Antoni Szydłowski od dziecka interesował się muzyką i techniką. W wieku kilkunastu lat pomagał przy remoncie organów na wrocławskim Dąbiu. Młody Antoni poł-knął bakcyla i na początku lat 70. nawiązał kontakt z Józefem Cynarem – organmistrzem, który zatrudnił go i zaczął uczyć fachu. Po jakimś czasie, w 1987 roku, pan Antoni zdobył papiery organmistrzowskie i od tego czasu pracuje z córkami: Agnieszką i Katarzyną. Obecnie nie zatrudnia żadnych pracowników z zewnątrz, gdyż nie każdemu odpowiada tułaczka po Polsce w celu realizacji kolejnych zleceń oraz praca w wychłodzonych kościołach.

 

Materiały
Na pytanie, jakich używa w pracy materiałów, uśmiecha się i mówi: „Najlepszych”, po czymdodaje: Asortyment materiałów jest przebogaty.Przede wszystkim drewno, które musi być suche i najwyższej jakości, następnie wszelkiej maści skóry – owcze i bydlęce o różnej grubości, wykorzystywanej m.in. przy miechach – filce, blachy cynkowe i cynowe do piszczałek, przeróżne śruby, podkładki, kątowniki.
Każdy instrument wymaga indywidualnego podejścia.

Szczególne obostrzenia materiałowe stosuje się przy organach zabytkowych, kiedy trzeba się stosować do zaleceń konserwatora i używać takich, jakie były używane w momencie budowy danego  instrumentu. Mistrz docenia fakt, że obecnie jest łatwiejszy niż dawniej dostęp do asortymentu potrzebnego do budowy organów.
 

Ciekawe zlecenia
Do swoich najciekawszych zleceń organmistrz zalicza pracę przy remontach zabytkowych organów z 1731 roku, znajdu-jących się w benedyktyń-skim kompleksie klasztornym w Legnickim Polu, oraz w bazylice mniejszej pw. św. Jana Apostoła w Oleśnicy. Interesująca była także budowa instrumentu w kościele pw. św. Andrzeja Boboli w Lublinie. Często pracę trzeba zacząć od dokładnego oczyszczenia organów z różnego rodzaju brudu oraz rekonstrukcji drewnianych elementów zainfekowanych przez korniki.
 

Potrzebny zawód
– Jest spore zainteresowanie tym zawodem i nie narzekam na brak pracy – mówi Antoni Szydłowski. – Dużo zależy od statusu i wiarygodności firmy. Jak człowiek przez lata wypracuje sobie dobrą pozycję, to będzie to procentować. Trzeba uważać na „naprawiaczy”, którzy zaniżają ceny i robią dużo szkód, często psując instrument.
Mistrz potwierdza, że to zajęcie jest pasją jego życia i nie wyobraża sobie pracy w innym zawodzie. Dwa lata temu został uhonorowany przez ówczesnego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego tytułem „Honorowego Mistrza Rzemiosła Artystycznego.”