Polska gospodarka ma obecnie tylko jeden solidny motor wzrostu. Jest nim konsumpcja prywatna. Inwestycje pozostały na poprzednim poziomie. Te dane trochę więc rozczarowują, bo w warunkach tak korzystnej koniunktury, jak obecna, można oczekiwać po inwestycjach więcej niż tylko powstrzymania spadków. Perspektywa wyczekiwanego silnego odbicia w nakładach na środki trwałe odsuwa się w kierunku roku 2018.

Główny Urząd Statystyczny potwierdził dziś swoje wcześniejsze szacunki produktu krajowego brutto: w I kwartale 2017 r. był on realnie wyższy o 4 proc. niż w I kwartale poprzedniego roku. Jest jednak problem – inwestycje prawie nie drgnęły.

Według struktury wzrostu aż 3 punkty proc. z 4-procentowej dynamiki wzrostu PKB zawdzięczamy spożyciu indywidualnemu w sektorze gospodarstw domowych. Całą resztę można przypisać wzrostowi stanu zapasów w przedsiębiorstwach oraz – w marginalnym stopniu – rosnącym wydatkom rządowym.

Spożycie prywatne jest napędzane przez coraz lepszą sytuację na rynku pracy, a także zwiększone transfery pieniężne, przede wszystkim za sprawą programu Rodzina 500+.

Jego wpływ na dynamikę konsumpcji zacznie jednak słabnąć po upływie roku od momentu wprowadzenia go na pełną skalę z uwagi na efekt podniesionej bazy.

Czynnikiem niekorzystnie wpływającym na tempo wzrostu spożycia indywidualnego może być również spowolnienie dynamiki płac realnych, jakie obserwujemy od kilku miesięcy, związane przede wszystkim z powrotem inflacji.

Jednak przy jednoczesnej względnej stabilizacji nominalnego tempa wzrostu wynagrodzeń. Mimo tych potencjalnych zagrożeń perspektywa wzrostu konsumpcji w najbliższych kwartałach, będącej obecnie główną siłą napędową wzrostu PKB, pozostaje generalnie optymistyczna.

Skutkiem dobrej sytuacji na rynku pracy, wzrostu funduszu płac oraz rosnących dochodów dyspozycyjnych ludności jest także wyższa dynamika importu, która wyprzedziła w I kw. br. tempo wzrostu wartości eksportu. W takiej sytuacji maleje prawdopodobieństwo utrzymania dodatniej kontrybucji eksportu netto w przyszłych okresach.

Mimo napływających coraz szerszym strumieniem środków z funduszy europejskich, nakłady na środki trwałe dalej nie rosną, chociaż przynajmniej został zatrzymany ich spadek. Świadczy to m.in. o utrzymującej się niepewności w sektorze prywatnym, która wstrzymuje jego plany rozwojowe. Perspektywa wyczekiwanego silnego odbicia w nakładach na środki trwałe odsuwa się w kierunku roku 2018.

Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP

Obejrzyj wideo:

60 sekund biznesu: Bycie eko w biznesie opłaca się nie tylko konsumentom