Trwa gorąca dyskusja na temat ewentualnej budowy sklepów wielkopowierz-chniowych powyżej 2000 m2. Przypomnijmy, chodzi konkretnie o trzy lokalizacje. Pierwsza dotyczy E.Leclerc przy Moniuszki i możliwości rozbudowy marketu, druga Wojska Polskiego, gdzie ma powstać Lidl, a trzecia terenu, na którym stoi młyn. I to właśnie działka (a konkretnie plany zbudowania na niej galerii handlowej) spółki Polskie Młyny, należącej do jednego z najbogatszych Polaków - Zbigniewa Komorowskiego, budzi największe kontrowersje.

Stanowcze głosy sprzeciwu wyraża środowisko lokalnych kupców, którzy po raz drugi mieli okazję wyartykułować swoje argumenty przeciwko zmianom w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, które dałyby zielone światło właścicielowi terenu przy 3 Maja. Obiekty powyżej 2000 m2 powstać w Oleśnicy nie mogą bez zgody Rady Miasta, dlatego tym razem kilkudziesięciu przedsiębiorców spotkało się w bibliotece przy Reja właśnie z radnymi, a tych przyszło jedenastu.

Galeria zniszczy lokalny biznes

-Ta galeria wykończy drobnych przedsiębiorców, szczególnie spo-żywkę i ciuchy.

To jest cały łańcuch. Padną mali przedsiębiorcy, to padną biura rachunkowe, które ich obsługują. Szkolimy też młodzież, a markety uczniów nie przyjmują. Dalej, w szkole mniej uczniów oznacza mniej pracy dla nauczycieli– grzmiał Bogdan Sabat. Natomiast Paweł Wika opisywał mechanizm wedle którego prowadzone jest przejęcie lokalnego rynku. - Będą stosowali taktykę spalonej ziemi, czyli dofinansować działalność nawet poniżej poziomu opłacalności tak długo aż doprowadzą do upadku nas, małych. A potem na podnajemcach będą wymuszać niekorzystne warunki - przekonywał. Wielu z kupców ma już doświadczenia po otwarciu Pogodnego Centrum. Jeden z nich przyznał, że musiał zamknąć jeden z dwóch posiadanych punktów. -Zatrudniałem w pewnym momencie czternaście osób, a teraz zostały dwie-mówił. Przedsiębiorcy są pewni, że po powstaniu galerii opustoszeją kolejne lokale i nikt nie będzie chciał ich wziąć nawet za złotówkę. Były radny Piotr Karasek, który prowadzi sklep komputerowy uważa, że po zniknięciu małych sklepów galerie i markety mogą podnieść ceny, bo zmniejszy się konkurencja. -Znakomitym wskaźnikiem koniunktury są kasy fiskalne. Niestety, tych w ostatnim czasie więcej likwiduję niż otwieram- zdradził. Bogdan Sabat dodał, że trudniej będzie też świeżo upieczonym przedsiębiorcom. - 200 osób, które wzięły dotację na biznes  z urzędu pracy to przyszli bankruci, bo nie wytrzymają tempa bez takiego doświadczenia, jakie my mamy - ocenił.
 

Wizja kusi mieszkańców
Sklepy, restauracje, kawiarnie, czy również zapowiadane kino z czterema salami - tej koncepcji nie brakuje zwolenników, ale na spotkaniu wypowiadano się o niej krytycznie. -Po co nam kino? Jest MOKiS, jest też kameralne kino na Reja - padło z sali. W powstanie kina z czterema salami i punktu jednej z sieci fast foodów nie wierzy Karasek. -Skoro jest potrzeba na takie usługi, to może zakupić lepszy sprzęt do kina MOKiS-u, zaprosić McDonald’s oraz KFC i w zasadzie mamy problem rozwiązany – podzielił się receptą były radny, dodając, że osobiście jest za tym, aby miasto nie dopuściło żadnych obiektów przekraczających 2000 m2. Pojawił się też głos, że prowadzona przez Urząd Miasta ankieta nie ma sensu, bo nie jest miarodajna, a głosują w niej głównie bardzo młodzi mieszkańcy, zafascynowani roztoczoną przez inwestora wizją. - Konsumenci też mają prawo się wypowiedzieć. Ankieta nie jest wiążąca i jej cel jest przede wszystkim informacyjny. Na koniec będziemy mieć potrzebne dane, w tym wiek głosujących i wiadomo, że głos nastolatka trzeba potraktować nieco inaczej niż osoby dorosłej-odpowiedział Michał Koła-ciński, burmistrz miasta. Zwrócił też uwagę, że przedstawioną wizję należy traktować z dużym dystansem. -To, co naprawdę tam powstanie, może znacząco odbiegać od tego, co jest nam dziś przedstawiane. Przecież taką wizualizację średnio rozgarnięty informatyk stworzy w dwie godziny - zaznaczył.
Kto „buduje” galerię?
Osobny wątek dyskusji wywiązał się na temat tego, kto stanowi biznesowy fundament pod galerię handlową. -Za wszystko płacą drobni biznesmeni. To oni tak naprawdę budują galerię, bo ta nie powstanie, jeśli nie ma podpisanych umów na większość lokali – oznajmiła radna Małgorzata Lipska. Nie zgodziła się z nią Beata Romaniuk-Boruta. -To trochę inna bajka. O tym stanowią głównie sieciówki, a drobni handlowcy to dziesięć procent-mówiła właścicielka biura rachunkowego. -One mają tylko przyciągać i być magnesem-pozostawała przy swoim radna, która przekonywała też, że Oleśnica nie jest bogatym miastem, pokazując przychód na 1 mieszkańca, który wynosi 865 złotych. -Proszę sobie ocenić, czy to wystarczająca zachęta dla inwestora? - pytała retorycznie. Prowadzący sklep sportowy Andrzej Zwierzyk podkreślał nierówne warunki umów i wyprowadzanie podatków do podatkowego raju. -”Mali” mają na starcie 4-krotnie wyższe stawki. Taki LPP ma 60% rynku odzieżowego w Polsce, siedzibę na Cyprze, i ani Polska, ani miasto nic z tego nie ma, bo podatki wypływają za granicę. To jest zwyczajna grabież majątku narodowego-stwierdził. Swoje zdanie wyraził również burmistrz Kołaciński. -O powstaniu galerii przesądzi liczba - zabijecie mnie za to, ale powiem-frajerów, którzy się na nią nabiorą-powiedział włodarz miasta. Natomiast Piotr Karasek uważa, że drobni przedsiębiorcy są na samym końcu łańcucha. -To, czy będziemy mieć galerię zależy w pierwszej kolejności od radnych i zmiany bądź nie studium. Ale czy my musimy w ogóle go dotykać?  - pytał, przypominając, że w poprzedniej kadencji Rada Miasta zmian w studium ostatecznie nie uchwaliła.
Wzięli radnych do tablicy
Kilkukrotnie do zabrania głosu wzywano obecnych na spotkaniu radnych. Ci podzieleni byli na tych, którzy decyzję już podjęli i tych, którzy wciąż ważą argumenty za i przeciw. -Ja będę przeciwko, więc potrzeba przekonać jeszcze dziesięciu. Proszę, walczcie o swoje. Ja będę z wami, ale wy też musicie walczyć - mówił Robert Sarna, radny i przedsiębiorca. Swój głos na „nie” zadeklarował również Marcin Karczewicz. -Za rządów Bronsia Oleśnica stała się jednym wielkim supermarketem. Wolę wspierać polski niż zagraniczny kapitał-powiedział rajca, na co dzień pracujący w jednym z marketów. Wypowiedziała się też Grażyna Siednienko. -Niedawno rozmawiałam w gronie młodszych osób i każda z nich była za galerią, a ja wyszłam na zacofaną-usłyszeli kupcy. Z kolei Pawłowi Bielań-skiemu nie podobało się określanie ankiety bzdurą. -Pozostali mieszkańcy też mają prawo głosu i chcemy poznać ich zdanie – mówił. Andrzej Zwierzyk  apelował natomiast, aby wyjaśniać ludziom, skąd pochodzą pieniądze w miejskim budżecie. -Trzeba mieszkańcom tłumaczyć, że taniej nie zawsze znaczy rzeczywiście taniej i dla Oleśnicy lepiej, aby kupili u lokalnego przedsiębiorcy, a nie za 10 groszy mniej w Aldi, a kasa pojedzie do Niemiec-uważa handlowiec.
Szantaż uczniami?
Już po spotkaniu jeden z handlowców pragnący zachować anonimowość - nieoficjalnie oświadczył naszej redakcji, że w przypadku przychylenia się rady miasta do zmian na korzyść inwestora, przedsiębiorcy i rzemieślnicy wypowiedzą jesienią umowy na kształcenie uczniów. - To nasza nieodwołalna decyzja. Niech ich kształcą markety-oznajmił. Krytycznie informację skomentował radny Marcin Karczewicz, który tuż po zebraniu gorąco popierał argumenty przedsiębiorców. -Myślałem, że rozmawiałem z przedsiębiorcami, a nie z szantażystami-przyznał. Od wspomnianego ultimatum odcina się też Cech Rzemiosł Różnych Małej i Średniej Przedsiębiorczości. -Trzeba się wykazać niebywale złą wolą, żeby deklarować, czy nawet mówić o wypowiadaniu umów z młodocianymi pracownikami jako formy szantażowania władz miasta. Ten, kto tak robi, stara się z ucznia zrobić zakładnika politycznego, a to jest już zachowanie nieetyczne-ocenia Paweł Leszczyłowski, sekretarz cechu.