Związek Miast Polskich, największa polska organizacja zrzeszająca gminy, rozpoczęła pracę nad projektem zmian w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. Przedsiębiorcy mają płacić mniej, właściciele domów i mieszkań więcej.

Chodzi o podatek od nieruchomości, którego maksymalną stawkę określa minister finansów. Dla budynków mieszkalnych wynosi ona obecnie 0,73 zł od mkw., przedsiębiorcy płacą 22,82 zł od mkw.

Zastrzeżenia budzi nie tylko dysproporcja w opłatach, ale także sposób jej naliczania, zależny od powierzchni.

- Podatki powierzchniowe są charakterystyczne dla gospodarek słabo rozwiniętych i Polska powinna zmienić go już kilkanaście lat temu – twierdzi Joanna Proniewicz ze Związku Miast Polskich. - Obecnie właściciel ekskluzywnej willi płaci tyle samo, co ten mający niszczejący, drewniany domek na obrzeżach, dlatego podatek powinien zależeć od wartości nieruchomości - dodaje.

Łatwe tylko w teorii

I zaznacza, że ZMP nie ma gotowej recepty na zmiany. Pod uwagę bierze się różne rozwiązania, w tym takie, w którym podatek miałby zależeć od PKB regionu, a także wielkości i funkcji miejscowości. Za zmianą przemawiają argumenty ekonomiczne, bo gdyby podatek zależał od wartości nieruchomości a nie jej powierzchni, stałby się instrumentem aktywizacji obszarów słabo rozwiniętych, których atutem byłby niski koszt produkcji.

Dziś wysokie podatki nie sprzyjają rozwojowi przedsiębiorczości, bo prowadzenie firmy w obliczu 12 różnych płatności rocznie staje się niezwykle trudne.

Tyle że dobre w teorii założenia są trudne w realizacji.

- Po pierwsze, kto miałby szacować wartość nieruchomości i płacić za taką ekspertyzę: urząd czy właściciel? – pyta Janina Filipek, skarbnik miasta Rzeszowa. – Poza tym, jak określić obszary, w których nieruchomości miałyby być tańsze lub droższe, skoro miasto się powiększa, a dzielnice do niedawna uznawane za peryferyjne stają się atrakcyjne dla budownictwa mieszkaniowego – dodaje.

Mieszkańcy dostaną po kieszeni

I uzupełnia, że podatki od nieruchomości, które nie rosną gwałtownie są stabilnym źródłem dochodów gmin (średnio 10-15 proc. budżetu). To ważne, zwłaszcza w przypadku dużych przedsiębiorstw, które co prawda płacą najwięcej, ale wymagają też nakładów ze strony miast, chociażby w związku z gospodarką komunalną. Wreszcie zmiana struktury podatku od nieruchomości nieuchronnie wiąże się też z podniesieniem stawek dla właścicieli mieszkań i domów z kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Trudno oczekiwać, że bez oporów się na to zgodzą.

- Znam sytuację materialną mieszkańców i wiem, że każda podwyżka będzie dla nich problemem. Pieniędzy trzeba szukać gdzie indziej i w inny sposób - uważa Marek Gil, zast. burmistrza Kolbuszowej, zrzeszonej w Związku Miast Polskich. Poza nią do ZMP należy m.in. Mielec, Jasło, Jarosław, Sanok i Przemyśl.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, propozycji samorządów na razie nie popiera rząd, który wcześniej krytycznie odniósł się do próby zwiększenia ich udziału we wpływach z PIT.

- Zdajemy sobie sprawę, że zmiany nie nastąpią w ciągu roku lub dwóch. Ale najwyższy czas rozpocząć dyskusję na ten temat i wspólnie zastanowić się nad tym, jak dogonić zachód – mówi przedstawicielka Związku Miast Polskich.