700 podrabianych dokumentów dla koni wykorzystali handlarze, sprzedający zwierzęta m.in. do rzeźni. I to tłumaczy, skąd końskie DNA wzięło się w wołowinie!

- Stwierdziliśmy, że  około 700 podwójnych paszportów dla koni wydano na terenie województwa łódzkiego - twierdzi Jacek Soborski, prezes Kujawsko-Pomorskiego Związku Hodowców Koni i sekretarz w zarządzie głównym Polskiego Związku Hodowców Koni. - Dlatego łódzkie biuro nie może na razie wydawać dokumentów a sprawa trafiła do prokuratury.

Wołowa konina
- Jedno zawiadomienie dotyczące podrobienia nieustalonej liczby paszportów złożył PZHK  - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Drugie wniósł przewodniczący komisji rewizyjnej przy okręgowym związku w Łodzi. Ono dotyczyło podejrzenia o nierzeczywistym datowaniu dokumentów wystawianych hodowcom.

Zdaniem Soborskiego zwierzęta na lewych papierach jechały do Włoch i do rzeźni, prawdopodonie także w Polsce. - I już wiadomo, skąd bierze się problem z „wołową koniną” - dodaje prezes.

Najgłośniejsza afera z powodu wykrycia końskiego DNA w produkcie, w którym miała być tylko wołowina, wybuchła pół roku temu, w Irlandii. Podejrzewano, że do burgerów dodano zafałszowanego mięsa z Polski. To nie była prawda.

Ale w całej Europie zaczęto przyglądać się wołowinie. Komisja Europejska wydała nawet sporo pieniędzy na program badań mięsa wołowego. We wszystkich państwach członkowskich przeprowadzono 7 259 testów, z czego 4 144 na obecność końskiego DNA w wołowinie, a 3 115 dotyczyło fenylobutazonu w koninie (to lek weterynaryjny stosowany w przypadku koni sportowych, może być groźny dla zdrowia ludzi). Aż 193 testy wykazały obecność końskiego DNA, a 16  ślady fenylobutazonu.

W  Polsce tylko w pięciu przypadkach wykryto koninę w wołowinie. Największy problem mieli z tym Francuzi (47 przypadków), Grecy (36) oraz Niemcy (29). Z kolei fenylobutazon stwierdzono głównie w Wielkiej Brytanii (14 przypadków). - To problem ogólnoeuropejski, choć także porażka naszego związku - uważa Soborski.

Paszport wiecznie żywy
Fałszowanie paszportów miało polegać na tym, że niektóre dokumenty służyły wielokrotnie.

- Koń wyjeżdżał z kraju albo padł, a jego paszport  trafiał do innego hodowcy - wyjaśnia Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii. - Przedstawiciele Polskiego Związku Hodowców Koni nabrali podejrzeń, gdy okazywało się, że konie, które padły wciąż żyją. Zaczęliśmy to wspólnie sprawdzać. No i wyszło, że niektóre paszporty były wypełnione ręcznie (w częściach dotyczących danych koniowatego i jego opisu) po 1 stycznia 2007 roku. A to znaczy, że są nieważne i prawdopodobnie sfałszowane. System identyfikacji tych zwierząt trzeba uszczelnić.

Więcej na ten temat w papierowym wydaniu "Gazety Pomorskiej"