„Zyski firm są duże, więc robienie problemu z podwyżki o 100 zł jest niemoralne" - mówi prof. Ryszard Bugaj, ekonomista z Polskiej Akademii Nauk.

Od 1 stycznia płaca minimalna wzrośnie o 100 zł, do 1600 miesięcznie brutto. Tak chciały związki zawodowe, przeciwni byli pracodawcy, ale rząd jest za pod­wyżką, co przesądza o jej ustanowieniu. Jak pan ocenia tę decyzję?

- Pozytywnie, chociaż znaczenie płacy minimalnej dla rynku pracy nie jest tak wielkie jak się powszechnie uważa. W gruncie rzeczy znacznie ważniejsza jest proporcja sił między pracownikami a pracodawcami i ona dobra nie jest.

Mamy wysokie bezrobocie, więc wyższa płaca minimalna wzmacnia pozycję pracowników. Związki zawodowe walczą o to, ponieważ w Polsce od kilkunastu lat obserwujemy stały wzrost nierówności płacowych - coraz więcej osób zarabia realnie coraz mniej w stosunku do zamożnej reszty. Dlatego sympatyzuję z postulatami związkowców, mimo ich ograniczonej skuteczności.

 

Zdaniem pracodawców wyższa płaca minimalna zaowocuje wzrostem wszystkich wynagrodzeń i pogorszy konkurencyjność polskich firm.

- Wzrost płacy minimalnej ma niewielkie znaczenie dla opłacalności produkcji. Obecnie liderzy polskiego biznesu zarabiają po kilkanaście milionów zł rocznie, zyski pracodawców generalnie są wysokie i w tych warunkach robienie problemu z podwyżki płac o 100 zł zaczyna być po prostu niemoralne.

Czy podniesienie płacy minimalnej poprawi los kilku milionów Polaków zatrudnionych na tzw. umowach śmieciowych?

- Dla osób zatrudnionych na podstawie umowy cywilnej, a nie kodeksu pracy, ta zmiana nie ma bezpośredniego znaczenia. To uwaga generalna, bo konkretne skutki trudno przewidzieć. Z jednej strony przedsiębiorcy mogą chcieć się odkuć i skoro będą musieli płacić więcej osobom na etatach, mogą jednocześnie obniżyć dochody ludziom formalnie niezatrudnionym, ale realnie przecież pracującym. Z drugiej, podniesienie minimalnych płac może wymusić podwyżkę także w innych grupach. Znacznie ważniejsze od tych rozważań wydaje mi się opracowanie skutecznych rozwiązań, które realnie zmniejszą liczbę pracowników nie objętych ubezpieczeniami, czyli właśnie zatrudnionych na umowach śmieciowych.

Zdaniem pracodawców likwidacja "śmieciówek" wywoła lawinowy wzrost bezrobocia.

- Nie sądzę. Supermarkety polskie i niemieckie mają zatrudnienie na podobnym poziomie, a płace tam są znacząco wyższe niż u nas. Tak się dzieje w większości międzynarodowych koncernów sieciowych, co dowodzi, że w licznych gałęziach gospodarki wysokość płac nie ma wielkiego znaczenia dla zysków. Rzecz w tym, że skoro w Polsce prawo pozwala płacić mało, to firmy na tym korzystają kosztem ludzi.

Wyższe płace to także większa konsumpcja.

- Owszem. Ludzie o bardzo wysokich dochodach na produkty krajowe wydają stosunkowo niewiele, dlatego potrzebna jest taka zmiana systemu podatkowego, która zmniejszy przepaść między bogatymi a resztą społeczeństwa. Dziś zamożni realnie płacą znacznie niższe podatki niż ci, którzy zarabiają znacznie słabiej. Niestety, moja prognoza brzmi, że w Polsce wzrośnie bez­robocie, ale nie przez pod­wyżki płac, tylko zachodni kryzys, który coraz bardziej zagraża naszemu eksportowi. Zminimalizować to może większy popyt na żywność czy ubrania, słowem to, co w znacznej mierze produkuje się u nas rękami polskich pracowników.

NTO.pl