Rząd nie pomógł wędliniarzom. Ci zapowiadają okupację Sejmu.

Nie ma przełomu w sprawie unijnego rozporządzenia ograniczającego możliwość wędzenia wędlin metodami tradycyjnymi. Choć wędliniarze od kilku miesięcy proszą ministra rolnictwa o zwrócenie się do Komisji Europejskiej z wnioskiem o przyjazd do Polski unijnych ekspertów i opracowanie raportu, po którym będzie możliwe wprowadzenie ustępstw, reakcji brak.

- Z unijnym komisarzem udało nam się umówić na spotkanie w kilka dni.

Powiedział, że jest nam przychylny, że chce pomóc, ale musi mieć wniosek od polskiego rządu, który do tej pory nie wpłynął – mówi Fryderyk Kapinos, radny sejmiku wojewódzkiego i prezes Komitetu Obrony Wędlin Tradycyjnie Wędzonych. – Chcieliśmy wezwać ministra do działania, ale trudniej się z nim spotkać niż z unijnym urzędnikiem – kręci głową.

Pod koniec lutego list do premiera z prośbą o podjęcie działań w KE napisał również prezes PiS- Jarosław Kaczyński. Odpowiedzi nie dostał. - Tymczasem to ostatni dzwonek, ostatni moment na reakcję, której zabrakło wcześniej podczas negocjacji tego rozporządzenia – mówił na wczorajszej konferencji europoseł Tomasz Poręba z PiS.

- Zastrzeżenia do przepisów podniosła jedynie Łotwa, która dzięki temu uzyskała korzystne zapisy dotyczące wędzenia szprotek. Rząd Donalda Tuska ani razu nie zasygnalizował w Brukseli szkodliwości przepisów a o problemach polskich przedsiębiorców KE dowiedziała się dopiero z naszej interpelacji – dodawał.

Na razie rząd zlecił wykonanie badań wędlin tradycyjnych, które wcześniej były przeprowadzone tylko w dużych zakładach przemysłowych. Tyle, że na Podkarpaciu pobrano zaledwie 27 próbek przy 113 zakładach wędzących tradycyjnie. Kolejnych 150 próbek zostanie pobranych i sfinansowanych przez zarząd województwa, który zgodził się już przeznaczyć na to pieniądze. Wędliniarze zapowiadają, że jeśli nie doczekają się reakcji ze strony rządu, będą okupywać siedzibę Sejmu, tak jak rodzice niepełnosprawnych dzieci.