Wyciek raportu z negocjacji pomiędzy Unią Europejską i USA ożywił dyskusję nad kształtem, ale i sensem największego porozumienia handlowego w historii.

W ostatni poniedziałek wieczorem fasada historycznego gmachu będącego siedzibą niemieckiego parlamentu na kilka godzin stała się ekranem, na którym aktywiści Greenpeace’u wyświetlili raport z negocjacji. Zdaniem niektórych komentatorów stała się też gwoździem do trumny największej umowy handlowej w dziejach. Z 13 rozdziałów podsumowujących poszczególne tury negocjacji prowadzonych od 2013 roku wynika, że w ciągu niespełna trzech lat rozmów strona amerykańska nie jest w stanie pójść na niemal żadne ustępstwa wobec partnerów ze Starego Kontynentu jeśli chodzi o rynek żywności.

Chcą oni szerokiego dostępu żywności pochodzącej ze Stanów do rynku unijnego, mimo protestów tamtejszych rolników. W awangardzie sprzeciwiających się napływowi tanich i produkowanych na przemysłową skalę produktów rolnych są Francuzi. Ich prezydent Francois Hollande oświadczył dzień po przecieku, że na obecnym etapie negocjacji Francja jest przeciwna finalizacji porozumienia między UE a USA.

– Nie możemy zrezygnować z zasad istotnych dla naszej kultury, rolnictwa opierającego się na wzajemnym dostępie do rynków – powiedział Hollande, podkreślając, że Francja nie pójdzie na ustępstwa prowadzące do obniżenia standardów żywności i jej produkcji. Na finalizacji umowy, która poza utworzeniem największej na świecie strefy wolnego handlu (poprzez usunięcie ceł i ograniczeń inwestycyjnych, ujednolicenia przepisów), poza Stanami Zjednoczonymi najbardziej zależy Niemcom. Amerykanie, zdając sobie sprawę z tego, kto w Europie rozdaje karty, podnoszą argument otwarcia amerykańskiego rynku dla samochodów z Europy – na czym krocie zarobią niemieckie giganty motoryzacyjne. Fakt, że negocjacje były tak długo owiane tajemnicą niepokoił wiele środowisk.

– Cóż takiego tam jest, że nie może odbywać się w świetle kamer? To porozumienie, które zdeterminuje funkcjonowanie gospodarki Polski i Europy na wiele lat. Ich utajnienie powoduje wiele niedobrych domysłów – mówił przed ujawnieniem raportu z negocjacji Robert Winnicki, wiceprzewodniczący podkomisji ds. TTIP, powołanej w ramach sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej. Były poseł Kukiz’15 w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press (AIP) wskazuje, że porozumienie może jeszcze wzmocnić już niebezpiecznie mocną pozycję koncernów międzynarodowych.

– Nie oszukujmy się, niektóre z nich są mocniejsze ekonomicznie od państw narodowych, a teraz będą miały jeszcze za sobą prawo – mówi Winnicki. Amerykanie nie chcą bowiem zrezygnować z możliwości rozpatrywania pozwów koncernów przez sądy arbitrażowe, a nie publiczne. Nie chcą również otworzyć przed Europejczykami rynku zamówień publicznych. W przeciwieństwie do prezydenta Francji, który sprzeciwił się dalszym negocjacją zbliżającym do podpisania porozumienia, do finalizacji rozmów dążą Niemcy i Stany Zjednoczone. Nie tylko z powodów stricte ekonomicznych. – Chcemy zamknąć negocjacje przed końcem roku – mówił rzecznik Białego Domu Josh Earnest, któremu wtórował jego niemiecki odpowiednik, Steffen Seibert. – Kanclerz Merkel uważa, że – powiedział po ujawnieniu przecieku. Oboje przywódcy podczas kwietniowego spotkania w Hanowerze nawoływali do pośpiechu w negocjacjach – w listopadzie kończy się prezydentura Obamy, a jego następca może mieć inną koncepcję porozumienia. W przyszłym roku wybory odbędą się też w Niemczech, a jeśli utrzymają się obecnie panujące tendencje, CDU Angeli Merkel nie utrzyma się przy władzy. Wydłużanie negocjacji może się więc okazać klęską całego porozumienia.

Wspomnianemu spotkaniu przywódców USA i Niemiec w Hanowerze towarzyszyły protesty aktywistów sprzeciwiających się TTIP – policja donosiła o 30 tys. protestujących, organizatorzy twierdzą, że na ulice wyszło trzykrotnie więcej ludzi. To i tak mniej niż zgromadziły zeszłoroczne protesty w Berlinie – jesienią w stolicy zebrało się ćwierć miliona osób niechętnych porozumieniu. Jego efektów najbardziej obawiają się organizacje konsumenckie, związki zawodowe, a także Zieloni. – Nie jesteśmy przeciw integracji i globalizacji, jesteśmy za demokracją. Utajnianie rozmów – to nie jest demokracja – mówił jeden z uczestników protestu. Ekolodzy przestrzegają szczególnie przed zalewem amerykańskiej żywności, której nie obowiązywałyby surowe restrykcje, o które przez lata walczyli aktywiści. – Obecnie negocjacje koncentrują się na ograniczeniu ewentualnych przewag konkurencyjnych wielkich, międzynarodowych koncernów. Dotyczy to choćby rozpatrywania sporów handlowych, powstających w strefie wolnego handlu. W wyniku ostatnich rozmów nieco poprawiono położenie średnich przedsiębiorstw, choć jeszcze nie jest to kompromis, który powinien nas, Europejczyków, zadowalać – wyjaśnia Marek Zuber, ekonomista i analityk rynków finansowych. W rozmowie z AIP przekonuje on, że Polska TTIP obawiać się raczej nie musi.


– Ważna dla polskiej gospodarki kwestia okresu przejściowego w przemyśle chemicznym została już dograna. Gdyby nie okres przejściowy, amerykańscy producenci, mający dostęp do trzykrotnie tańszego gazu niż polscy, zagroziliby upadłością całemu sektorowi. Dla Polski ta umowa powinna być korzystna, tak jak powinna być korzystna dla całej Unii. W wielu obszarach, w których mamy szanse konkurować niskimi kosztami pracy – podsumowuje Zuber.

e

fot. Christian Charisius/dpa via AP