Ustawa antyspreadowa nie ulżyła spłacającym ogromne kredyty w szwajcarskiej walucie. Banki umieją sobie rekompensować straty.

Ceny franka podane na stronach internetowych banków komercyjnych odbiegają od średniego kursu w NBP. Zdecydowanie na ich korzyść, co pozwala zarabiać więcej na zadłużonych w helweckiej walucie.

- NBP podaje jej średnią wartość, jest pewnym wyznacznikiem, ale banki same ustalają różnicę między kupnem a sprzedażą, czyli niepopularny spread - mówi Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankiera.pl.

Banki: kiedyś spread był dużo wyższy

Na jakich zasadach obliczają spread?

- Punktem odniesienia jest rynek międzybankowy w momencie tworzenia tabeli kursów, a to dzieje się przynajmniej dwa razy dziennie - odpisał nam Wojciech Sury, rzecznik Getin Noble Banku. - Natomiast średnie notowanie NBP to dane z jednej godziny: 11.00. Nie można zatem bezpośrednio ich porównywać, aby wyliczyć spread.

- Nasz kurs wynika z notowań rynkowych. Obliczając spread nie opieramy się na NBP - informuje też Iwona Radomska z PKO BP.

- Ustalamy kurs kupna i sprzedaży między innymi na podstawie informacji z rynku międzybankowego czy prezentowanych w serwisie informacyjnym Reuters - odpowiada Sławomir Czajkowski z Departamentu Marketingu i PR Raiffeisen Polbanku.

Czajkowski próbuje pocieszać, że dawniej spread był dwa razy wyższy. Dawniej, czyli przed 2011 rokiem, zanim weszła w życie ustawa antyspreadowa. Banki są odtąd zobowiązane do przyjmowania rat kredytów zarówno w złotych, jak i w walutach, w których były zaciągnięte. Każdy może więc przynieść franki kupione np. w kantorze (stacjonarnym lub online) i wpłacić je na swoje konto. Ma również szansę zrobić przelew walutowy z innego banku, w którym kurs jest korzystniejszy niż w tym, w którym posiada kredyt.

Jednak wraz z nowymi możliwościami, pojawiło się więcej formalności i kosztów. I tak np.: żeby móc spłacać kredyt w szwajcarskiej walucie, niemal wszędzie konieczne jest podpisanie specjalnego aneksu. Nie zawsze to będzie za darmo, a już na pewno nie wtedy, gdy nie ma takiego zapisu w głównej umowie. Klient może więc wydać np. 200 zł.

Kosztuje także prowadzenie konta walutowego i nawet, jeśli znajdziemy na rynku ofertę bezpłatnego rachunku, zapłacimy za przelewy. Wyjdzie kilkadziesiąt złotych miesięcznie.

- Formalności i dodatkowe koszty mają zniechęcić klientów, by sami kupowali waluty i tym samym zgodzą się na kursy proponowane przez banki - uważa Łukasz Piechowiak. - Często indywidualne zakupy mogą się im nie opłacać.

k

(Infografika: Monika Wieczorkowska)

Komisja Nadzoru Finansowego ma na temat takich praktyk niewiele do powiedzenia: - Przeprowadzamy inspekcje w nadzorowanych podmiotach, analizujemy wybrane umowy - wyjaśnia krótko Maciej Krzysztoszek z KNF. Banki znalazły sposób, by rekompensować sobie straty po wprowadzeniu ustawy antyspreadowej. W najgorszej sytuacji są klienci.

- Jednak pomysł, by ich kredyty zostały przewalutowane po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu, uważam, podobnie jak prof. Leszek Balcerowicz, za moralnie zły - dodaje Piechowiak. - Wiele z tych osób mogło pożyczyć złotówki, ale świadomie tego nie zrobiło, bo raty we frankach były tańsze.

KNF twierdzi, że ostrzegała

Komisja Nadzoru Finansowego twierdzi, że ostrzegała frankowiczów. - W 2006 roku, przy okazji przyjęcia przez ówczesną Komisję Nadzoru Bankowego rekomendacji S, trwała gorąca dyskusja na ten temat - wspomina Maciej Krzysztoszek. - Komisja informowała wówczas publicznie o ryzyku, jakie wiązało się z takimi kredytami. Zapisy rekomendacji zalecały bankom informowanie klientów o wszystkich konsekwencjach. Kredytobiorcy decydujący się na zaciągnięcie zobowiązania w walucie obcej składali pisemne oświadczenia. Potwierdzali w ten sposób, że liczą się z ryzykiem zmiany kursu waluty i wpływu tej zmiany na wartość zadłużenia. KNB była krytykowana za rekomendację S. Zarzucano jej, że chce ograniczyć dostęp do gotówki.

Rekomendacja S nakazała, by zaciągający kredyt walutowy przeznaczał na spłatę miesięcznej raty nie więcej niż 42 proc. swoich przychodów. Do sumy wlicza się również jego pozostałe zobowiązania.  

Tymczasem rząd chce pomóc posiadaczom kredytów w szwajcarskiej walucie. Minister gospodarki Janusz Piechociński, zaproponował  m.in. wprowadzenie wakacji kredytowych do trzech lat, a także możliwość bezprowizyjnego przewalutowania po kursie średnim NBP oraz ograniczenie ryzyka kursowego dla kredytobiorcy.

Przewalutowanie? Nie

Rząd wycofał się z wcześniejszej  propozycji opodatkowania umorzonej części kredytu po stronie zadłużonego i możliwości zaliczenia tej kwoty do kosztów uzyskania przychodu banków.

- Bezprowizyjne przewalutowanie po średnim kursie Narodowego Banku Polskiego w dniu podpisania umowy, byłoby  niekorzystne dla kredytobiorców w sytuacji wyjątkowo słabego złotego i mocnego franka - komentuje Jeremi Mordasewicz, ekonomista  z Konfederacji Lewiatan. - Prawdopodobieństwo umocnienia się złotego wobec franka w długim okresie jest większe niż prawdopodobieństwo jego osłabienia.  

Minister gospodarki Janusz Piechociński, zaproponował m.in. wprowadzenie wakacji kredytowych do trzech lat, czyli zawieszenie na ten spłat rat w przypadku silnego kursu franka. Banki pozwalają na miesiąc lub rok takiej przerwy. W razie umocnienia szwajcarskiej waluty, robiłyby odpisy na podwyższone ryzyko.

Przewalutowanie? Nie

Rząd wycofał się z wcześniejszej propozycji opodatkowania umorzonej części kredytu po stronie zadłużonego i możliwości zaliczenia tej kwoty do kosztów uzyskania przychodu banków. - Również bezprowizyjne przewalutowanie po średnim kursie NBP w dniu podpisania umowy, byłoby niekorzystne dla kredytobiorców w sytuacji wyjątkowo słabego złotego i mocnego franka - komentuje Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan. - Prawdopodobieństwo umocnienia się złotego wobec franka w długim okresie jest większe niż prawdopodobieństwo jego osłabienia.