Urząd Regulacji Energetyki odmówił zatwierdzenia korekty taryfy Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu. Stąd w najbliższym czasie nie musimy się obawiać wzrostu cen błękitnego paliwa.

PGNiG złożyło wniosek o podwyżkę cen gazu jeszcze w czerwcu. Z zeszłotygodniowych zapowiedzi urzędu wynikało, że w połowie września może zostać zatwierdzona nowa taryfa.

Jak spekulowali nieoficjalnie specjaliści, spółka mogła chcieć podwyżki od kilkunastu do nawet 20 procent.

Jednak wczoraj prezes URE odmówił zatwierdzenia tego wniosku. Duża część uzasadnienia decyzji nie jest jawna.

Nie ma powodów
- Nie znalazłem powodu dla wzrostu cen, o jaki wnioskowała spółka, także po stronie kosztów uzasadnionych, ponoszonych przez przedsiębiorstwo - powiedział Polskiej Agencji Prasowej Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Co może zrobić PGNiG w takiej sytuacji?

Złożyć nowy wniosek lub odwołać się od decyzji. - Biorąc pod uwagę uzasadnienie decyzji spodziewałbym się, że ewentualny nowy wniosek musiałby zawierać niższe oczekiwania wzrostu cen - dodał  prezes.

Najwcześniej w styczniu
- W tym roku podwyżek cen gazu już nie będzie - uważa Andrzej Szczęśniak, niezależny ekspert rynku paliw i gazu. - Najwcześniej podrożeje on na początku przyszłego roku.

To, że nie będzie decyzji w połowie miesiąca, zapowiadał już tydzień temu na naszych łamach ekspert.

- Można było się tego spodziewać - komentuje dzisiejszą wiadomość Szczęśniak. - Wydawało mi się, że przeważą względy polityczne. Dla rządu podwyżki nie są dobre, dotyczą zbyt dużej liczby gospodarstw. Problem jest teraz z PGNiG. Prezes URE oszczędza 30 groszy na metrze gazu, a ryzykuje, że spółka będzie w trudnej sytuacji. Strata za ten rok może być dwa razy większa niż w pierwszym półroczu. Na sprzedaży gazu PGNiG miało już 1,5 miliarda złotych strat.