Z Wojciechem Gurgulem, prezesem wrocławskiej firmy PGS Software, rozmawiamy o początkach firmy oraz planach

Czy zakładając PGS Software, przypuszczał Pan, że w przyszłości stanie się Pan prezesem firmy o zasięgu międzynarodowym, z usług której korzystać będzie 250 klientów?
Nie – o tym nie myślałem. Pewnie o 30-40 zleceniodawcach marzyłem, ale o tej skali nawet nie śniłem. Zresztą nie było to marzenie ani moje, ani mojego brata. Bardziej chcieliśmy stworzyć firmę fajną dla pracowników i dla nas niż taką, która będzie podbijała świat.

To, że po przeszło 10 latach pracuje tu ponad 350 osób, że mamy biura w Rzeszowie i Gdańsku, biuro handlowe w Londynie – to było dla nas na samym początku zupełnie niewyobrażalne. Chyba nie mieliśmy natury wizjonerów. Chcieliśmy po prostu założyć fajną, rodzinną firmę. Rzeczywistość jednak przerosła nasze plany i wyobrażenia.

Na czym polega wyjątkowość PGS Software? Co Pana zdaniem sprawia, że Wasze usługi cieszą się tak dużym popytem?
Nie wiem, czy jesteśmy wyjątkowi. Staramy się być solidni i przewidywalni. Zarówno wobec naszych pracowników, jak i klientów. Jeśli już jesteśmy wyjątkowi, to może właśnie ze względu na tę solidność?
Popyt wynika z tendencji na rynku na całym świecie. Oprogramowanie jest potrzebne i polscy specjaliści dzięki temu mają pracę, a dla takich firm jak nasza powstał duży rynek. Technologicznie rzecz ujmując, robimy mniej więcej to samo, co inne firmy IT. Nasz sukces pokazuje jednak, że robimy to trochę lepiej. A co konkretnie? Do końca nie wiem, nie jestem socjologiem. Po prostu lubimy się z większością naszych klientów. Może to jest klucz do sukcesu?
Podam dwa przykłady: jeden ze zleceniodawców przysłał z Niemiec do naszego rzeszowskiego biura stół do piłkarzyków. Nie dlatego, że nas na ten stół nie było stać, lecz dlatego, że chciał zrobić przyjemność naszemu zespołowi, z którym pracuje od lat. Taki normalny, ludzki odruch w świecie biznesu to nie jest oczywistość. I drugi przykład: mamy klienta, który kilkakrotnie już w ramach podziękowania dla programistów, którzy dla niego pracują, zakomunikował nam, że daje im dodatkowy dzień wolny, za który zapłaci normalnie, jak za dzień pracy. Pracownicy nie musieli więc brać urlopów, a noc przed wolnym spędzili na wspólnej zabawie. To niby drobne rzeczy, ale pokazują, że często łączą nas z klientami relacje nie tylko biznesowe.

Ilu pracowników zatrudnia PGS Software?
Mamy obecnie zespół liczący około 350 osób w trzech siedzibach: Wrocław, Rzeszów i Gdańsk. Dodatkowo mamy w Londynie spółkę zależną, zajmującą się sprzedażą naszych usług w Wielkiej Brytanii.
 

Jakie były początki PGS Software? Skąd wziął się pomysł na firmę?
Firmę tak naprawdę wymyślił mój brat. On wcześniej robił dość zbliżone rzeczy. Ja miałem mu tylko pomóc przez jakiś czas na początku, ale ta pomoc trwa już długo. Sam nie wiem, czy to ja tak wolno  pomagam, czy on nieudolnie tę pomoc przyjmuje – tak czy inaczej ciągniemy ten wózek razem. Tak naprawdę to obaj pomagamy tylko fantastycznemu zespołowi, który udało się zbudować. Co do pomysłu, to zarówno ja, jak i mój brat pracowaliśmy wcześniej w międzynarodowych firmach. Mieliśmy zatem duże doświadczenie w zakresie współpracy z klientami, którzy są daleko. Prawie nie sprzedajemy naszych usług w Polsce. Gdy ktoś z branży pyta mnie, jak sprzedawać za granicą, bo jemu to nie wychodzi, ja rewanżuję się pytaniem o sprzedaż w Polsce, bo w ogóle tego nie potrafię.
 

Jak wygląda konkurencja na rynku usług IT i jaką pozycję zajmuje na nim PGS Software?
Trzeba pamiętać, że chodzi o rynek globalny. Choć mamy też konkurencję w Polsce, to nie ona jest dla nas najtrudniejsza. Bywa, że nawet z nią współpracujemy, wymieniając doświadczenia czy wspólnie realizując większe projekty. Prawdziwa konkurencja jest za granicą: w Rumunii, na Ukrainie, w Indiach, w Argentynie. To, czy my wygrywamy, to bardziej pytanie, czy wygrywa Polska. Różnie z tym bywa, dlatego gdy słyszę, że w Rzeszowie ma być mniej miejsc na studiach informatycznych, ze względu na niż demograficzny, to głowa mnie boli.

Jesteście notowani na Giełdzie Papierów Wartościowych. W 2013 roku otrzymaliście Diament, przyznawany przez miesięcznik „Forbes”, jako najwyżej notowana firma IT we Wrocławiu, dwukrotnie przyznano Wam także e-diament za jedną z najlepiej zaprojektowanych witryn w regionie. Co znaczą dla Pana oraz firmy te sukcesy?
To zawsze miłe. Takie nagrody są jednak uhonorowaniem przeszłości. Większą satysfakcję mam, gdy nasi pracownicy w ankiecie chwalą atmosferę w firmie. Na tym zależy mi przede wszystkim, by zadowoleni byli pracownicy i klienci. A wyniki? Są ważne, ale bez zadowolonych klientów i zespołu ich nie będzie.

Jak wyglądają biznesowe plany PGS Software na przyszłość?
Plany są proste: rosnąć i stać się znaczącym graczem na tym rynku w Europie. To nie będzie łatwe. Wielu ma takie plany, trzeba się więc starać, nie tylko rosnąć i się rozwijać, ale robić to szybciej i lepiej niż inni.

Trudno jest połączyć życie prywatne z prezesowaniem firmie działającej na rynkach zagranicznych? Ma Pan czas na rozwijanie swoich pozazawodowych pasji?
Mam piątkę dzieci. W większości dość małych, więc trudno mi mówić o tym, że chcę rozwijać jeszcze jakieś hobby. Z wielką przyjemnością patrzę, jak mój syn gra w badmintona czy słucham, gdy córka śpiewa na występach. Czasem uda mi się wieczorem, zanim padnę, poczytać książkę. Co niedziela, po powrocie z kościoła, zasiadam w swoim ulubionym fotelu i czytam tygodniki. Dzieci robią mi kawę i udają, że nie przeszkadzają. Ja udaję, że one mi nie przeszkadzają i jest fajnie.

Rozmawiał: Filip Bernat

O firmie

 PGS Software zajmuje się  tworzeniem oprogramowania na zamówienie, projektowaniem aplikacji mobilnych oraz testowaniem oprogramowania.
Od 2008 roku PGS Software jest notowane na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Portfolio przedsiębiorstwa obejmuje ponad 1020 ukończonych projektów.