W tym roku Dom Handlowy „Feniks“ obchodzi 112-lecie istnienia. O historii obiektu, jego unowocześnianiu i związanych z nim planach, rozmawiamy z prezesem Jerzym Kraśniewskim

Dlaczego Dom Handlowy „Feniks“ uważany jest za jeden z najbardziej rozpoznawalnych obiektów wizerunkowych stolicy Dolnego Śląska?
Swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim swojej bogatej i bardzo ciekawej historii. Po wojnie na zakupy przyjeżdżały tutaj osoby z całego województwa. Jesteśmy ewenementem na skalę światową. Utrzymujemy handel na sześciu kondygnacjach, co czyni dom handlowy wyjątkowym.

Ciągle się rozwijamy, poradziliśmy sobie z narastającą konkurencją między innymi nowymi galeriami, a także dopasowujemy się do dzisiejszych czasów. Stawiamy na innowacyjność. Od samego początku był dla nas ważny
klient. Był zawsze na pierwszym miejscu. Robiliśmy wszystko, aby miło wspominał zakupy w naszym domu
handlowym i z chęcią do niego wracał. To było i jest dla nas priorytetem.

Tak jak Pan wspominał z budynkiem wiąże się niezwykła historia. Cofnijmy się może do samego początku.
Budynek zaprojektowany został przez architekta Georga Schneidera i zbudowany na początku XX wieku. Był to
rok 1904. Znajduje się on w pięknym miejscu, w samym centrum Starego Miasta. Zlokalizowany jest między Rynkiem, Kurzym Targiem i ulicą Szewską. Miejsce budowy obiektu było bardzo przemyślane.
W tym miejscu poprzednio też znajdował się dom handlowy.

Od samego początku dom handlowy należał do braci Arthura i Georga Baraschów. 4 października 1904 roku odbyło się uroczyste otwarcie budynku. Na tę okoliczność zaproszono licznych gości między innymi przedsiębiorców, a także wysoko postawionych urzędników. Co ciekawe zaproszenia i program zachowały się. Uroczystość została zorganizowana w dwupoziomowej restauracji, która kiedyś znajdowała się na dwóch wyższych kondygnacjach od strony Rynku. Zachowało się także przemówienie Arthura Barascha. Warto zaznaczyć, że Arthur i Georg Baraschowie urodzili się w Ścinawie.

W domu handlowym panowały familijne stosunki. Właściciele bardzo dbali o swoich pracowników. Nawet kupili
w Cieplicach dom wczasowy, w którym wypoczywał personel. Ich również można było tam spotkać. Bracia we Wrocławiu mieli kilka sklepów. Jednak najbardziej znany był dom handlowy na wrocławskim Rynku.
Właściciele głównie przebywali w Berlinie. Jednak stolica Dolnego Śląska bardzo przypadła im do gustu. Większość ich sklepów mieściła się w tej lokalizacji.

O kondycji ekonomicznej firmy i jej przymusowej sprzedaży można przeczytać w publikacji profesora Franciszka
Połomskiego. Z okazji 100-lecia istnienia Domu Handlowego „Feniks“ wydaliśmy również książkę, w której można znaleźć wiele ciekawostek dotyczących obiektu. Naprawdę historia budynku jest bardzo bogata i warto się z nią zapoznać. W końcu nasz „Feniks“ jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zabytków Wrocławia.

Jaki koncept przyświecał domowi handlowemu?

Chodziło o to, żeby w eleganckich warunkach sprzedawać wrocławianom po przystępnych cenach towary. To było dosyć nowatorskie, jak na tamte czasy. Bracia Barasch mieli bardzo duże ambicje. Dom handlowy
powstawał w jednym z najlepszych okresów Wrocławia. Wtedy stolica Dolnego Śląska prężnie się rozwijała.
Była przykładem gospodarczego sukcesu i stolicą prowincji. Wiązała się z tym siła nabywcza, rozwój handlu, rozwój miasta. Był bardzo atrakcyjny dla przedsiębiorców i mieszkańców, którzy chcieli tutaj mieszkać.
Warto podkreślić, że właściciele stworzyli i opatentowali nawet znak firmowy – dwóch mężczyzn opartych o kolumnę z literą „B“ u góry, co też było wizytówką budynku.

Chciałbym wrócić jeszcze do samego wyglądu budynku. Wiem, że projektów było kilka!
Zostało przygotowanych pięć wersji. Wykorzystana została ostatnia. Znalazł się także w nim ważny element: sfinksy podtrzymujące kulę ziemską. Jeden z projektów –atlasi, którzy podtrzymują globus – był inspiracją do podjęcia tematu odbudowy kuli nad Feniksem. Cieszę się, ponieważ wszystkie projekty się zachowały. Zaznaczę, że obiekt był kilka razy modernizowany.

Ciekawostką jest fakt, że nigdy w czasie remontu nie został zamknięty. Prace były tak prowadzone, aby nie
utrudniać robienia zakupów klientom. Można powiedzieć, że to też stało się naszą tradycją. Przypomnę, że budynek dość mocno został uszkodzony po wojnie. Zostały powybijane szyby, pociski zniszczyły dachówki, a wybuch ładunków w wieży kościoła Marii Magdaleny, przy ulicy Szewskiej, spowodował mocne naruszenie dachu. Wtedy wraz z niemieckimi dekarzami pojechano do podwrocławskich miejscowości i zdemontowano dachówki z czterech stodół.

Taki dach funkcjonował na budynku do 2000 roku. Później całość została wymieniona. Pierwszy raz obiekt
przeszedł gruntowną modernizację w 1929 roku. Usunięto mankamenty. Przebudowano elewację od strony Rynku, nie zmieniając nic od Kurzego Targu i ulicy Szewskiej. Postawiono dwa stropy na pierwszym
i drugim piętrze. Zrobiono większe przestrzenie handlowe.

Niestety nie zachowały się zdjęcia i projekty mebli, które były naprawdę wyjątkowe i robiły duże wrażenie.

Od roku 1946 budynek jest pod zarządem Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem”...
Wcześniej pracował tutaj mój ojciec. Ja pierwsze kroki stawiałem w Domu Handlowym „Feniks“, jako dziecko w 1962 roku. Wtedy budynek był w gruntownej modernizacji. Obecnie remonty prowadzone są systematycznie.
Realizujemy je w takim zakresie, w jakim pozwalają nam na to środki. Chcemy, aby nasza oferta była wszechstronna, oryginalna i niepowtarzalna. Jesteśmy domem handlowym oferującym wszystkie towary
codziennego użytku od artykułów spożywczych na parterze po fajki wodne na piątym piętrze. A pod drodze możemy dorobić klucz, naprawić zegarek, kupić buty i spodnie, a także kosmetyki, poradzić się wróżki, ostrzyc się i dobrze zjeść. Chcemy, aby klient mógł zrobić porządne zakupy w jednym budynku.

Jakie są Pana marzenia odnośnie funkcjonowania budynku?
„Feniks“ to ikona Wrocławia. Musimy patrzeć na to, że świat się zmienia. Obecnie mamy nowe czasy, do których musimy się dostosować. Chciałbym kiedyś, aby na górnych piętrach powstało miejsce rozrywki Wrocławia na przykład restauracja z kawiarnią na dachu i tarasem widokowym. Na niższych kondygnacjach nadal funkcjonowałby handel. Cieszymy się, że odwiedzają nas stali bywalcy, ale także coraz częściej widzę młodych ludzi.