Poprzednia edycja badania „Plany Pracodawców” – realizowanego przez firmę doradztwa personalnego Randstad – była rekordowa jeśli chodzi o deklarowane rekrutacje w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Sygnalizowało to 36 proc. badanych, podczas gdy 6 proc. zapowiadało zmniejszenie swoich zespołów. Najnowsze wyniki, będące plonem pracy ankieterów z maja 2016 roku, pokazały, że zamiar zatrudniania nowych ludzi planuje 35 proc.

ankietowanych. Wynik ten jest zatem tylko o 1 p.p. niższy wobec poprzedniego kwartału, niemniej ciągle był to nie tylko rekordowy maj w historii badania, ale w ogóle drugi najwyższy poziom tego wskaźnika od pierwszej edycji „Planów pracodawców”.


- Na rynku pracy utrzymuje się optymizm pracowników, a pracodawcy choć chcą coraz więcej zatrudniać, zaczynają już odczuwać problemy ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy, a nawet w ogóle chętnych do podjęcia pracy. Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności GUS w I kw. 2016 mieliśmy niemal 360 tys. wolnych miejsc pracy w gospodarce. To o 26,5 proc. więcej niż przed rokiem i niemal 30 proc. więcej niż w poprzednim kwartale. Sądząc po wynikach ankiet Planów Pracodawców wolnych miejsc pracy jeszcze dużo przybędzie. Ponad 82 proc. wakatów pochodziło z sektora prywatnego, co wskazuje na rynkowy i koniunkturalny charakter wzrostu popytu na pracę. – komentuje Grzegorz Baczewski, Konfederacja Lewiatan.

Najczęściej o zwiększaniu zatrudnienia myśleli przedsiębiorcy działający we wschodniej i centralnej części kraju (38 i 37 proc. deklarowało plany rekrutacji). Dla porównania: w regionie północnym i południowym takich wskazań było 33 proc., a w zachodnim – 34 proc. W obszarze branż i sektorów największe plany zwiększania zatrudnienia – na poziomie 37-38 proc. - zakładali przedstawiciele firm przemysłowych, budownictwa, handlu i napraw oraz transportu, gospodarki magazynowej i łączności.

- Rynek pracy w ostatnim czasie należy przede wszystkim do sektora usług dla biznesu - Business Service Sector. To dziś, jak wynika z nowego raportu PAIiIZ, najszybciej rozwijający się i generujący najwięcej miejsc pracy obszar polskiej gospodarki – podkreślił prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Bartłomiej Pawlak. - W 852 ośrodkach tego typu pracuje już 193 tysiące osób. Możemy więc śmiało mówić, że Polska stała się ważnym w skali globalnej graczem sektora BSS, co potwierdzają także m.in. wyniki badania Randstad – zauważył. – Wg Instytutu w najbliższym półroczu aż 1/3 firm planuje zwiększyć zatrudnienie, a największy wzrost liczby pracowników planuje aż 50 proc. firm należących właśnie do sektora SSC/BPO – zaznaczył szef PAIiIZ.

Wyniki najnowszego badania pokazują, że 24 proc. firm zakłada, że w ciągu najbliższego półrocza zaproponuje podwyżki wynagrodzeń. Jest to o 6 pkt. procentowych mniej niż w poprzedniej edycji, ale warto podkreślić, że mimo tego był to rekordowy maj w historii badania. Jednocześnie tylko 1 proc. badanych podmiotów gospodarczych zapowiadało, że rozważa cięcia pensji – tylko raz w historii Planów Pracodawców (w listopadzie 2015 roku) tak niewielki odsetek ankietowanych przewidywał obniżki wynagrodzeń.

- Rekordowy od pół roku apetyt pracodawców na zwiększanie zatrudnienia zderza się coraz częściej z trudnościami firm w pozyskaniu odpowiednich osób. Pula kandydatów nie rośnie tak szybko, co prowadzi do sytuacji, w której pracodawcy są zmuszeni rozważać zwiększanie wynagrodzeń nawet poza głównym sezonem podwyżek na przełomie roku, aby przekonać najbardziej poszukiwanych kandydatów, ale też nie dopuścić do odpływu najlepszej kadry – podkreśla Agnieszka Bulik, Randstad. – Jeszcze co najmniej do końca roku możemy się spodziewać wzrostu rotacji pracowników, wabionych atrakcyjniejszymi zarobkami oferowanymi przez nowych pracodawców.

Podwyżki planowało najwięcej firm spośród tych działających w regionie północnym i centralnym (po 27 proc.), w środku stawki były region południowy (23 proc.) i wschodni (22 proc.), a na końcu Polska Zachodnia (20 proc.). Najczęściej o zwiększaniu wynagrodzeń wspominali przedstawiciele sektora przemysłowego (31 proc.), obsługi nieruchomości i firm oraz pozostałej działalności usługowej (po 26 proc.).

Badanie „Plany pracodawców” tradycyjnie rzuca nieco światła na nastroje pracodawców odnośnie koniunktury gospodarczej. A te nie są najlepsze – pomijając wyniki z lutego 2016 roku bardziej pochmurne prognozy dla naszej gospodarki w nadchodzącym półroczu stawiali oni ostatnio w okresie od sierpnia 2012 roku do maja 2013 roku, czyli przeszło trzy lata temu. 21 proc. odpowiedzi wskazywało na spodziewany wzrost gospodarczy – o 4 pkt. procentowe więcej niż w poprzedniej edycji oraz o 11 pkt. procentowych mniej niż w maju 2015 roku. Jednocześnie 19 proc. badanych przewidywało recesję – o 4 pkt. procentowe mniej niż w badaniu z lutego 2016 roku i tym razem o 11 pkt. proc. więcej niż w badaniu realizowanym rok wcześniej.

- Ostudzenie optymizmu przedsiębiorców odnośnie gospodarki jest wyraźne, jednak nadal nie znajduje odzwierciedlenia w ocenie kondycji samych firm. Tu deklaracje są bardzo stabilne i dwie trzecie badanych wskazuje, że sytuacja finansowa ich firmy jest bardzo dobra lub dobra. Tylko 5 proc. z nich wskazuje, że jest zła lub bardzo zła – podkreśla Agnieszka Bulik – Sugeruje to, że obawy przedsiębiorców wynikają raczej z wątpliwości odnośnie stabilności i przewidywalności otoczenia biznesowego, niż faktycznych wstrząsów koniunktury.

Odczuwane problemy w obsadzeniu wakatów sprawiają, że 40 proc. ankietowanych deklarowało, że rozważa zatrudnianie Ukraińców (52 proc. odrzuca taki pomysł). Pośród zainteresowanych kadrami zza południowo-wschodniej granicy 67 proc. znalazłoby potencjalnie miejsce pracy dla robotników niewykwalifikowanych, 39 proc. – dla robotników wykwalifikowanych, 23 proc. – dla specjalistów, 13 proc. – dla pracowników biurowych i administracyjnych, 5 proc. – dla kadry kierowniczej średniego szczebla, a 2 proc. – dla kadry zarządzającej.

Już teraz obecność obywateli Ukrainy w swoich załogach deklarowało 15 proc. badanych podmiotów gospodarczych, z czego – wbrew obowiązującym stereotypom – tylko 45 proc. zatrudnionych obywateli Ukrainy pracowało na stanowiskach robotników niewykwalifikowanych, natomiast 34 proc. zasiliło szeregi robotników wykwalifikowanych, 26 proc. – specjalistów, 11 proc. – pracowników biurowych i administracyjnych, a 4 proc. – menedżerów średniego szczebla.

W deklaracjach przedsiębiorców to wcale nie mniejsze parcie na wysokie wynagrodzenia jest najlepszym argumentem za zatrudnianiem obywateli Ukrainy (niższe wymagania – finansowe i nie tylko – wskazywało 6 proc. badanych). 38 proc. polskich menedżerów podkreślało przede wszystkim możliwość rozwiązania swoich palących problemów kadrowych, a 27 proc. – możliwość pozyskania ludzi z odpowiednimi kompetencjami.


- Z badania wyraźnie wynika, że pracodawcy chcą zatrudniać pracowników z zagranicy, w tym głównie Ukraińców legalnie i na podobnych standardach, jak pracowników polskich. Konieczność zatrudniania cudzoziemców wynika natomiast wyłącznie z niemożności znalezienia Polaków chętnych do pracy na tych stanowiskach. W związku z tym dla pracodawców bardzo niepokojące są zmiany zapowiedziana przez Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które mają zastąpić uproszczoną procedurę zatrudniania cudzoziemców, tzw. oświadczeniową dwoma dodatkowymi typami zezwoleń na pracę sezonową i krótkoterminową. Ta nowa procedura będzie bardziej zbiurokratyzowana, kosztowniejsza i dłuższa. Bez umożliwienia polskim przedsiębiorcom elastycznego reagowanie na braki kadrowe, w sektorach w których w trudno znaleźć pracowników firmy mogą napotkać istotne trudności ze zwiększaniem produkcji, a to może negatywnie odbić się na wzroście gospodarczym – komentuje Grzegorz Baczewski.