Coraz częściej rezygnujemy z markowych słodyczy na korzyść tańszych wyrobów, zwłaszcza z dyskontów i sklepów sieciowych. Sześcioprocentowy wzrost cen tych produktów skutecznie powstrzymuje apetyt na łakocie.

Kryzysowi nie oparł się nawet rynek słodyczy. Ten segment spożywczy, który od wielu lat notował z roku na rok ciągły wzrost, od marca bieżącego roku wyraźnie wyhamował, a zanosi się na to, że jego dynamika przez najbliższe miesiące osiągnie poziom bliski zeru. W praktyce oznacza to ograniczenie zakupów, a często nawet rezygnację z ulubionych przekąsek znanych cukierniczych marek.

Czekolady, batony, cukierki znanych producentów zastępujemy coraz częściej tanimi produktami pod markami własnymi sklepów sieciowych i dyskontów. Przede wszystkim kosztują mniej, są więc łatwiej dostępne. Częściej też zadowalamy się wafelkami, drażami czy lizakami, czyli słodką galanterią, która do tej pory stanowiła produkt drugiej kategorii. Na kryzysie na rynku słodyczy zarabiają więc producenci tanich marek własnych i to oni zgarniają zyski, które do tej pory były udziałem firm cukierniczych w kilkudziesięcioletnią tradycją na rynku.