Przedstawiciele Polskiej Izby Handlu uważają, że projekt zakładający zakaz handlu w niedzielę narusza ustawę zasadniczą. Solidarność odpiera jednak zarzuty.

Utrudnienia dla dostawców i magazynierów, ograniczenie swobody konsumentów, spadek zatrudnienia i wreszcie niezgodność z konstytucją oraz przepisami prawa Unii Europejskiej - to główne zarzuty, jakie wobec projektu związkowców o ograniczeniu handlu w niedzielę stawia Polska Izba Handlu. Zdaniem jej członków, na nowych przepisach stracą nie tylko, jak zapowiadano, duże sieci handlowe, ale także mali przedsiębiorcy.

Czytaj też: Handel w niedzielę: Solidarność nie wyklucza zgody na kompromis

- Zgodnie z art. 22 konstytucji ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny. Nie ulega wątpliwości, iż przyjęte w projekcie rozwiązania prowadzące do ograniczenia wolności działalności gospodarczej nie wypełniają kryterium „ważnego interesu publicznego”. Projekt niewątpliwie może prowadzić też do ograniczenia swobody konsumentów w podejmowaniu decyzji gospodarczych - mówią przedstawiciele Polskiej Izby Handlu i dodają, że na nowych przepisach ucierpią również m.in. dostawcy. - Projekt związkowców uderza nie tylko w szeroko pojęty handel, ale także w wiele innych sektorów, w tym sektor transportowy i logistyczny, tym bardziej iż przedmiotowy zakaz obowiązywać ma od godziny 6 w niedzielę do godziny 6 dnia następnego - dodają.

Z zarzutami Polskiej Izby Handlu nie zgadzają się autorzy projektu, twierdząc, że to „czysty lobbing, mający na celu niedopuszczenie do wprowadzenia zmian”. - Uwagi formalne przedstawicieli biznesu są bardzo naciągane. Według nich, rozwiązania zawarte w projekcie nie spełniają kryterium ważnego interesu publicznego. Moim zdaniem, los blisko 2 mln pracowników, którzy często są zmuszani do pracy w niedzielę, i ich rodzin, które cierpią z tego powodu, to bardzo ważny interes publiczny - przekonuje Marek Lewandowski, rzecznik Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. - Zakaz lub daleko idące ograniczenia handlu w niedzielę obowiązują już w 9 krajach Unii. Powoływanie się więc na niezgodność z przepisami unijnymi jest kuriozalne.

Zobacz: Ustawa Solidarności o handlu w niedzielę pełna luk?

Rozszerzenie zakazu handlu na centra logistyczne, magazynowe, dystrybucyjne oraz terminale przeładunkowe też ma, według związkowców, swoje uzasadnienie. - Zawężenie przepisów tylko do sektora sprzedaży powodowałoby szukanie różnych furtek do ich obchodzenia. Warto przypomnieć, że małe sklepy, za których ladą stanie właściciel, będą mogły działać w dni objęte zakazem handlu. Podobnie sklepy w miejscach wypoczynkowo-rekreacyjnych, piekarnie i osiedlowe markety. To nie jest więc tak, że nagle stracimy dostęp do chleba - kontynuuje Lewandowski.

A czy jest możliwe, że ludzie stracą zatrudnienie?

- Oburzające jest to, że żaden z krytyków naszego projektu nie przedstawia konkretnych wyliczeń, które uzasadniałyby ich tezy i do których można by się merytorycznie odnieść. Gdy wprowadzaliśmy zakaz handlu w 13 dni świątecznych, przeciwnicy przestrzegali, że stracimy na tym od 15 do 40 tys. miejsc pracy. Co się okazało? Zatrudnienie w handlu nie tylko nie spadło, ale nawet wzrosło o 7 proc - dodaje Lewandowski.

ewa.andruszkiewicz@polskapress.pl

[AIP]