo opieszale badali przypadki „toksycznych kredytów”, a walka "frankowiczów" z bankami na drodze sądowej jest bezskuteczna. Sprawy są masowo umarzane, prokuratorzy na kilkaset przypadków tylko w kilku przesłuchali pracowników banków, o co poszkodowani mają pretensje. Ziobro oficjalnie wypowiedział się na ten temat dzień później, zapytany podczas wspólnej konferencji z premier Beatą Szydło przyznał, że "chce się przyjrzeć tym sprawom".

Osoby walczące z "banksterką" wielokrotnie powtarzały, że zagraniczne banki u siebie nie robią tego, co robią u nas. Że tam klient jest chroniony, a z Polski zrobiono kolonię, na której się zarabia. Potwierdza to ostatni wywiad, który ukazał się na portalu forsal.pl z wieloletnim prezesem WBK Jackiem Kseniem okraszony tytułem: Spowiedź Bankowca. - W wielu przypadkach był stosowany swoisty szantaż: nie ma pani zdolności kredytowej w złotych, ale we frankach owszem - brzmi fragment rozmowy. Całość dostępna tutaj: http://forsal.pl/artykuly/910008,musze-sie-zgodzic-to-bylo-oszustwo-mira-suchodolska-jacek-ksen.html Tymczasem podczas niedzielnego marszu zwolenników PiS w Warszawie wicemarszałek Sejmu i jeden z najważniejszych polityków tej partii Joachim Brudziński nazywał Jarosława Kaczyńskiego "liderem opozycji antybanksterskiej". I w tej opozycji prezes PiS ma potężnego sojusznika. Jest nim wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki. Były prezes zarządu Banku Zachodniego WBK dostał jedną z najważniejszych funkcji w rządzie i zewsząd dochodzą nieoficjalne sygnały, że choć wywodzi się ze środowiska bankowego, będzie działać na korzyść obywateli wykorzystując swoje doświadczenia związane z tym sektorem. Dodając do tego wszystkiego projekt ustawy dotyczący podatku bankowego, nad którym Sejm będzie debatować podczas wtorkowego posiedzenia, możemy śmiało stwierdzić, że przyszły rok będzie bardzo ciekawy. Niektóre banki już zaczynają podnosić marże, przerzucając powoli koszty na klientów - co przewidywali wcześniej ekonomiści.