Rozmowa z Adrianną Mierzejewską, wójtem gminy Nowa Ruda

Na stanowisku zastąpiła Pani Sławomira Karwowskiego, który wójtem gminy był przez dwie kadencje. Co Pani zastała po przejęciu urzędu?
Przez ostatnie osiem lat nic spektakularnego w gminie się nie stało. Niestety, nie skorzystano dostatecznie z pieniędzy unijnych, a „przejadano” pieniądze z budżetu. Jedyną większą inwestycją, którą zrobiono w poprzednich kadencjach, było Muzeum Sowiogórskie w Ludwikowicach Kłodzkich.

Ale tu też jest wiele do zrobienia. Nie ma tam gablot, narzędzi wystawowych jak w prawdziwym muzeum, nie ma nawet parkingu. Dopiero teraz powoli próbujemy powołać je do życia. Złożono wniosek na termomodernizację Szkoły Podstawowej w Bożkowie, ale z niewiadomych powodów nie dopełniono formalności, więc pieniądze przepadły. Miała być wybudowana sala gimnastyczna w Bożkowie, a w Ludwikowicach miało powstać boisko. Nic z tych inwestycji nie zrealizowano.

Jednym słowem, przed Panią sporo pracy i wyzwań.
Tak, zwłaszcza że nie można zapominać, iż mamy spore zadłużenie – około 18 milionów złotych. Dlatego duży nacisk będziemy kłaść na oszczędzanie i racjonalne wydawanie pieniędzy. W cztery lata niewiele da się zrobić. Wszelkie inwestycje będą dobrze przemyślane: jak najmniejszy wkład własny, mądre decyzje bez pośpiechu i mocno wyważone priorytety. Brakuje nam żłobka, boisk, sal gimnastycznych, miejsc pracy, kanalizacji. Mamy fatalny zasób mieszkań komunalnych, mało i w złym stanie technicznym. Bardzo ważny jest dialog z mieszkańcami, muszę często spotykać się z nimi, by nie zapomnieć, po co tu jestem.

Wobec tego, jakie są Pani plany na najbliższy czas?
Trzeba przede wszystkim wyremontować szkoły i przedszkola, w Ludwikowicach potrzebne jest boisko, które, jak już wiemy, nie powstało, marzą tam też o sali gimnastycznej. W Bożkowie też jest potrzebna sala gimnastyczna, o której mówi się od wielu lat, myślę, że uda się ją wybudować do końca kadencji.

Coś jeszcze z ważnych rzeczy do zrobienia?
Najbardziej palącą sprawą są drogi i remont budynków komunalnych. Brakuje świetlic wiejskich. Kiedy podczas kampanii odwiedzałam wyborców, zobaczyłam, jak ludzie mieszkają, w jakich warunkach. Toalety są na zewnątrz, w opłakanym stanie, budynki rozsypujące się, z przeciekającymi dachami, a czynsz bardzo wysoki. Ważne jest przepracowanie polityki mieszkaniowej i zamrożenie czynszów.

A co jest największym problemem, który trzeba rozwiązać?
Brak kanalizacji, którą trzeba zrobić, to jest nasz priorytet. Zaczniemy od Jugowa, następnie Ludwikowice i – o ile to realne – kolejne wsie. Jest też możliwość wybudowania przydomowych oczyszczalni ścieków w miejscach, gdzie kanalizacja nie jest wykonalna. Być może uda się pozyskać część funduszy, przydomowe oczyszczalnie są tańsze w eksploatacji niż kanalizacja. Chcemy też wesprzeć jednego z radnych, który chciałby w Woliborzu doprowadzić do uruchomienia szkoły. Jest przy niej nowe boisko. Szkołę zamknięto przy niemalże setce uczęszczających do niej dzieci. 

A planuje Pani rozwój turystyki lub tereny pod Invest Park?
Niestety, nie mamy warunków na stworzenie takiego miejsca, ponieważ brakuje kanalizacji, infrastruktury drogowej. Dlatego też chcemy wspierać naszych lokalnych przedsiębiorców, może uda nam się obniżyć podatki, które są dość wysokie. Jeśli chodzi o turystykę, ten temat jest nośny od wielu lat. Należymy do stowarzyszeń, które wspierają jej rozwój. Osobiście brakuje mi ścieżek rowerowych, bazy noclegowej i gastronomicznej.

Jak Pani ocenia swoją dotychczasową pracę?
Muszę się liczyć z tym, że zostanę rozliczona z każdego punktu swojego programu wyborczego. I to nawet nie do końca przez wyborców, lecz przez zagorzałych przeciwników, których, niestety, mam sporo w radzie.